czwartek, 8 sierpnia 2013
Miyavi "Secret"
Tak oglądam sobie nowego Miyaviego podesłanego przez Medzi i nie mogę jakoś się przystosować. Po tych wszystkich grzecznych teledyskach koreańskich, nagle taki atak, że intensywnie mrugam oczami. Nie żebym się zgorszyła, nie żebym była przeciwna, tylko tak chyba nie przyzwyczajona do tak seksownych MV, że aż się zdziwiłam. On oczywiście boski, oczywiście :P Piosenka, może mniej boska, ale czy o to dokładnie chodzi? Chyba jednak nie. Miłej zabawy :D Tak dla odmiany dla fandomu koreańskiego, jak to się robi w Japonii.
środa, 7 sierpnia 2013
Vocaloidowy przebój "Magnet" w różnych odsłonach.
Ta piosenka zdecydowanie zasłużyła na wpis;wkręciła mi się dość mocno, ma różne intrygujące wykonania, a poza tym, ten yaoistyczny tekst obok którego nie mogę przejść obojętnie. Nie wiem czy będzie chciało Wam się brnąć przez wszystkie wersje, ja bardziej zapisuje je na blogu ku mojej pamięci, która jest wielce zawodna. Jeśli przy okazji spodoba Wam się, to będzie świetne. Co prawda całe zamieszanie z Magnet jest dość stare, ale ja opóźniona w temacie jestem mocno.
Przy okazji wyznaję, że jestem fanką Gakupo, może uda mi się wygenerować post tylko o nim. Dzisiaj jednak to utwór Magnet musi być na pierwszym planie.
Pierwsza odsłona to oryginalna vocaloidowa wersja. Dla tych co nie wiedzą, są to wygenerowane sztuczne głosy na bazie naturalnych wokali istniejących naprawdę artystów. Piosenki Vocaloidowe są tworzone przez amatorów, zajmują się oni za równo aranżacją jak i tworzeniem klipów do nich. W tym przypadku autorem jest Ryuusei-P czyli minato Niestety nie umiem znaleźć oryginalnego MV do tej piosenki, a szkoda. Magnet śpiewają Kamui Gakupo & Kaito. Ich graficzne wyobrażenia: Gakupo ma długie fioletowe włosy , Kaito krótkie niebiesko- granatowe
Poniżej wersja zaśpiewana przez tych panów.
Vocaloidowe piosenki jeśli są bardzo popularne, dostępują zaszczytu zaśpiewania przez ludzi. Tak się stało i z Magnet, który został wykonany przez Piko i Sekihan, chłopcy w tamtym okresie zajmowali się naśladowaniem Vocaloidowych głosów i wychodziło im to naprawdę nieźle. Świetne jest to w ich wykonaniu, że utwór jest podzielony na męską i żeńską wersję. Pozwoliło to na zaprezentowanie skali głosu, którym ci wykonawcy dysponują.
W wersji na żywo chłopakom może wokalnie tak dobrze nie poszło. Byli bardzo spięci i to słychać szczególnie jak śpiewa Piko, ale jakby ich wokal troszkę zszedł na drugi plan bo zaprezentowali prawdziwy fanservice ♥ Wizualnie za to bardzo to wykonanie :)
Wersji Magnet w różnych konfiguracjach jest bardzo wiele, chyba wszystkie vocaloidy miały zaszczyt zaśpiewać kiedyś w swojej karierze ten przebój. Ja wkładam jeszcze wersje live żeńską. Można sobie przy okazji zobaczyć jak wyglądają koncerty na żywo Vocaloidów, które wydają płyty i jak widać mają rzesze swoich zagorzałych fanów. Tu tę piosenkę wykonują mega gwiazdy Hatsune Miku & Megurine Luka dla których pierwotnie był stworzony ten utwór.
Jeśli jakoś umknęło tłumaczenie tej piosenki, bo pojawia się w kilku miejscach wklejonych przeze mnie MV to można jeszcze zerknąć na polską wersję TUTAJ
wtorek, 6 sierpnia 2013
Ladyboys z Tajlandii
Muszę przez chwilę poqueerować, bo wyjdzie na to jeszcze, że to bardzo grzeczny blog. Miała być krótka notka, ledwie taki spamik a propos reklamy, którą zobaczyłam, trochę się moja wypowiedź niekontrolowanie rozrosła.
