Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama koreańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama koreańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 sierpnia 2012

BIG



Naprawdę masę czasu zbierałam się żeby obejrzeć tę dramę do końca i właściwie końcówkę oglądałam jednym okiem. Poświęciłam jej jednak zbyt wiele uwagi, szczególnie na początku, więc jakaś notka jej się należy.

Początek był wielce obiecujący. Poznaliśmy Panią nauczycielkę Kil Da Ran (Lee Min Jung)która jest zakochana w przystojnym lekarzu Seo Yoon Jae (Gong Yoo). Obserwujemy jak dziewczyna się miota, jak jest zaangażowana, wpatrzona w swego narzeczonego. Tego samego nie można niestety powiedzieć o wybranku. Na dodatek kręci się koło niej a raczej nieustannie wpada na nią nowy uczeń Kang Kyung Joon (Shin Won Ho ). Przybywa prosto z Ameryki a jego bezczelne i aroganckie zachowanie irytuje Yoon Jea. Trudno się nie domyśleć że coś ten młody w tym związku zamiesza. I tak się staje ale na takiej płaszczyźnie, której nikt chyba się nie spodziewa. Nowy uczeń i doktorek są uczestnikami wypadku samochodowego w wyniki którego obydwaj wpadają do jeziora. I wtedy właśnie dochodzi do magicznej zamiany ich dusz. Ciało młodego nie odzyskuje przytomności a uwięziony zostaje w nim Yoon Jae. Cielesna powłoka wraz z zawartością w postaci Kyung Joon'a budzi się z letargu. Oczywiście doznaje szoku, oczywiście jest zrozpaczony, ale dzielnie zaczyna sobie radzić z sytuacją.


A ona jest coraz bardziej skomplikowana. Po pierwsze, jego zachowanie, umiejętności i wiedza ogranicza go niezmiernie w możliwości całkowitego wcielenia się w doktorka. Po drugie jest jeszcze Da Ran, która dość szybko domyśla się że coś jest nie tak. Dziewczyna wpada w panikę bo za kilka tygodni ma się odbyć ich ślub. Obydwoje nie tracą nadziei, że Kyung Joon odzyska przytomność i prawowici właściciele powrócą do swoich ciał. Na razie jednak trzeba uczestniczyć w tej zwariowanej maskaradzie udawania że wszystko jest w porządku. I się nie pogubić we własnych uczuciach. A to jest najtrudniejsze. Da Ram przecież codziennie widzi swego narzeczonego który nim nie jest, a młody czym więcej przebywa ze swoją nauczycielką tym bardziej próbuje ukryć swoje uczucia. Obydwoje za wszelką cenę chcą odkryć tajemnicę tej magicznej zamiany.


Nie wiem nawet czy sami twórcy filmu ogarnęli cały potencjał tej dramy, bo był ogromny i tak strasznie niewykorzystany. Bo co my tu mamy: zamiana ciał - świetnie, doktorek trzydziestoletni zaczyna się zachowywać jak małolat, a jeśli by jeszcze dano możliwość małolatowi zachowywania się jak poważny facet na poważnym stanowisku, to by było coś. Jest jeszcze klasyk w postaci starsza nauczycielka i trochę młodszy chłopak, świetnie można dużo wycisnąć, próbowana ale tak nie do końca przekonywająco. Mamy "dziewczynę" młodego która jest rezolutną pannicą, a w niej zakochany brat naszej bohaterki. To wszystko jednak czym dłużej trwa drama tym bardziej rozmywa się gdzieś w przestrzeni, akcja się coraz bardziej gmatwa, powstają prawie absurdalne powody dla których tych dwoje zamieniło się ciałami. I największy błąd którego nie mogę wybaczyć, dlaczego, dlaczego nie wykorzystali lepiej postaci Kang Kyung Joon w tej dramie, dlaczego nie dali pograć Shin Won Ho, który by z pewnością podkręcił akcję jak i samą nudną końcówkę tej dramy.


Wszystkie gromy muszę zebrać siostry Hong. One do których się modlimy za You're beautiful, Greatest Love czy chociażby Gumiho. Jak one mogły nam to zrobić? Tyle oczekiwań włożonych w tą dramę, świetnie dobrani aktorzy i coście nam uczyniły drogie Panie? Wyszedł niestety przy długi nudnawy serial z naprawdę fajnym i dynamicznym początkiem,ale na coś więcej nie starczyło pomysłów. I chociaż oddaje mistrzostwo Gong Yoo, który na wieki pozostanie w panteonie gwiazd po Coffee Princie, to on sam na miłość boską nie jest w stanie dźwignąć kiepskiego scenariusza. Tym razem za tą klapę w pełni i to widać na nawet z tej odległej Polski są odpowiedzialne scenarzystki. Chyba tak szybko nikt nie wyda pieniędzy na nowe ich projekty. A może się mylę?


Dla kogo ta drama? Hmmm dla osób które lubią Gong Yoo, on nie zawiódł. Dla osób które chcą obejrzeć świetną grę i nieźle wyglądającego Shin Won Ho, ale mogę poświęcić czas tylko na dwa pierwsze odcinki. Naprawdę ja się zmuszałam tak od 12 epizodu żeby śledzić tę historię, spuszczono kompletnie z niej powietrze i tak już było do końca. Mnie ogromnie rozczarował ten tytuł, poza 3 pierwszymi odsłonami. Miało być BIG, a tak niestety nie było.Pół punktu dodaje dla aktorów, którzy moim zdaniem wybrnęli, piękne plenery i stronę wizualną.

Moja ocena 5,5/10

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

I do I do



Ta drama była pewnego rodzaju zaskoczeniem. Wiadomo było że nie będzie zła, ale że okaże się aż tak dobra chyba nikt nie zakładał. No może poza twórcami. To niezwykle miła niespodzianka tego letniego czasu a poza tym społeczna rewolucja na dramowym rynku.

Bo jakże inaczej nazwać to że tym razem główna bohaterka to kobietą sukcesu, która sama osiągnęła wysoką pozycję w firmie i niezależność finansową, bez wsparcia mężczyzn. Hwang Ji An (Kim Sun Ah)ma około 40-lat i pracuje jako główny projektant w ogromnej firmie obuwniczej. Buty są jej pasją a praca całym życiem. Kocha to i się w tym spełnia. Dużo wymaga od siebie a także od swoich współpracowników. Nie jest więc zbytnio lubiana w pracy, nosi nawet przezwisko "Meduza", budzi strach ale i podziw za swój profesjonalizm.
Utrzymanie w ryzach pracowników oraz tak wysokiej pozycji w firmie, niesie za sobą mnóstwo stresów. Podczas pewnego odstresowywania się nad kieliszkiem z poznanym przypadkowo chłopakiem, nieopatrznie traci kontrolę nad sytuacją. Ląduje z nim w łóżku. Kac moralny który pojawia się rano, szybko gasi wyparciem z pamięci całego zdarzenia i oraz nadzieją na nie ujrzenie nigdy więcej tego rozgadanego faceta.
Los jednak jest perfidny i inaczej zaplanował tym dwojgu życie. On Park Tae Kang ( Lee Jang Woo) to 20-latek który także ma pewne powiązania z branżą obuwniczą. Wraz z tatusiem podrabiają znane marki i sprzedają na bazarze. Po kolejnym krachu finansowym postanawia szukać pracy w bardziej znanych firmach i jak łatwo się domyślacie, ląduje w zespole naszej Ji An. On i ona przeżywają szok, chcieliby jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie i nigdy więcej się nie spotkać. A tu niespodzianka, muszą razem pracować.
Ale to nie jest jedyne zaskoczenie które teraz uderza w Panią główną projektantkę.


Spada na nią inny grom, w postaci wiadomości że jest w ciąży. To jedna noc i jej konsekwencje w postaci ogromnego dylematu, który wywraca całe życie Ji An. Ona piękna, bogata, z doskonałą pozycją zawodową, właśnie jest w ciąży z 20-latkiem, z którym z całą pewnością nie chce się wiązać, ba kompletnie go nie zna. Podwójny skandal w firmie, bo jakże ona może być w ciąży jako kobieta niezamężna a na dodatek z własnym o tyle młodszym pracownikiem. Kłopoty jednak piętrzą się, bo jej pozycja w firmie także jest zagrożona, wraca zza granicy córka Prezesa, której bynajmniej nie zależy na dalszej współpracy z Ji An. Na dodatek w jej życiu pojawia się naprawdę świetny facet, który jest nią mocno zainteresowany, pan doktor, który wydaje się wszystkim idealnym kandydatem na męża. Co zrobi nasza bohaterka? Każde rozwiązanie nie jest idealne, jednak jest zmuszona podjąć decyzję wiążącą ją na całe życie.


Spróbuje dość zwięźle napisać to za co kocham tę dramę.

  • Po pierwsze i najważniejsze za Lee Jang Woo, którego chyba wszyscy pokochali za ten tytuł. Uwielbiam go, uwielbiam!!! Jego energię, to jaką stworzył cudowną postać, jaką sympatię wzbudzał u widzów i jakie emocje, jak wszyscy mu kibicowaliśmy by sobie poradził z trudnym przeciwnikiem jakim była Jin An. On i jego miny, w ilości 20 na minutę, jego śmiech, jego smutek i taka bijąca szczerość, która mnie po prostu zmiotła. Zapewne gdyby nie ten aktor ta drama nie cieszyłaby się aż taką popularnością. A przy tym oczywiście wpisuje się w całą rabatkę pięknych kwiatków z Korei. Nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne.




  • Po drugie za niekonwencjonalne podejście do tematu. Tym razem kobieta miała prawo głosu, nie była bezwolną nimfą którą los targa i jest w stanie dla swojego mężczyzny zrobić i poświęcić wszystko. To ona była niezależna i to do niej należał wybór. No i wiek głównej bohaterki której dylematy i miejsce w którym się znajduje jest jednak zupełnie inne niż dwudziestoczterolatki


  • Ta miłość pokazana w tej dramie ze wszystkimi zakrętami na jej drodze , tym razem nie była jak z bajki ale jak z życia. Pomimo schematów, które oczywiście istniały, miała dużo realnych odniesień.


  • Ten mężczyzna jednak jak z bajki. (To nie przeczy temu co napisałam powyżej ;)) Opiekuńczy, taktowny, zakochany, pomocny, umiejący zrobić w domu wszystko, po prostu marzenie.


  • Te buty w tej dramie i cudowny stosunek do nich. Ja nie mam aż takiego fetyszowskiego podejścia do obuwia ale naprawdę to co można zobaczyć w tej dramie i jaką rolę odgrywają buty w tej historii jest cudowne.




  • Ten doktorek który był uwikłany w całą historię. Był jak anioł stróż, oddany przyjaciel, umiejący się zachować w każdej sytuacji.


  • Za figurę i elegancję Kim Sun Ah, która pomimo swojego wieku zakosiła niejedną małolatę.


  • Za epickie scenki ,których było mało ale za to jakiej jakości.


  • Za tą przyjaźń którą uwielbiam u Azjatów, kiedy z wroga i konkurenta ktoś staje się twoim sprzymierzeńcem.



  • I można by tak długo, bo to naprawdę tytuł z wieloma zaletami.


    Oczywiście wady także "I do I do" posiada. Początek, jest wielce przewidywalny i szczerze pisząc mało wciągający. Dlatego takim zaskoczeniem jest fakt, że z odcinka na odcinek człowiek coraz bardziej przywiązuje się do bohaterów i z uwagą śledzi dalsze ich losy. Co do samej Kim Sun Ah, także mam wątpliwości.Przyjęła pozę ze szkoły chwalebnej i długo uprawianej w Korei pt. kamienna twarz. Emocji w graniu mało, dystans nieustający pomiędzy nią a wszystkimi wokół. Może to był i pomysł na tę rolę, czego tej wielkiej aktorce nie odmawiam, ale mnie momentami drażnił, szczególnie w pierwszej fazie dramy dopóki nie przyzwyczaiłam się do tych stonowanych reakcji głównej bohaterki. Były także dłużyzny głównie powiązane ze sprawami firmy jednak nie zabijające ogólnego pozytywnego odbioru tej serii.


    I dziwne wrażenie towarzyszyło mi podczas oglądania "I do I do". Pomimo tego że "BIG" śledziłam równolegle, to nieustająco łapałam się na tym,że dziełem sióstr Hong jest właśnie opowieść ze świata obuwniczego. Pomimo tego, że to nie prawda, myślę że siostry nie powstydziły by się tego tytułu. Świetny, romantyczny, pragmatyczny, prawdziwy, z humorem i z gwiazdą do miana której dzięki niej urósł Lee Jang Woo.

    Moja ocena 8,5/10

    niedziela, 8 lipca 2012

    You are my pet



    Do tego filmu można podejść poważnie i bardzo się zawieść, albo potraktować z przymrużeniem oka i się nim bawić. Ja jestem gdzieś po środku. Bawiłam się nieźle, ale nie mogę powiedzieć że "You are my pet" mnie oczarował.


    Pewna redaktorka ważnego pisma jest już lekko zawiedziona swoimi związkami z mężczyznami. A samotność biedaczce zaczyna doskwierać. Koleżanki nieustająco zachwalają instytucję zwierzaka w domu, jako wiernego i oddanego towarzysza. A przede wszystkiego takiego, którego można kontrolować. To się wydaje idealnym rozwiązaniem dla Ji Eun Yi (Kim Ha Neul) i zaczyna się rozglądać za małym szczeniaczkiem. Do zakupu jednak nie dochodzi, bo brat przyprowadza do domu przyjaciela. Tancerza który aktualnie nie ma się gdzie podziać. Eun Yi jest przeciwna ale po drobnych pertraktacjach zgadza się żeby ... został. Stawia jednak warunek, chłopak ma wejść w rolę jej psa o wdzięcznym imieniu Momo. Piesek jak to piesek, musi całkowicie się podporządkować właścicielce inaczej dosięgną go dotkliwe kary. Desperacja lokalowa lub urok młodej pani, a zapewne jedno lub drugie, sprowadza Kang In Ho (Jang Geun Suk) do roli domowego pupilka. Wywiązuje się z tego zadania na tyle dobrze, że właścicielka zapomina momentami, że to jednak człowiek. Mimo wszystko wygląda na to, że obydwoje bawią się doskonale. On jako słodki piesek, ona jako groźna i wymagająca pani , nie zapominająca o potrzebach swego podopiecznego.
    Dziwny układ? To mało powiedziane. Ale tworzący mnóstwo zabawnych sytuacji, które nadają lekkości tej komedii.


    Od razu uprzedzam, że miałam obawy przed obejrzeniem tego tytułu. Po pierwsze Suk, zapędzony mocno w androgeniczny wizerunek. Nie lubię go aż tak wystylizowanego. Po drugie znowu Suk, który był w apogeum chyba swego wychudzenia i przemęczenia pracą. Reanimacje kroplówkami na planie filmowym, to już mocna przesada. Entuzjazmem więc nie pałałam by ten film zobaczyć. Nie było jednak tak źle jak się spodziewałam. I naprawdę nie wiem czy to Sukki ,i chęć matkowania mu hahahaha, po raz kolejny wprowadziło mnie w doskonały humor. Fabuła sprzyja by ponownie przygarnąć biednego pieska i się nim zaopiekować. Psy jednak kiepsko tańczą, więc niech się lepiej nie zabierają za takie wyzwania jeśli nie muszą ;)


    Tak naprawdę to komedia jakich wiele, z nie do końca przemyślanym scenariuszem, troszkę pourywanymi wątkami, ale spokojnie bez problemu podąża się za koncepcją, która jest mało skomplikowana. Nie analizując głębiej zakrętów psychiki ludzkiej, których meandry momentami są aż nazbyt zagmatwane, można sięgnąć po ten film i miło i nie zobowiązująco spędzić czas.

    Moja ocena 6/10

    poniedziałek, 25 czerwca 2012

    Too Beautiful to Lie



    Ju Yeong Ju (Kim Ha Neul) poznajemy w więzieniu. Właśnie próbuje za wszelką cenę odzyskać wolność i daje popis wszech czasów. Czyli pełną rozpaczy i do głębi przejmującą historię którą sprzedaje komisji penitencjarnej decydującej o warunkowym zwolnieniu. Członkowie rzewnymi łzami zalali się pod naporem opowieści o trudnym i ciężkim życiu Yeong Ju i jej ogromnej miłości do siostry której całe życie pomagała. Dziewczyna zwolnienie otrzymuje a my niewątpliwą wiedzę na temat tego, że w kłamaniu mamy do czynienia z prawdziwą mistrzynią.