Miss Tiffany Universe 2007
Tajlandia jest wyjątkowa pod tym względem, trzecia płeć jest widoczna wszędzie.Urodą i seksapilem ladyboys czarują nadzwyczajnie,co głównie dziwi i jest istotą pomyłek przybywających do Tailandii turystów, w zdecydowanej większości tych zachodnich. To wszystko sprowadziło się do pewnego stereotypu, uważaj jak jedziesz do tego kraju, bo możesz pomylić kobietę z "facetem" To nie do końca facet w rozumowaniu naszych obiegowych opinii, to raczej kobieta uwięziona w ciele mężczyźni. Uroda Tajów jest na tyle elastyczna, że nawet bez zbytnej ingerencji chirurgicznej i hormonalnej, mogą realizować się w społeczeństwie jako kobiety. Tym bardziej, że prawo im nie zabrania ani nie stawia przeszkód by np. dokonywać ingerencji chirurgicznej w celu korekty płci. Problem jest tylko jeden, nie można zmienić płci w dokumentach, dla niektórych nie ma to znaczenia dla innych, to prawdziwa tragedia. Brak tej możliwości związany z oficjalnymi dokumentami skutkuje tak naprawdę uwięzieniem w kraju do końca życia, o czym piszą dziewczyny na pewnym blogu podróżniczym Słyszałam też opowieści o tym, że już bardzo młodzi ludzie, około 12-13 roku życia informują rodzinę, że to nie jest to ciało w którym chcieliby spędzić resztę życia i rodzice sami fundują im takie operacje.
Ja się zastanawiam przede wszystkim nad tym, jakie warunki, jakie czynniki istnieją ku temu w Tajlandii, że aż tak wiele osób staje się ladyboys? Czy gdyby przepisy były inne, inne uwarunkowania polityczne, czy też większa akceptacja społeczna , pozostałe kraje azjatyckie także wykazywałyby taką tendencję? Jest to bardzo intrygujące dla mnie pytanie. Wiem o kilku miejscach, na azjatyckiej mapie, w których trzecia płeć istnieje w zbiorowej świadomości a nawet jest możliwość zapisania jej w oficjalnych dokumentach.Chyba jednak nigdzie to zjawisko nie występują aż na taką skalę. Myślę,że sami Tajowie bardzo liberalni w tych sprawach starają się czasami wykorzystać ten stereotyp prawdziwej pięknej Tajki:)
Ta reklama odnaleziona na Demotywatorach jest po prostu trafiająca w sedno, lepszej po prostu nie można było zrobić. Produkt, który ma za nic podziały płci. I o to chodzi :D
Wydaje się, że niektórzy jednak nadal cierpią z tego powodu, za to przynajmniej w bardzo zabawny sposób. Mistrzem jest moim zdaniem Namewee w swoim MV do piosenki "Thai Love Song", epickie scenki po prostu:)Miłej zabawy!
To proponuje zgadywankę, która osoba z tych par jest facetem a która dziewczyną? Rozwiązanie poniżej.
Macie dość? Jesteście zniesmaczeni lub zdziwieni? Lub wprost przeciwnie zachwyceni? Proponuje posłuchać i popatrzeć na ten filmik. Kocham reakcję publiczności ♥
Nuntrita mówi pod koniec filmu o braku akceptacji o tym, że ojciec tak naprawdę nigdy się nie pogodził z tym co ona sobą reprezentuje.Więc nawet w Tajlandii bycie trzecią płcią nie jest bajką.
Dla mnie osobiście jest to niesamowicie piękne ,jestem zachwycona ladyboys. Są czarujące, pełne seksapilu, urocze i tak bardzo kobiecie, że wiele z nas nie posiada nawet cząstki tej żeńskiej energii, którą one prezentują.
Tajlandia jest wyjątkowa pod tym względem, trzecia płeć jest widoczna wszędzie.Urodą i seksapilem ladyboys czarują nadzwyczajnie,co głównie dziwi i jest istotą pomyłek przybywających do Tailandii turystów, w zdecydowanej większości tych zachodnich. To wszystko sprowadziło się do pewnego stereotypu, uważaj jak jedziesz do tego kraju, bo możesz pomylić kobietę z "facetem" To nie do końca facet w rozumowaniu naszych obiegowych opinii, to raczej kobieta uwięziona w ciele mężczyźni. Uroda Tajów jest na tyle elastyczna, że nawet bez zbytnej ingerencji chirurgicznej i hormonalnej, mogą realizować się w społeczeństwie jako kobiety. Tym bardziej, że prawo im nie zabrania ani nie stawia przeszkód by np. dokonywać ingerencji chirurgicznej w celu korekty płci. Problem jest tylko jeden, nie można zmienić płci w dokumentach, dla niektórych nie ma to znaczenia dla innych, to prawdziwa tragedia. Brak tej możliwości związany z oficjalnymi dokumentami skutkuje tak naprawdę uwięzieniem w kraju do końca życia, o czym piszą dziewczyny na pewnym blogu podróżniczym Słyszałam też opowieści o tym, że już bardzo młodzi ludzie, około 12-13 roku życia informują rodzinę, że to nie jest to ciało w którym chcieliby spędzić resztę życia i rodzice sami fundują im takie operacje.
Ja się zastanawiam przede wszystkim nad tym, jakie warunki, jakie czynniki istnieją ku temu w Tajlandii, że aż tak wiele osób staje się ladyboys? Czy gdyby przepisy były inne, inne uwarunkowania polityczne, czy też większa akceptacja społeczna , pozostałe kraje azjatyckie także wykazywałyby taką tendencję? Jest to bardzo intrygujące dla mnie pytanie. Wiem o kilku miejscach, na azjatyckiej mapie, w których trzecia płeć istnieje w zbiorowej świadomości a nawet jest możliwość zapisania jej w oficjalnych dokumentach.Chyba jednak nigdzie to zjawisko nie występują aż na taką skalę. Myślę,że sami Tajowie bardzo liberalni w tych sprawach starają się czasami wykorzystać ten stereotyp prawdziwej pięknej Tajki:)
Ta reklama odnaleziona na Demotywatorach jest po prostu trafiająca w sedno, lepszej po prostu nie można było zrobić. Produkt, który ma za nic podziały płci. I o to chodzi :D
Wydaje się, że niektórzy jednak nadal cierpią z tego powodu, za to przynajmniej w bardzo zabawny sposób. Mistrzem jest moim zdaniem Namewee w swoim MV do piosenki "Thai Love Song", epickie scenki po prostu:)Miłej zabawy!
To proponuje zgadywankę, która osoba z tych par jest facetem a która dziewczyną? Rozwiązanie poniżej.
Macie dość? Jesteście zniesmaczeni lub zdziwieni? Lub wprost przeciwnie zachwyceni? Proponuje posłuchać i popatrzeć na ten filmik. Kocham reakcję publiczności ♥
Nuntrita mówi pod koniec filmu o braku akceptacji o tym, że ojciec tak naprawdę nigdy się nie pogodził z tym co ona sobą reprezentuje.Więc nawet w Tajlandii bycie trzecią płcią nie jest bajką.
Dla mnie osobiście jest to niesamowicie piękne ,jestem zachwycona ladyboys. Są czarujące, pełne seksapilu, urocze i tak bardzo kobiecie, że wiele z nas nie posiada nawet cząstki tej żeńskiej energii, którą one prezentują.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Opowieść Panny Młodej
Jak nie planowany zakup,może stać się przebojem mang, które ostatnio przeczytałam? Otóż w bardzo prosty sposób. Dwóch przedstawicieli sklepu z mangami, rzuca słówko o tym, że teraz jest nowy produkt wydawnictwa JG, świetnie wydany i historia też niezwykle ciekawa, a na dodatek jeszcze dodają, że fabuła właściwie opiera się na tym, że dwudziestolatka poślubia trzynastolatka. Natychmiast pojawiają się zdrożne myśli i decyzja o zakupie "Opowieść Panny Młodej"
Manga autorstwa Kaoru Mori bynajmniej nie ma nic wspólnego z nieprzyzwoitymi wyobrażeniami na temat, a pomimo tego, a może właśnie dlatego, jest najlepszą rzeczą, którą ostatnio czytając oglądałam. To prawdziwa uczta dla oka, te rysunki z miliardami szczegółów zapierają dech w piersi i nawet najbardziej niewyrobione mangowe oko nie może przejść obojętnie wobec kunsztu kreski, która towarzyszy tej opowieści.