    Ju Yeong Ju rusza na ślub siostry, z czego ta akurat nie jest zbyt zadowolona, podpowiem jednak że tam nie dotrze, bo po drodze w pociągu .... No cóż, trzeba im jedno przyznać, normalnie się nie spotkali. Kiedy ona na chwilę usypia, ukołysana stukotem kół, on w swej nieuwadze upuszcza pierścionek i to gdzie, między jej nogi. Choi Hee-Cheol (Kang Dong Won) ma tylko jeden pomysł zanurkować pomiędzy dwa kolanka tej śpiącej dziewczyny i natychmiast odzyskać to cenne preciozo. To pierścionek jego matki który z namaszczeniem wiezie dla swej narzeczonej. Nie dziwne, że chłopak był w takiej desperacji, właściwie z miejsca mu wybaczamy. Gorzej z Yeong Ju która w kluczowym momencie, gdy jego głowa chowa się pod jej spódnice, budzi z drzemki i jak łatwo się domyśleć wpada w furię. Dochodzi do ogromnej awantury, nieporozumienia niby wyjaśnione ale jakoś tak nie do końca wybaczone. Ale kłopoty tej dwójki dopiero się zaczynają. Yeon Ju spostrzega, swym fachowym okiem, że tego faceta niedorajdę właśnie ograbiają z pierścionka i rusza za złodziejem, wysiadając z pociągu. Jej pogoń kończy się sukcesem, odzyskuje skradzioną rzecz ale pociąg odjeżdża a wraz z nim jej bagaż.




    Echh życie nie jest proste, trzeba natychmiast odsunąć wszelkie podejrzenia od siebie i zwrócić pierścionek, bo Yeon Ju wie że na warunkowym zwolnieniu nie ma żartów. Ze szczątkowych, ale jakże istotnych informacji które zdążył wykrzyczeć Hee-Cheol, dumny farmaceta, dziewczyna odnajduje jego rodzinne miasteczko. Nie wie jeszcze że ta niepozorna mieścina to cosa nostra prowincji koreańskiej. Macki pełne troski i zaangażowania sięgają wszędzie, czyli wszyscy się znają, wszyscy właściwie są spokrewnieni i wszystko o sobie wiedzą. Obca dziewczyna z pierścionkiem zaręczynowym Hee Cheola, natychamist zostaje przyporządkowana jako narzeczona młodego farmaceuty i zaadaptowana do rodziny. Yeon Ju ratując sytuację brnie w coraz to bardziej zawiłe kłamstwa. Tutaj jej talent w nie mówieniu prawdy ma swoje pole do popisu, niby w dobrej wierze buduje coraz to nowe historie na temat swego związku z Hee Cheol'em. Rodzina jest pełna dobrej woli i troski o ich związek i służy wszelką pomocą narzeczonej. A gdzie w tym czasie się podziewa główny bohater opowieści? Ano próbuje się oświadczyć swej wybrance i w kulminacyjnym momencie przekonuje się że pierścionek znikł. Po powrocie do rodzinnej miejscowości popada w lekki obłęd, bo tylko on twierdzi że nie zna tej dziewczyny, która właśnie rezyduje w jego domu jako jego narzeczona.



    Typowa komedia pomyłek, ze wspaniałym zapleczem rodzinnym, które na kształt familii włoskiej swoimi mackami zagarnia i na siłę przytula do serca. A jak się potoczy historia tych dwojga, kto ciekawy niech sięgnie po ten film. Schematy wszelkiej maści zapewnione ale bardzo przyjemnie się je śledzi. Pierwsza część naprawdę bardzo zabawna. Szczególnie główna bohaterka to postać zapadająca w pamięć i bardzo dobrze zagrana. Jego, trochę za mało w tym filmie i taki odrobinę przytłoczony przez główną heroinę ale słodziutki, przyznaje:) Właściwie "Too Beautiful to Lie" zachowało w sobie schemat dramowy, czyli mocne uderzenie na początku, mnóstwo humoru i śmiesznych sytuacji, druga część to stonowanie i uczuciowe zawirowania. Ale tym co stoi ten film to rodzinka pana młodego. Do polecenia jako niezobowiązująca komedia na przyjemne letnie popołudnie.

    Moja ocena 7/10

    czwartek, 21 czerwca 2012

    Muzyczny atak Polski na Koreę

    Tak , tak nie pomyliłam się atak trwa. I to jakże niezwykle skuteczny w pewnych kręgach. Ale nie myślcie sobie, ze jakieś Feele czy inne wytwory polskiej sceny muzycznej przebijają się właśnie ze swoimi piosenkami.
    To zupełnie inna półka, grunt mi kompletnie nie znany ale ... jestem dumna z Polaków. My tu słuchamy k-popu a Koreańczycy szaleją na imprezach przy polskich "dziełach" muzycznych. Wymiana międzykulturowa trwa :)))



    I jeszcze co bardziej zaangażowani tworzą specjalne układy.



    No i kariera trwa "Dyskoteka Gra". My tu żyjemy bez świadomości co jest tak naprawdę modne teraz w Korei. Chyba muszę przejrzeć dyskografię zespołu "Akurat", hahahahha.



    A i jeszcze epokowa pieśń "Bania u Cygana", przyznaje że nie byłam zaznajomiona z tą piosenką a o istnieniu takiego nurtu także w Polsce niewiele wiem. W każdym bądź razie piosenka o tym poetyckim tytule miała swój debiut w koreańskiej dramie pt. "Stairway to Heaven"




    Przyznaje że te łupanki są świetne na imprezy i nie dziwię się,że w tym obszarze Koreańczycy oszaleli.
    Za materiały, które wprawiają człowieka w tak doskonały humor, dziękuje Lady Dragonfly :)))

    środa, 20 czerwca 2012

    Love Rain



    Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział że popadnę w taką emocjonalną huśtawkę z powodu tego filmu, to może bym tak szybko nie zabrała się za jego oglądanie. Choć wewnętrzny głos mnie ostrzegał, że ja i Sukkie, to niestety problemy z samą sobą gotowe. Jestem przekonana jednak że nie można wszystkiego zrzucić na jego barki. To ten film, ten temat plus ręka reżysera znanego z mistrzowskiego podejścia do melodramatu, dały bombę emocjonalną. Postaram się być obiektywna, może nawet nadmiernie krytyczna, bo musicie mi wybaczyć moja ocena i odbiór Love Rain nie może być zupełnie pozbawiona czynnika pod postacią Sukkiego.



    Akcja filmu toczy się w dwóch epokach. Dlatego fabułę należy podzielić na dwie części.

    Lata 70-te

    Ach jakże wspaniałe były te lata w tym filmie. To jak wyprawa do innej krainy. Można by prawie uwierzyć, że było cudownie w tamtym okresie, gdyby od czasu do czasu nie reżim, który dawał znać o sobie. Chociaż czuło się, że ludzie są ograniczani przez państwo, to tak naprawdę nic nigdy się nie zmienia. Młodzi muszą przeżywać swoje przyjaźnie, pierwsze poważne związki, stawać przed dylematami dorosłych z głową pełną marzeń. A sceneria lat 70-tych tylko temu wszystkiego dodawała uroku.