Azja Środkowa XIX w. Dwa plemiona, żyjące gdzieś w stepie. Amira dwudziestolatka, należąca do jednego z nich, zostaje wydana za mąż za 8 lat młodszego Karluka. Jej pobyt w domu męża i aklimatyzacja w nowej rodzinie,innym plemieniu, układają się pomyślnie. Amira daje się poznać jako zaradna, dobra i pełna pomysłów dziewczyna, która jest całym sercem za swoim mężem. Wzbudza bezsprzecznie we wszystkich sympatię, aż chce się wykrzyknąć jest wspaniała, jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Generuje moc pozytywnym uczuć u wszystkich, łącznie z piszącą tu czytelniczką, tak więc biedny Karluk, także nie może się oprzeć przepięknej Amirze. Rodzi się coś na kształt więzi, bo raczej o miłości tutaj na razie nie można pisać. Pomimo tego, że przez większość tomów czytamy o zwykłym życiu w regionie dzisiejszego Kazachstanu , autorka nie daje nam się znudzić tym co chce nam przekazać na temat tego jak się żyło na tym obszarze ponad wiek temu. Sielanka jednak zostaje zaburzona, rodzina Amiry, wpada na inny pomysł odnośnie jej osoby, postanawia ją odzyskać i ponownie wydać za mąż. Jak się potoczy dalej ta historia? Czuć, że nikt nie odda Amiry bez walki. To prawdziwy skarb.
Jestem zakochana w tej mandze w jej bohaterach, w tych rysunkach i sposobie w jakim jest prowadzona ta opowieść. Do tego wydawnictwo zwiększyło dozę przyjemności i zafundowało czytelnikom prawdziwą perełkę w twardej oprawie i niezwykle elegancko pod względem edytorskim dopracowaną rzecz. Tak więc nie pozostaje nic innego jak tylko kupować i się rozkoszować. I czekać z niecierpliwością na następną część.
K-pop Festival 2013
Gdybym nie była w tamtym roku, pewnie bym nie dokonywała nadmiernych analiz. Byłam jednak i cały czas nieustannie nasuwają mi się porównania, więc musicie mi wybaczyć, że trochę pojęczę w temacie, ale ogólnie jestem szczęśliwa, że impreza doszła do skutku.
Najbardziej zaskakujące było to, że organizatorzy byli zaskoczeni. A czym? Otóż byli zaskoczeni tak dużą frekwencją fanów k-popu. O tyle mi się wydaje to dziwne, że przedstawiciele monitorowali przecież to co się dzieje w sieci i narastającą falę fanów, którzy deklarowali przyjazd. Wiem, wiem od deklaracji do spełnienie gróźb daleka droga, ale... tak jakoś wyszło, że dopisaliśmy :)) Było coś około 350 osób. Kino w którym odbywał się festiwal nie przewiduje takich tłumów, więc nastąpiło lekkie zamieszanie, ale ostatecznie po czasowych wstrzymaniach wpuszczania kolejnych partii ludzi, wszyscy weszli, gorzej było z widocznością. Ci którzy nie wpadli na pomysł pojawienia dużo wcześniej niestety niewiele skorzystali z głównego punktu programu z powodu braku widoczności.