    Czy można się w kimś zakochać w ciągu trzech sekund? To właśnie się spotkało Seo In Ha (Jang Geun Suk) który jest studentem kierunków artystycznych. Pewnego dnia ujrzał dziewczynę, która zawładnęła jego sercem. Cicha, spokojna i małomówna Kim Yoon Hee (Im Yoon Ah)robi niesamowite wrażenie na chłopaku. Krąży wokół niej,obserwuje ją, maluje jej portret, wielbi z daleka i na skutek małego wypadku wchodzi w posiadanie jej pamiętnika. Te sekrety przelane na papier zbliżają go jeszcze bardziej do Yoon Hee. In Ha to jednak chłopak bardzo nieśmiały, wrażliwy i zamknięty w sobie. Nie posiada tyle odwagi by porozmawiać z tą piękną dziewczyną, powiedzieć o tym że myślą i czują podobnie, a on jest przekonany, że są sobie przeznaczeni. Tych dwoje tylko ściąga się spojrzeniami, drobnymi gestami, nic w ich relacjach nie wychodzi poza koleżeńskie układy. Pomaga im jednak deszcz który tworzy kurtynę za którą mogą się skryć, a jednocześnie być blisko siebie. Sytuacja jednak bardziej się komplikuje gdy przyjaciel (Kim Si Hoo) naszego bohatera lokuje uczucia w tej samej dziewczynie co młody malarz. On w przeciwieństwie do In Ha ma więcej odwagi w sobie i oficjalnie zaczyna adorować piękną studentkę. Adorować to właściwie słowo, bo to inne czasy i inny klimat. Nie ma szalonych randek jest ciche przyzwolenia na chodzenie ze sobą, wspólne wypady ze znajomymi.


    Kim Si Hoo


    Ta część filmu tak naprawdę jest zakotwiczona w atmosferze dziewiętnastowiecznych romansów, gdzie kochankowie są ograniczeni normami społecznymi. A ich związek burzy ustalony porządek. Tutaj miłość pomiędzy In Ha a Yoon Hee rani przyjaciół obydwojga. Uczucie jest jednak silniejsze niż lojalność wobec znajomych i bajka może by się dobrze skończyła gdyby nie czynniki obiektywne. W ramach poświęcenie siebie i uczucia, w obszarze pojęcia, że lepiej nie ranić drugiej osoby, tych dwoje traci siebie z oczu na długie lata.





    Współczesność



    Przeskakujemy w zupełnie inny świat, z pięknej słonecznej jesieni w latach 70-tych w zimową scenerię Japonii. Na Hokkaido przyjeżdża na sesję zdjęciową Seo Joon (Jang Geun Suk) , to młoda gwiazda fotograficznego świata. Ta pozycja dodatkowo kreuje jego aroganckie, pełne wyniosłości zachowanie. Jego pewność siebie nie ogranicza się tylko do obszarów zawodowych ale także ma poczucie całkowitej kontroli swoich związków z kobietami. Na jego drodze staje jednak studentka Jung Ha Na (Im Yoon Ah), trochę zadziorna, trochę bezczelna a przede wszystkim niezbyt się poddająca jego osławionemu urokowi. Historia lubi się powtarzać, tym razem chłopak wchodzi w posiadanie telefonu dziewczyny. Ta chce go odzyskać i tak lądują na pustkowiu w pogoni za diamentowym śniegiem, który jest na celowniku fotografa. Ten zimowy opad występuje niezwykle rzadko a według legendy ma ogromną moc sprawczą, jeśli wspólnie ujrzy się skrzące igiełki lodu, miłość zapewniona. Szczęście im dopisuje zdjęcia powstają, ale biedny Joon w bajki na temat śniegu nie wierzy ale...zaczyna popadać w coraz większe zdziwienie w kwestii swoich reakcji na tą skromną studentkę. I znowu pogoda i to co spada z nieba ma wpływ na miłosne fluidy które unoszą się pomiędzy tą dwójką. Piękna analogia.



    Wydawałoby się że zwyczajna historia jakich wiele, on przekonany że się nie zakocha, ona która nie znosi takich przemądrzałych facetów. Istota tej dramy zwiera się jednak gdzie indziej. Ich rodzące się uczucie jest tylko wyjściem do tragedii iście Szekspirowskiej. Rodzicami Joon'a i Ha Na jest nasza para bohaterów z lat 70-tych. Oczywiście młodzi nic nie wiedzą o powiązaniach swoich rodziców, choć w jakiejś tam płaszczyźnie zdają sobie sprawę z ważności tego uczucia i słyszeli o nim. A sami rodzice, żyją wspomnieniami. Związali się z innymi osobami ale tak naprawdę nigdy emocjonalnie się nie rozstali. In Ha, żeni się z koleżanką ze studiów ale ich związek kończy się rozwodem, czego nie może mu wybaczyć i zrozumieć jego syn Joon. Yoo Hee jest wdową, która samotnie wychowuje swoją córkę. Przez prawie 30 lat tych dwoje właściwie nie wie nic o sobie. On myśli że ona nie żyje a pomimo tego nie chce się z nikim wiązać. Ona uważa że on jest szczęśliwy ze swoją żoną i pragnie pozostać w zapomnieniu. Jednak tych dwoje przeznaczenie ponownie pchnie ku sobie. Tym razem to dzieci będą w centrum uwagi i przyczyną wszelkich dylematów. Bo to ich miłość tworzy dramat rodziców. Myślę że dla wielu ludzi zachodu niezrozumiały. Dlaczego młodzi nie mogą być razem jeśli rodzice by się pobrali, przecież nie są spokrewnieni? Otóż prawdopodobnie prawodawstwo tego zabrania co przerabiałam w innej dramie pt. Tree of Heaven i to jest osią tej tragedii.



    Są jeszcze poboczne postacie, które w bardziej lub mniej głośny sposób cierpią z powodu tego miłosnego węzła. Przede wszystkim matka Joona, która ogromnie kocha jego ojca In Ha i walczy o niego przez całe małżeństwo. Doprowadza ją to do totalnego rozstroju nerwowego, alkoholizmu i braku realnej oceny sytuacji. To ona jest w tej dramie tą złą i okrutną czarownicą, ale czy zakochanej kobiecie wiele się nie wybacza, czy naprawdę nie można postawić się w jej sytuacji, kobiety odrzuconej? Oczywiście że można i dlatego może nie zrobiono z niej postaci jednowymiarowej i dano szanse na zrehabilitowanie się. Pozostali bohaterowie tragedii to kolejni zakochani mężczyźni w Ha Na. Szczególnie ten cichy pokorny i tak wyrozumiały wzbudza niezwykle ciepłe uczucia.



    Film niezwykły pod względem budowania napięcia, widać rękę mistrza. Wytarmosi człowieka emocjonalnie, bo dla jednej pary i dla drugiej widz ma tylko jeden scenariusz muszą być razem. Bo czyż młodzi nie mają prawa do szczęścia? A tym bardziej rodzice którzy czekali na siebie długie 30 lat. Kto ma się poświęcić?
    Obydwie pary wzbudzają niezwykle ciepłe uczucia. Moim zdaniem lepiej zbudowany jest związek pomiędzy In Ha i Yoo Hee i ten z przeszłości i ten współczesny. Niczego tam nie wprowadzano na siłę, wszystko było ogromnie prawdopodobne i tak mocno zakotwiczone w rzeczywistości i jej problemach. To nie znaczy że młodsza para nie jest interesująca, jest i owszem ale wykreowana już pod młodego widza z wkładaniem pewnych kwestii które moim zdaniem były zbędne.



    Siłą sprawczą tego, że z miejsca pokochało się te dwie pary i tak gorąco im kibicowało, są aktorzy. Jan Geun Suk w latach 70-tych to majstersztyk po prostu. Naprawdę takiego Sukkiego jeszcze nie widzieliście. Niektórych nuży ta romantyczności i liryczność tego okresu w tym filmie ale dla jego gry naprawdę warto obejrzeć te pierwsze cztery odcinki. Młodego Joona także kreował JGS, co nakładało zupełnie inne podejście do roli. Jak zwykle wybronił się z tego zadania doskonale. Jak trzeba był komiczny, jak rola tego wymagała liryczny, a momentami bardzo poważny i skupiony i to kocham w Joonie najbardziej. Yoona także musiała dźwigać ciężar dwóch osobowości matki w latach 70-tych i współcześnie córki. Nie mogę złego słowa na nią napisać w tym obszarze, zróżnicowała te dwie postacie w mojej ocenie na korzyść wypada w jej wydaniu historia z przeszłości. Ta współczesne za szybko przeszła w stadium bezwolnej rybki, ale taki urok koreańskich panien.
    Ale tym co budowało tak naprawdę wspaniałą atmosferę tej dramy w wydaniu współczesnym byli Jung Jin Young grający ojca Joon'a i Lee Mi Sook czyli matka Ha Na. Mistrzowsko dobrane role, piękne relacje, klimatyczny związek. Same superlatywy mogę napisać o tej parze. Kocham ten spokój który z nich emanuje. Oraz te podskórne emocje które gotują się tam gdzieś głęboko. Tu widać rękę ekipy którym problemy ludzi w średnim wieku są niezwykłe bliskie i doskonale je czytają oraz transportują na ekran.



    Nie uzyskano by tak wspaniałego klimatu tego filmu gdyby nie zdjęcia i plenery. Te ostatnie szczególnie pieczołowicie wybierane i zaplanowane, dają niesamowite wrażenia wizualne. Jesienne światło które jest w pierwszych czterech odcinkach to jest sama poezja, tak samo jak kadry, tylko się zachwycać. To co warte z całą pewnością podkreślenia to niezwykła precyzja w scenografii i kostiumach oraz stylizacji. Chyba taką wirtuozerię do tej pory mogliśmy tylko podziwiać w produkcjach historycznych. Koreańczycy urastają w moich oczach do miana zwycięzców świata w scenografiach czasów przeszłych. Muzyka choć wpadająca w ucho to głównie w klimatach rzewnych pieśni o miłości a te nie do końca mnie zajmują. Ale przynajmniej tyle gościły w mojej głowie co w okresie wyświetlania dramy.
    W moim przypadku pomysł oglądania na bieżąco akurat tego tytułu okazał się trafiony. Jeśli bym ciągiem prześledziła te 20 odcinków obawiam się, że byłoby o wiele gorzej, a tak rozbijałam emocje, choć nie powiem momentami serce mi mocno biło, a gardło ściskało. "Love Rain" jest jak sinusoida , spokojny liryczno-romantyczny początek, potem przyśpieszenie , następnie zanurzenie się w uczuciach i pominięcie otoczenia. Ono istniało pod postacią gromady przyjaciół w jednym i drugim okresie. Znajomi częściowo generowali wydarzenia ale przede wszystkimi byli i rozbijali powagę dylematów uczuciowych. Szczególnie dobrze radził sobie w tej kwestii i się wyróżniał w swoich podwójnych rolach Seo In-Guk. Przyciąga facet uwagę gdy się pojawi w kadrze, jego miny, jego ekspresja są nie do zapomnienia. I jeszcze jeden aktor dostał szansę zagrania w dwóch okresach tej dramy, niezwykle przystojny Kim Si Hoo, grający przyjaciela głównych bohaterów. Szczególnie jego współczesny bohater był taki kochany i pomocny, tylko do schrupania.


    Seo In-Guk

    Jak już wspominałam ogromnie trudno mi ocenić tę dramę. Ma mnóstwo plusów: zdjęcia, gra aktorska, sama historia, to wszystko tworzy niesamowity obraz. Zabieg z podzieleniem akcji na dwa okresy, moim zdaniem świetny. Z drugiej strony w moim odczuciu za dużo chcieli włożyć do tego obrazu romantyczności, czasami wyciskali z każdej sceny ile się dało w tej kwestii. Zarzut jak do każdej dramy, kręcenie się w kółko z akcją pod koniec serii. Ale to wszystko tak naprawdę są szczegóły. Jest to jedna z lepszych dram jakie widziałam w tym roku, przemyślana w warstwie psychologicznej, dająca widzowi odniesienie do realnego świata i problemów w nim istniejących. No i co najważniejsze Jang Geun Suk przez 20 odcinków, a to po prostu wynagradza wszelkie niedostatki. A dodatkowo w bonusie otrzymaliśmy pokaz najnowszej mody i trendów jakie obowiązują koreańskie gwiazdy. Pięknemu we wszystkim pięknie :)



    "Love Rain" jest odbierana różnie, głównie krytykują ją Ci co nie oglądali, Ci co nienawidzą JGS, a moim zdaniem on broni się sam. Choć romansy w stylu wiktoriańskim nie wszystkim leżą i to też umiem zrozumieć. Ja akurat lubię, więc będę wracać do tej historii.
    Ta drama jest właśnie tak skonstruowana, że każdy znajdzie coś dla siebie. I posunięte wiekiem ajumy i młodzi którzy będą kibicowali fotografowi i młodej studentce. Jest też tak naprawdę moralną przestrogą przed ocenianiem swoich rodziców, że z wiekiem i z kolejnymi bagażem życiowych doświadczeń inaczej się spogląda na te same kwestie. Dlatego największą pracę i przemianę przeszedł wśród bohaterów Joon, któremu uczucie pozwoliło wszystko przewartościować.
    Druga twarz tej historii to opowieść o miłości rodzicielskiej, która staje się silniejsza niż wszystko, ale nie zdradzam bynajmniej zakończenia o nie:) Wszystko ubrane w piękne zdjęcia plus poetycką mocno atmosferę, kto lubi takie klimaty spokojnie może sięgnąć po ten tytuł.



    Moja ocena 8,5/10

    poniedziałek, 28 maja 2012

    Rooftop Prince


    Ta drama była dla mnie hitem wiosennego sezonu. Każda produkcja związana z podróżami w czasie niezmiennie mnie kręci, ale jeśli jest to serial koreański ze wszystkimi schematami to mogłam się spodziewać uczty. I rzeczywiście tak było, komedia i melodramat w jednym. Niezapomniana drama, ja ją zaliczam z pewnością dla klasyków. Czyli trzeba koniecznie zobaczyć.

    Za górami, za lasami a właściwie 300 lat temu, w okresie Joseon w którym dzieją się zawsze wszystkie wątki historyczne, żył sobie książę i dwie panny, dobrze i bogato urodzone. Młodsza jeszcze w latach beztroski dziecięcej została przeznaczona na jego żonę. Starsza jej pozazdrościła i siostrę oszpeciła, zajmując miejsce u boku księcia Lee Gak (Micky Yoochun). Cudowne małżeństwo kończy się z dniem tajemniczej śmierci księżniczki. Książę wpada w rozpacz i za wszelką cenę pragnie wyjaśnić co było tego przyczyną. Zabiera swych 3 kamratów i rusza w poszukiwaniu prawdy. Nie wie jeszcze, że droga do jej odkrycia skręca nieoczekiwanie w inne stulecie. W tajemniczy i magiczny sposób on i jego trzej przyboczni słudzy przenoszą się do Seulu roku 2012. Lądują na poddaszu mieszkania Park Ha (Han Ji Min). Każdy by się mocno przestraszył lub co najmniej zdziwił gdyby nagle w jego pokoju zmaterializowało się czterech mężczyzn, co prawda niczego sobie, ale wyglądających jakby właśnie uciekli z planu historycznego filmu. Po chwilowym szoku z obu stron, Park Ha, kobieta zaradna radząca sobie nie w takich opresjach, wpada na jedyny właściwy pomysł, trzeba natychmiast pozbyć się intruzów. Wywozi ich pod wskazany adres, czyli najbardziej okazały pałac w mieście, gdzie jak się upiera "przywódca" tej szajki, czyli niejaki "Wasza wysokość" książę, właśnie tam rezyduje. To zapewne tak jakby ktoś w Krakowie podał adres zamieszkania po prostu Wawel. Dla Park Ha wszystko się zgadza, ekipa filmowa pewnie kręci jakiś film i pełna ulgi pozostawia "historyczne" towarzystwo. Kiedy wydaje się że już ich się pozbywa, niestety na skutek różnych perturbacji wracają jak bumerang na jej skromne poddasze.