A tym, wokół czego, kręciło się wszystko tego dnia był oczywiście konkurs cover dance. Ostatecznie po eliminacjach miało być 15 uczestników, czy rzeczywiście tak było, nie mam pojęcia, nie liczyłam. Moje wrażenia z samego konkursu, poziom bardzo wyrównany, widać pracę włożoną w prezentację i przygotowanie taneczne. Jednak szczerze napiszę, że oprócz występu Danieli, nic mnie szczególnie nie porwało, poza podkładami muzycznym. Dziewczyny, które wygrały były bardzo profesjonalne w tym co robiły i cieszyłam się najzwyczajniej, że to Polki pojadą do Korei, ale nie oszalałam. W tym roku była międzynarodowa obsada i wcale nie było wykluczone, że ktoś z innego kraju zdobędzie główną nagrodę. Po rozdaniu nagród i wyróżnień, nastąpiła krótka przerwa i dalsza część programu czyli pokaz koncertów kilku zespołów na dużym ekranie. Mogliśmy się poczuć jak na prawdziwym koncercie,bo reakcje z sali wcale nie ustępowały tym, które miały miejsce na żywo podczas prawdziwych występów. W ogóle publiczność k-popowa jest niesamowita pod tym względem. To właśnie po tą energię, po tą radość ze wspólnego odbierania tego co się kocha warto wybrać się na taką imprezę. Gardło mi siadało odrobinę, choć nie piszczałam aż tak jak pozostałe fanki. Na pewno niejednokrotnie została przekroczona bariera dźwięku, ale ... czegóż się nie robi dla swoich idoli. I to było najlepsze w tej imprezie bez dwóch zdań. Ja jednak zawsze cierpię z powodu tego, że nie znam w ogóle tego co produkują Girlsbandy, prawie nie wiem co się dzieje w tym obszarze i tylko pojedyncze piosenki są w stanie przebić się przez moją świadomość. No, ale przynajmniej ogarniam całą resztę:)
Po koncertach nastąpiła chwila przerwy i część osób wyszła przed kino odetchnąć świeżym powietrzem a część zaczęła się bawić w małej salce, gdzie przewidziano tańce i swawole koreańskie. Duszno było okrutnie, ale też i pogoda niesprzyjająca. Myślę jednak, że poskakanie w takim towarzystwie, wyśpiewanie tego co w duszy gra, było warte pomęczenia się.
Wrażenie jeśli chodzi o całość fandomu, super pozytywne, ta energia jest niesamowita i przebywanie w gronie takich samych wariatów wspaniałe. Moje nieustające porównania do zeszłego roku zawiera się w kilku kwestiach; po pierwsze z uwagi na wygodę posadzono k-popowe towarzystwo co w ostatecznym bilansie trochę przekładało się na ogólną stagnację w wyrażaniu emocji. W CKK mimo wszystko była ta moc. Szkoda też, że nie przewidziano,że jednak będzie większa ilość osób niż w zeszłych latach. Za duchotę oczywiście organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności, ale przesunięcie godziny wpuszczania mas, które dusiły się w małym przejściu i owszem, tym bardziej ze sala kinowa była klimatyzowana, ale pewnie o jakiś kwestiach nie wiem, więc nie będę się wytrząsać w temacie. Rozumiem jednak, że i tak stanięto na wysokości zadania, organizując zapewne w ostatniej chwili imprezę w innym miejscu, sprawiając przyjemność fanom k-popu i fundując koszulki dla 200 osób, zapraszając miłe trio Koreańczyków z Polonistyki, którzy zaśpiewali w przerwie, dbając o to aby prawie każdy coś znalazł dla siebie jeśli chodzi o gusta muzyczne. Nie umiem jednak do końca sprecyzować dlaczego w tamtym roku podobało mi się bardziej, zresztą rozmawiałam na ten temat z wieloma osobami i odniosły podobne wrażenie.
Jak to ładnie wszędzie jest zaznaczane- k-pop staje się ambasadorem Korei. W Polsce na pewno i chwała za to Korei, że umożliwia nam przeżywanie we wspólnym gronie tej ekstazy muzycznej związanej z k-popem. Impreza się rozrasta, z niecierpliwością czekam na to co się będzie działo za rok.
Najbardziej zaskakujące było to, że organizatorzy byli zaskoczeni. A czym? Otóż byli zaskoczeni tak dużą frekwencją fanów k-popu. O tyle mi się wydaje to dziwne, że przedstawiciele monitorowali przecież to co się dzieje w sieci i narastającą falę fanów, którzy deklarowali przyjazd. Wiem, wiem od deklaracji do spełnienie gróźb daleka droga, ale... tak jakoś wyszło, że dopisaliśmy :)) Było coś około 350 osób. Kino w którym odbywał się festiwal nie przewiduje takich tłumów, więc nastąpiło lekkie zamieszanie, ale ostatecznie po czasowych wstrzymaniach wpuszczania kolejnych partii ludzi, wszyscy weszli, gorzej było z widocznością. Ci którzy nie wpadli na pomysł pojawienia dużo wcześniej niestety niewiele skorzystali z głównego punktu programu z powodu braku widoczności.