    Park Ha postanawia zagospodarować chłopaków. Skoro nie mają się gdzie podziać są bez pieniędzy a ona właśnie rozkręca warzywny interes mogą trochę popracować u niej. Radzi sobie nawet z przemądrzałym i aroganckim "Wasza Wysokość" przebiera swoich nowych robotników w gustowne dresiki i zapędza do pracy. Nie są to najłatwiejsi w opanowaniu pracownicy, ale nadzwyczajną siłą , groźbą szantażem oraz krzykiem udaje się opanować w miarę trójkę, "Wasza wysokość" się opiera, co irytuje pełną dobrej woli dziewczynę. Książę jednak jest już pochłonięty nową sprawą, właśnie dostrzega swoją księżniczkę, dziewczynę identycznie wyglądającą jak jego zmarła żona. Wpada w euforie jest przekonany o tym że to aktualne wcielenie jego ukochanej i to znak, że uda mu się rozwiązać zagadkę z przeszłości. Aby widz się nudził, trzeba wspomnieć, że szacowny przybysz z przeszłości zostaje pomylony z Yong Tae Yong, do którego jest łudząco podobny. Tae Yong niefortunnie zaginął 3 lata temu w USA i rodzina jest przeszczęśliwa z cudownego odnalezienia a brak pomięci wstecznej u tego nieszczęśnika, bynajmniej nikogo nie dziwi. Akurat z tego nieporozumienia Książe raczej jest zadowolony, ponieważ zaginiony młodzieniec jest spadkobiercą ogromnej fortuny, co odpowiada jakby statusowi i pozycji dobrze urodzonego szlachcica. Sytuacja naprawdę jest dużo bardziej skomplikowana, bo za równo współczesna księżniczka jak i Park Ha są spokrewnione. Dla wszystkich wielbicieli wątków detektywistycznych, zagadek wszelkiego rodzaju materiału na snucie teorii kryminalnych z pewnością nie zabraknie


    Najciekawsza dla mnie jest zawsze konfrontacja podróżnika w czasie z obcym mu terenem. To zderzenie i szok, który musi przeżywać osoba niespodziewaniem wrzucona w zupełnie obcy jej świat. I tutaj najlepsze momenty dramy, te najśmieszniejsze i te najbardziej łapiące za serce miały płaszczyznę tego zderzenia dwóch epok. Epickie sceny, prześmieszne próby odnalezienia się czterech przybyszów z przeszłości we współczesności, tym stał początek dramy i za to pokochały ją setki tysięcy widzów. Trzeba jednak bohaterom oddać hołd że wyjątkowo szybko i sprawnie ujarzmili za równo zawiłości techniczne jak i obyczajowe XXI w. W czym niewątpliwie pomogła im Park Ha z którą się zżyli a Książe, wbrew swej ogromnej miłości do księżniczki, zaczął czuć coś więcej niż przywiązanie. Jego pochodzenie i kultura w której się wychował naturalnie predysponuje "Jego Wysokość" do zachowań aroganckich, dumnych i nie znoszących sprzeciwu, ale przeszedł niezłą szkołę we współczesnym świecie i udało mu się złamać część swoich barier by się przystosować. Robił to jednak po swojemu w cudowny - cudaczny sposób, który z miejsca pokochałam



    Muszę przyznać, że w kwestii Yoochun'a w tej dramie popadałam w radosne zdziwienie. Rozpoczęłam oglądanie Rooftopa bez większej nadziei że "Kamienna Twarz" jaką charakteryzowała się jego rola w "Sungkyunkwan Scandal" może coś z siebie wykrzesać. O jakże się myliłam, z maski nic nie wyrażającej którą zapamiętałam po poprzedniej dramie , otrzymałam świetną pełną emocji grę aktorską. Ta przemiana najpierw wprawiła mnie w zdumienie, potem oszołomienie i śledzenie każdego ruchu Yoochuna. Niespodziewanie przeszło to w uwielbienie, zaczynające się od stóp w górę, bo proszę państwa, och te nogi, nie można od nich wzroku oderwać. Poza tym powinien dostać Oskara za zagranie warzywa. Zdecydowanie wyraz artystyczny kamiennej twarzy w tej kreacji zasługuje na laury.
    Co do roli żeńskiej Han Ji Min, to ja zauważyłam u siebie następującą prawidłowość, że nie zwracam ogólnie uwagi na Panie dopóki mi nie przeszkadzają. Ta zdecydowanie mi nie przeszkadzała jako partnerka dla Yoochuna ale także jakoś szczególnie w żadnym punkcie nie zachwycała.

    Muzyka to oddzielny temat w Rooftopie. Naprawę z prawdziwą przyjemnością słuchałam i wyłapywałam wszystkie bez wyjątku instrumentalne ilustracje muzyczne. Moim zdaniem ocierające się o mistrzowskie wyczucie nastroju tej dramy. Piosenki Z OST'a, tak naprawdę zapamiętałam dwie tą w wykonaniu ALi i Jay Park'a Happy Ending, która wprawia mnie za każdym razem w doskonały radosny nastrój.



    Wątków i płaszczyzn ta drama miała naprawdę sporo, romansowy, historyczny, fantastyczny, metafizyczny i kryminalny, czasami mam wrażenie że scenarzysta lekko się gubił, aby to posklejać w jedną zgrabną całość. Dla mnie osobiście za duży nacisk był położony na te czarne charaktery, które oczywiście musiały być, ale ich postacie były wyraźnie przegadane. Wolałabym jednak oglądać panów podróżników w czasie. Ich przygody bardziej mnie zajmowały.I tak jak pierwsza połowa dramy jeszcze zachowywała równowagę pomiędzy wątkami humorystycznymi a pozostałymi tak w drugiej części już skupiono się głównie na romansie i sensacji z elementami melodramatu jedynie okraszonymi scenami komediowymi. Absurd który uwielbiam i królował na początku dramy został zepchnięty przez melodramat. Nie mogę jednak odmówić twórcom że potrafili grać na uczuciach widza, na tyle skutecznie, że ja niewiasta prawie nigdy nie roniąca łez w przedostatnim odcinku że zdziwieniem stwierdzam że mi oczy zawilgotniały. Chyba każdy z oglądających miał inny pomysł na rozwiązanie problemu pary głównych bohaterów, których daty narodzin dzieliło 300 lat a los perfidnie pozwolił się spotkać. Może zakończenie jakie zaproponowali twórcy nie w pełni mnie satysfakcjonuje ale przyznaje, że z punktu widzenia buddyzmu jak najbardziej wpisująca się doktrynę. Bo osią tej dramy są zagadnienia związane z reinkarnacją i wiara w przyczyny oraz skutki naszych czynów. Nie istnieją nagrody i kary są tylko wzajemne relacje nad którymi należy pracować. I uprzedzam pytania, nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy ta drama kończy się dobrze czy źle. Każdy może zinterpretować to według własnego uznania.


    Jestem jednak przekonana że wszyscy lubiący oglądać dramy koreańskie znajdą coś dla siebie i z pewnością nie będą się nudzili. Bo ten obraz jest epicki, absurdalny, romantyczny, dramatyczny czyli taki tytuł który wywołuje emocje u dramopożaraczy i się o nim nie zapomina. Mi osobiście będzie się na zawsze kojarzył z Joseon Power Rangers i kolorowymi dresami, kultowym jogurcikiem, dumną postawą księcia poruszającego się krokiem pawia ze założonymi rękoma do tyłu.

    Chciałam napisać krótko, zwięźle ale jak zwykle mi się nie udało, bo nie umiem moich emocji związanych z tym tytułem zamknąć w kilku zdaniach. Najważniejsze jednak aby przeczytać wstęp i zakończenie, mam nadzieje że przesłanie dotrze i Ci którzy jeszcze nie oglądali jednak skuszą się na ten tytuł. Zachęcam. Na razie na gorąco przyznaje mocną dziewiątkę.




    Moja ocena 9/10

    środa, 9 maja 2012

    Bad Guy


    Co się stanie kiedy to zemsta jest jedyną motywacją do działania i wszystko tylko jej zostanie podporządkowane? Czy można żyć nienawiścią i nie utracić samego siebie? Odpowiedzi niesie w sobie właśnie "Bad Guy". Była to drama z tej kategorii, że już po pierwszych odcinkach, mało zainteresowanym osobom wokół mnie, zaczęłam sprzedawać jej fabułę. A jest to niezaprzeczalny znak, że zdominowała moją świadomość. Nikt z mojego otoczenie oczywiście nie gustuje w dramach i jej nie obejrzy, ale tym którzy chcą się zmierzyć z trudnym tematem zemsty, serdecznie polecam ten tytuł.