A tym, wokół czego, kręciło się wszystko tego dnia był oczywiście konkurs cover dance. Ostatecznie po eliminacjach miało być 15 uczestników, czy rzeczywiście tak było, nie mam pojęcia, nie liczyłam. Moje wrażenia z samego konkursu, poziom bardzo wyrównany, widać pracę włożoną w prezentację i przygotowanie taneczne. Jednak szczerze napiszę, że oprócz występu Danieli, nic mnie szczególnie nie porwało, poza podkładami muzycznym. Dziewczyny, które wygrały były bardzo profesjonalne w tym co robiły i cieszyłam się najzwyczajniej, że to Polki pojadą do Korei, ale nie oszalałam. W tym roku była międzynarodowa obsada i wcale nie było wykluczone, że ktoś z innego kraju zdobędzie główną nagrodę. Po rozdaniu nagród i wyróżnień, nastąpiła krótka przerwa i dalsza część programu czyli pokaz koncertów kilku zespołów na dużym ekranie. Mogliśmy się poczuć jak na prawdziwym koncercie,bo reakcje z sali wcale nie ustępowały tym, które miały miejsce na żywo podczas prawdziwych występów. W ogóle publiczność k-popowa jest niesamowita pod tym względem. To właśnie po tą energię, po tą radość ze wspólnego odbierania tego co się kocha warto wybrać się na taką imprezę. Gardło mi siadało odrobinę, choć nie piszczałam aż tak jak pozostałe fanki. Na pewno niejednokrotnie została przekroczona bariera dźwięku, ale ... czegóż się nie robi dla swoich idoli. I to było najlepsze w tej imprezie bez dwóch zdań. Ja jednak zawsze cierpię z powodu tego, że nie znam w ogóle tego co produkują Girlsbandy, prawie nie wiem co się dzieje w tym obszarze i tylko pojedyncze piosenki są w stanie przebić się przez moją świadomość. No, ale przynajmniej ogarniam całą resztę:)
Po koncertach nastąpiła chwila przerwy i część osób wyszła przed kino odetchnąć świeżym powietrzem a część zaczęła się bawić w małej salce, gdzie przewidziano tańce i swawole koreańskie. Duszno było okrutnie, ale też i pogoda niesprzyjająca. Myślę jednak, że poskakanie w takim towarzystwie, wyśpiewanie tego co w duszy gra, było warte pomęczenia się.
Wrażenie jeśli chodzi o całość fandomu, super pozytywne, ta energia jest niesamowita i przebywanie w gronie takich samych wariatów wspaniałe. Moje nieustające porównania do zeszłego roku zawiera się w kilku kwestiach; po pierwsze z uwagi na wygodę posadzono k-popowe towarzystwo co w ostatecznym bilansie trochę przekładało się na ogólną stagnację w wyrażaniu emocji. W CKK mimo wszystko była ta moc. Szkoda też, że nie przewidziano,że jednak będzie większa ilość osób niż w zeszłych latach. Za duchotę oczywiście organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności, ale przesunięcie godziny wpuszczania mas, które dusiły się w małym przejściu i owszem, tym bardziej ze sala kinowa była klimatyzowana, ale pewnie o jakiś kwestiach nie wiem, więc nie będę się wytrząsać w temacie. Rozumiem jednak, że i tak stanięto na wysokości zadania, organizując zapewne w ostatniej chwili imprezę w innym miejscu, sprawiając przyjemność fanom k-popu i fundując koszulki dla 200 osób, zapraszając miłe trio Koreańczyków z Polonistyki, którzy zaśpiewali w przerwie, dbając o to aby prawie każdy coś znalazł dla siebie jeśli chodzi o gusta muzyczne. Nie umiem jednak do końca sprecyzować dlaczego w tamtym roku podobało mi się bardziej, zresztą rozmawiałam na ten temat z wieloma osobami i odniosły podobne wrażenie.
Jak to ładnie wszędzie jest zaznaczane- k-pop staje się ambasadorem Korei. W Polsce na pewno i chwała za to Korei, że umożliwia nam przeżywanie we wspólnym gronie tej ekstazy muzycznej związanej z k-popem. Impreza się rozrasta, z niecierpliwością czekam na to co się będzie działo za rok.
niedziela, 28 lipca 2013
Idzie nowe - czyli o teaserach (VIXX)
Myślę ,że ta epokowa chwili jest do odnotowania na tym blogu. Czyli zmiana stylu teaserów koreańskich zespołów.
Bo co mieliśmy do tej pory? Jest mi na to pytanie dość łatwo odpowiedzieć. Od jakiś dwóch lat w teaserach mieliśmy głównie pompowanie baniek mydlanych, które rozpadały się z trzaskiem. Oczywiście w większości przypadków. Czym fajniejszy teaser, czym lepiej wyglądające MV , czym lepsza fraza muzyczna wykorzystana w kilkusekundowym klipie, tym większe nasze rozczarowanie. Czyż jednak nie o to chodzi? Ależ oczywiście, że o to aby nas zwabić, przyciągnąć, przynęcić i najczęściej z niczym zostawić. I nawet jeśli bym wpadła w jakieś słuszne oburzenie czy miałoby ono logiczne uzasadnienie? Sama sobie odpowiadam ,że oczywiście nie.
Dlatego z takim rozrzewnieniem ujrzałam nową falę. Po co się trudzić i puszczać muzykę, skoro i fragmenty mv i dźwięk można puścić od tyłu. W sumie zgadzam się, tyle samo wnosi co ostatnie poczynania speców o promocji koreańskich zespołów. A jakże to innowacyjne, jakże wszyscy się dziwią, jazgot i bełkot plus ładne obrazki puszczone od tyłu. Czyż to nie wprowadzi potencjalnych oglądaczy/ słuchaczy w stan totalnego zaintrygowania, które w większością przypadku skończy się upragnioną odsłoną na youtubie? Ależ się skończy i owszem. Czekamy więc na mv VIXX utworu w moim wolnym tłumaczenie De, da, na , da ,no. Ponieważ mniemam, że to tytuł ale może także napisany od tyłu? Niczego już nie jestem pewna.
Bo co mieliśmy do tej pory? Jest mi na to pytanie dość łatwo odpowiedzieć. Od jakiś dwóch lat w teaserach mieliśmy głównie pompowanie baniek mydlanych, które rozpadały się z trzaskiem. Oczywiście w większości przypadków. Czym fajniejszy teaser, czym lepiej wyglądające MV , czym lepsza fraza muzyczna wykorzystana w kilkusekundowym klipie, tym większe nasze rozczarowanie. Czyż jednak nie o to chodzi? Ależ oczywiście, że o to aby nas zwabić, przyciągnąć, przynęcić i najczęściej z niczym zostawić. I nawet jeśli bym wpadła w jakieś słuszne oburzenie czy miałoby ono logiczne uzasadnienie? Sama sobie odpowiadam ,że oczywiście nie.
Dlatego z takim rozrzewnieniem ujrzałam nową falę. Po co się trudzić i puszczać muzykę, skoro i fragmenty mv i dźwięk można puścić od tyłu. W sumie zgadzam się, tyle samo wnosi co ostatnie poczynania speców o promocji koreańskich zespołów. A jakże to innowacyjne, jakże wszyscy się dziwią, jazgot i bełkot plus ładne obrazki puszczone od tyłu. Czyż to nie wprowadzi potencjalnych oglądaczy/ słuchaczy w stan totalnego zaintrygowania, które w większością przypadku skończy się upragnioną odsłoną na youtubie? Ależ się skończy i owszem. Czekamy więc na mv VIXX utworu w moim wolnym tłumaczenie De, da, na , da ,no. Ponieważ mniemam, że to tytuł ale może także napisany od tyłu? Niczego już nie jestem pewna.
G Dragon - modowe wibracje
Miłość do Dragona wyznawałam na tym blogu wielokrotnie ale uwielbienie dla jego stylu chyba w nie dość odpowiedni sposób. Nadrabiam więc zaległości.
Zawsze podobało mi się to co robi Dragon i w obszarach muzycznych a tym bardziej modowych. Jego styl, jego smak, wyczucie rynku, niepowtarzalne fryzury wszystko to jest dla mnie ogromnie fascynujące. Jeśli ktoś w Korei wyznacza nowoczesny styl, nie boi się wyzwań, nie boi się szokować, to z pewnością jest nim G Dragon. Ta chęć nieustającego wprawiania w zdumienie odbiorcy czasami balansowania na granicy kiczu i śmieszności nieustannie mu towarzyszy. I czym starszy tym silniej to się zaznacza, ale jest na tyle niepowtarzalną osobowością, że to właśnie jemu wypada, innym już nie. Oprócz głupich i dziecinnych tatuaży, które mi osobiście się nie podobają, co do wizerunku Dragona nie mam nigdy zastrzeżeń. Po prostu wszystko łykam i jestem jak zwykle zachwycona.