    Misterny plan układany przez lata, by się zbliżyć do jednej z bardziej wpływowych i bogatych rodzin w Korei, zaczyna się powoli realizować. Shim Gun Wook (Kim Nam Gil)z precyzją godną mistrza obiera cel i realizuje go. Na celowniku znajdują się interesy firmy, którą prowadzi rodzina Hong jak i sami jej członkowie. Gun Wook niby przypadkiem wpada ciągle na przebywające właśnie w hotelu dwie córki Prezesa firmy. On, wielce atrakcyjny i aktualnie pracujący jako kaskader robi nie małe wrażenie na młodszej z nich. Młode dziewczę z miejsca się zakochuje i tupiąc nóżką chce wymusić zgodę na spotykania się z tym chłopakiem, powiedzmy sobie szczerze z nizin społecznych. Rodzina jest przeciwna, ale od czegóż urok osobisty i trochę manipulacji ze strony Gun Wook'a, ostatecznie Prezes poddaje próbie młodego człowieka, proponuje mu pracę jako asystenta u swego młodszego syna Hong Tae Sung'a (Kim Jae Wook). To miało być wykończające zadanie bo synuś to czarna owca rodziny, arogancki, bezczelny typ, z którym nawet tak potężna rodzinka nie umie sobie poradzić. To dopust na biednego prezesa, który przyjął swego nieślubnego syna pod swój dach, a chłopak stał się w oczach pozostałej familii, niewdzięcznikiem który niszczy potężną firmę.



    Gun Wook spełnia się w roli asystenta i nieustająco krąży wokół rodziny Hong i z tego właśnie powodu na skutek małego nieporozumienia, zostaje pomylony z synem prezesa Tea Sung'eim. Bo ktoś inny także ma pewien plan w stosunku do tych ludzi z wyższych sfer. Moon Jae In (Han Ga In ) postanowiła że wyrwie się z tej biedy, z obskurnego mieszkania na przedmieściu, braku pieniędzy i poważania. Najlepsza droga wydaje się przez małżeństwo z bogatym dziedzicem, ma jednak pecha, myli się w swoich kalkulacjach i zaczyna uwodzić nie tego mężczyznę. Gun Wook widzi jej desperację i zaczyna dostrzegać możliwość wykorzystania nieświadomej dziewczyny w swoich planach. Problemem zaczyna się gdy zdaje sobie z tego sprawę, że coraz bardziej lubi Jae In. Na to jednak nie może sobie pozwolić, musi trzymać się swoich zadań.



    Każde działanie Gun Wook'a w obrębie rodzny Hong jest naznaczone zemstą, każdy krok ma go zbliżyć do upragnionej chwili zniszczenia jej członków. Krzywda jakiej doznał w dzieciństwie nigdy nie straciła na sile. To co wyparli ze swojej pamięci i świadomości on przeżywa każdego dnia, poniżenie i rozpacz małego chłopca którego przyjęto pod ten dach wielkiej rezydencji a potem wyrzucono. Czas pozwolił zmienić się zewnętrznie na tyle, że nie są go w stanie rozpoznać, ale nie pozwolił uwolnić się od poczucia wyrządzonej krzywdy.
    A w jej imię, główny bohater jest w stanie ponieść wszelkie ofiary by wypełnić swoją misję. Z utraconą tożsamością i brakiem poczucia swojego miejsca, trzyma się tylko jednego, zemsty której musi dokonać.


    Jest mnóstwo rzeczy w tej dramie które są godne tego by je docenić. Przede wszystkim sam plot akcji, naprawdę, poza wyjątkami świetnie prowadzony. Co prawda denerwowało mnie to nieustające niezdecydowane głównej bohaterki Moon Jae In, ale uważam że rola nieźle zagrana i nie będę się mocno czepiać. Mam wrażenie że ta kobieta czasami nie wiedziała co robi tylko miała jakaś niejasną wizję, że chce wejść do tej wpływowej rodziny. Za to mistrzowsko pokazane relacje rodzinne, układy i zależności i jak siła rodziny, którą z jednej strony się nienawidzi by stała się najwyższą wartością. Obraz i przestroga jak łatwo można być zmanipulowanym, kiedy wie się w jakie punkty uderzyć. Prawie bez wyjątku bohaterowie świetnie zarysowani i jeszcze lepiej zagrani, może najbardziej taki bezosobowy był prezes, ale nad pozostałymi postaciami mogę tylko się zachwycać. Zaczynając od Gun Wook'a, który pozwolił się wykazać Kim Nam Gil'owi i jestem jego rolą zachwycona. Co prawda, ja tak zwykle mam, widziałam już tego aktora w "No Regret", ale tam mi przemknął. W "Bad Guy" z odcinka na odcinek wtapiał się w obraz tajemniczego, wszystko mogącego, o niezwykłym uroku mężczyznę, który cokolwiek by nie zrobił, ja mu wierzę, bo czuje że on wie czego chce.Tutaj po prostu odcisnął się w mojej świadomości i na długo zapamiętam tą jego rolę. Tak samo jak kreację syna marnotrawnego Kim Jae Wook'a. Czy wspominałam, że jest on jest dobrym aktorem i sypie popiół na głowę po raz kolejny, że dopiero po raz trzeci to piszę. Czwarty film z Jae Wook i jestem oczywiście pod wrażeniem. On chyba nie wybiera słabych projektów.


    I mistrzowska postać, zaszczytne miejsce w panteonie heter po wieczność. Królowa matka i teściówka w jednym Pani Shin (Kim Hye Ok ). Oskara dla tej Pani po prostu, tak znienawidzonej postaci dawno nie widziałam. A doznania wokalne i rejestry na jakie wchodziła, tego nie da się opowiedzieć, to trzeba wysłuchać i się wpienić na maksa żeby zrozumieć. Samo zło w czystej, prawie nie naruszonej formie, ewenement chyba na skalę nawet dram koreańskich.
    To co jest ogromną siłą tej dramy to, że poza tą jedną postacią, nikt nie jest jednoznacznie zły ani jednoznacznie dobry. Ona nie jest w czarno-białych kolorach o jej wyjątkowości świadczą właśnie te przenikające się szarości, oraz stawiane kwestie. Jak kontrowersyjne było wszystko to co robił główny bohater w imię pamięci swojej rodziny, niszczył inną a przy okazji destrukcja i jego samego zaczęła dotykać. A tu już krok aby napisać, że ta historia mogła się zdarzyć naprawdę. To jest taka opowieść nad którą nie sposób się nie zatrzymać i jej nie przemyśleć, zadać sobie pytanie na temat istoty zemsty, czy wymierzona kara tak naprawdę nie będzie tylko iluzorycznym zwycięstwem.



    Ach i jeszcze nie wypada nie wspomnieć, że te wszystkie doznania dodatkowo wzmacnia muzyka, taka rozdzierająca duszę. Nie przepadam za balladami ale tutaj doskonale się komponowały w nastrój tej dramy, klimat tajemniczości i trudnych wyborów. Również ilustracje instrumentalne to najwyższy poziom, naprawdę postarano się w tej kwestii.

    Przyrzekam, chciałam naprawdę to zrobić i dać tej dramie 10. Jednak po krótkiej sprzeczce z samą sobą nie uczynię tego.Po pierwsze, przyznaje że nie z winy producentów, skrócili serię o 3 odcinki, na czym ewidentnie ucierpiała fabuła. Takie przeskoki akcji, jakieś połatane sceny, przestało to się trzymać najzwyczajniej w świecie kupy, i końcówka w diametralny sposób odbiegała od poziomu pierwszych kilkunastu odcinków. Po drugie nie dyskutuje z twórcami nad ich wizją, ale tutaj się nie zgadzam, po prostu się nie zgadzam na to zakończenie, rozumiem je i dotarło do mnie przesłanie, ale jest we mnie totalny opór przed zarejestrowanej tego co zobaczyłam. Dla bohaterów z którymi się tak zżyłam, chce nadziei na przyszłość a jej nie otrzymałam. Pozostała taka niezapełniona przestrzeń którą nie wiem jak mam wypełnić.