I zdradzę tu pewną tajemnicę, to nie nowa jego płyta zrobiła na mnie największe wrażenie, a krótki utwór dla domu Mugler. Nie pisałam o tym, ale odcięło mnie po prostu na dwa dni od rzeczywistości. O tak, on potrafi wprowadzić mnie w taki stan. Dlaczego? Otóż jest pisany i tworzony bez koreańskiej cenzury z tą mega arogancją Dragona, którą uwielbiam. Widać ją wszędzie także w tych sesjach modowych. Czy zauważyliście, że on nigdy nie łasi się do aparatu, nie umizguje, nie kokietuje, nie gra grzecznego chłopca, którym z pewnością nie jest. To jest prawdziwy on, nawet jeśli przewrotnie twierdzi, że pie*przy modę. W utworze dla Muglera tłumaczenie Cleo tutaj, Dragon tak słodko i bezczelnie oznajmi mi, że jest Bogiem. I oczywiście ja się z nim całkowicie zgadzam, jest jednym z bóstw, które nie pozostaje nic innego jak tylko wielbić z daleka.
To co zrobili teraz dla Voqua w kwestii Dragon i jego aleter ego, też wydaje mi się po prostu trafione w dziesiątkę. To jest takie jego w stylistyce, tak świetne, że trudno mi się nie zachwycić. Niby zblazowany on, ale moim zdaniem dobrze się bawił i bardzo mu się to podobało. Coś tam, coś tam jeszcze zrobili w tej sesji ale szczerze, to jest mistrzowskie, a o tamtych stylizacjach szybko wszyscy zapomną, oprócz tej jednej.
Czy jest ikoną stylu? Dla mnie na pewno. To jednak co winduje go tak wysoko to jego talent muzyczny, a nie modowe wyczucie rynku. Bez tego pierwszego Dragon by nie istniał jako artysta, bo nim z pewnością jest, to drugie jest tylko doskonałym uzupełnieniem jego wizerunku, który oczywiście uwielbiam :)
I zdradzę tu pewną tajemnicę, to nie nowa jego płyta zrobiła na mnie największe wrażenie, a krótki utwór dla domu Mugler. Nie pisałam o tym, ale odcięło mnie po prostu na dwa dni od rzeczywistości. O tak, on potrafi wprowadzić mnie w taki stan. Dlaczego? Otóż jest pisany i tworzony bez koreańskiej cenzury z tą mega arogancją Dragona, którą uwielbiam. Widać ją wszędzie także w tych sesjach modowych. Czy zauważyliście, że on nigdy nie łasi się do aparatu, nie umizguje, nie kokietuje, nie gra grzecznego chłopca, którym z pewnością nie jest. To jest prawdziwy on, nawet jeśli przewrotnie twierdzi, że pie*przy modę. W utworze dla Muglera tłumaczenie Cleo tutaj, Dragon tak słodko i bezczelnie oznajmi mi, że jest Bogiem. I oczywiście ja się z nim całkowicie zgadzam, jest jednym z bóstw, które nie pozostaje nic innego jak tylko wielbić z daleka.
To co zrobili teraz dla Voqua w kwestii Dragon i jego aleter ego, też wydaje mi się po prostu trafione w dziesiątkę. To jest takie jego w stylistyce, tak świetne, że trudno mi się nie zachwycić. Niby zblazowany on, ale moim zdaniem dobrze się bawił i bardzo mu się to podobało. Coś tam, coś tam jeszcze zrobili w tej sesji ale szczerze, to jest mistrzowskie, a o tamtych stylizacjach szybko wszyscy zapomną, oprócz tej jednej.
Czy jest ikoną stylu? Dla mnie na pewno. To jednak co winduje go tak wysoko to jego talent muzyczny, a nie modowe wyczucie rynku. Bez tego pierwszego Dragon by nie istniał jako artysta, bo nim z pewnością jest, to drugie jest tylko doskonałym uzupełnieniem jego wizerunku, który oczywiście uwielbiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