    Moja ocena 9/10


    czwartek, 26 kwietnia 2012

    Shut Up Flower Boy Band



    Zbuntowani, zdolni i młodzi tacy są członkowie zespołu "Eye Candy". Wydaje się że świat stoi przed nimi otworem, wystarczy tylko by ktoś dostrzegł ich talent i sięgną muzycznych szczytów. Ale droga do sławy jest niezwykle trudna i wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. O tym jednak na początku kariery się nie myśli. Czerpię się za to radość ze wspólnego grania i tworzenia muzyki.
    Sześciu członków „Eye Candy” naprawdę żyje swoimi dźwiękami. Integruje ich prawdziwy lider, który jest głową, sercem i duszą całego zespołu. Joo Byung Hee (Lee Min Ki) to typ muzyka który czerpie swoje inspiracje funkcjonując na granicy przyjętych norm. Charyzmatyczny, bezkompromisowy i pochłonięty artystyczną wizją. Takiego go wszyscy kochają a wrogowie nienawidzą. A tych ostatnich jest coraz więcej, bo cała szóstka zostaje przeniesiona do nowej szkoły. A tam zostają postawione wymagania by się zmienili i dostosowali do obowiązujących standardów. Co się oczywiście całkowicie kłóci z wizerunkiem prawdziwego rockmenna. Nie tylko nauczyciele i dyrekcja nie akceptują ich zachowania ale także nowi koledzy ze szkoły. Generuje to kolejne konflikty bo chłopaki z „Eye Candy” nie są aniołkami i z niczego nie chcą rezygnować, a tym bardziej ze swojej dumy. Generują liczne sprzeczki nie rzadko kończące się bójkami, od których akurat szóstka chłopaków bynajmniej nie stroni. Po jednej z nich, w wyniku nieszczęśliwego wypadku traci życie Joo Byung Hee



    Świat pozostałej piątki rozpada się na kawałki. Właściwie wszystko w co wierzyli dla czego żyli i funkcjonowali traci dla nich sens. A tym bardziej szkoła, która jest tylko uciążliwym dodatkiem do egzystencji. Granie w zespole bez lidera także wydaje się niemożliwe. W tym krytycznym momencie Kwon Ji Hyuk (Sung Joon) odkrywa,że Byung Hee zgłosił ich do przeglądu młodzieżowych zespołów. I start w tym konkursie staje się motywacją by wyjść z zwątpienia i zacząć walczyć o swoje marzenia związane z muzyką. Robią to nie tylko dla siebie ale i dla swego zmarłego kolegi. Muszą więc nagiąć się do wymogów szkolnych bo jest to warunek startu w rywalizacji. Choć konkursu nie wygrywają zostają zauważeni nie tylko przez publiczność, ale także przez łowców talentów którzy widzą potencjał w młodych artystach. W tym momencie kończy się zabawa w muzykę a zaczyna praca z muzyką. To agencja zaczyna decydować o ich dalszej karierze i kolejny raz, stoją przed dylematem albo muszą się dostosować do reguł i dostać szansę zaistnienia na rynku albo żyć tak jak do tej pory. A to życie bynajmniej nie jest najweselsze i praca w branży którą się kocha mogłaby dać niesamowity start w życiu. Cała drama właściwie jest o tym jak nie utracić swoich marzeń i z godnością je realizować. Młodzieńcze wyobrażenia czasami należy odrzucić na rzecz tego co właściwie i jest dobre nie tylko dla jednostki ale dla ogółu. To jest jak zderzenie rzeczywistości z wyidealizowanymi stereotypami na temat życia muzyków. Jak trudno zachować entuzjazm z samego tworzenia, kiedy komercja wokół rządzi.I pod tym względem drama naprawdę się wyróżnia, bo losy chłopaków są do bólu styczne z losami tysięcy młodych artystów na rynku muzycznym.



    Oprócz potyczek w obrębie pozycji chłopaków, najpierw w szkole potem na polu kariery, istnieje i owszem wątek romantyczny. Uosobieniem piękna, muzą która staje się inspiracją jest Im Soo Ah (Jo Bo Ah). To był ideał dziewczyny dla Byung Hee, który ją wielbił jak boginię. Sama Soo Ah trochę przestraszona, trochę zdziwiona swoim miejscem w zespole, właściwie ma niewiele czasu by poznać charyzmatycznego lidera. Po jego śmierci los ją rzuca właściwie w ramiona Ji Hyuka, który nie dość, że przejął trudną rolę lidera, to jeszcze jego niedoszłą idealną dziewczynę. On sam staje się powoli alter ego swego przyjaciela. A wracając do panny z wieloma kłpotami osobistymi; zakochanego wpływowego przyjaciela u swego boku, ojca w więzieniu, pracę na dwie zamiany by się utrzymać. A tutaj najpierw jeden zawraca jej w głowie, potem natychmiast drugi nie mniej dziwny facet. Ona panna z dobrego domu naprawdę nie wie co o tym wszystkim myśleć. Wybiera jednak związek z niepoprawnym muzykiem o romantycznej duszy. Co akurat tworzy mnóstwo komplikacji dla obojga jak i dla samego zespołu.



    Flower Boy Band bardzo trudno mi ocenić. Postacie same w sobie niezwykle ciekawe ,bardzo dobra gra aktorska, właściwie wszystkie główne rolę są warte uwagi. Dla części aktorów to debiut, więc tym większy szacunek, kamiennych twarzy brak w tej dramie. A wprost przeciwnie Lee Min Ki odtwórca krótko a intensywnie żyjącego Byung Hee,zrobił niezwykłe wrażenie na oglądających. Tak więc po śmierci jego bohatera nie tylko koledzy z zespołu nie mogli się otrząsnąć ale też rzesze fanek, że tak szybko i niespodziewanie znikł z tej dramy. To nie znaczy, że ja nie polubiłam tego nowego lidera o nie, ten także bardzo mi się podobał. W moim odczuciu to on utrzymywał moje niezmienne zainteresowanie tą serią. Klimat także taki, który lubię: bohemy, artystycznego nieładu, zbuntowanych ale zdolnych ludzi, których ciągle przygniatają kłopoty. Umieją jednak z każdego niepowodzenia wyciągnąć wnioski. Poza tym jest to przypowieść o przyjaźni, która trwa mimo że wszystko wokół może iść w niepożądanym kierunku. W pierwszych odcinkach, doceniam choć nie lubię, szybką pracę kamery i urywane kadry. To właściwie taka metafora bałaganu w głowie młodych muzyków. Oczywiście niezwykłą zaletą jest duże stężenie odpowiednio łapiących za oko chłopców. Co na pewno ma wpływ na odbiór tej dramy. No i wszechobecne bromance, czyli nieustanne wieszanie się na sobie chłopaków, dotykanie, spanie pod jedną kołderką i to wszystko bez większych podtekstów seksualnych, ale jakże miłe i charakterystyczne dla zespołów koreańskich.



    I pomimo jeszcze kilku innych zalet, niestety jakoś nie klepnie mi się na klawiaturze że była to drama doskonała. Dlaczego? Po pierwsze fabuła mocno niedopracowana, wielu rzeczy trzeba było się domyślać. Sceny powyrywane z kontekstu, należało je koniecznie wcisnąć, bo później miały pchnąć akcję do przodu. Rozumiem twórczy bałagan ale bez przesady. No i jak na dramę o zespole, za mało akcentów muzycznych. Ogólnie piosenki nie takie złe a nawet jedna bardzo mi się podoba, ale jest ich niewiele a po drugie za krótko te motywy były przedstawiane. I ten klimat artystycznego oderwania od rzeczywistości, był ale jednak ledwie zaznaczony, tylko tak przemykał gdzieś bokiem. Trzeba jeszcze koniecznie wspomnieć o wątku romantycznym! Czym dalej tym bardziej wydawał się tylko dodatkiem w pakiecie każdej koreańskiej dramy. Niestety tutaj tym bardziej scenarzyści się nie popisali a może dodatkowo dołożyła się grająca trochę płasko Jo Bo Ah.



    Nie nudziłam się oglądając Shut Up Flower Boy Band, kibicowałam chłopakom aby im się udało, by poukładali wszystkie swoje prywatne zagmatwane sprawy. A przede wszystkim by tworzyli coś wspólnie, by ta przyjaźń przetrwała nawet drogę ku sławie. A słuchając tego utworu i wdząc ich na szkolnym korytarzu byłam nawet w stanie uwierzyć, że tak właśnie się stanie. I ta siódemka w mojej ocenie jest właśnie dla nich.

    Moja ocena 7/10