piątek, 2 września 2011
Aviv Geffen
Poszłam za ciosem i słucham następnego izraelskiego artysty.
Aviv Geffen to kolejna megagwiazda na rynku izraelskim. Ma na swoim koncie 14 albumów solowych oraz bardzo udaną współpracę i turne po Europie z zespołem Blackfield. Na moje ucho łączy wiele gatunków muzycznych, przeważają jednak popowo-rockowe kawałki. Nie stroni także od muzyki klubowej.Jego twórczość oraz image to wyraźne wpływy i fascynacja Davidem Bowie.
Geffen mocno zaangażowany w walkę o pokój w swoim kraju,co przekłada się na jego twórczość oraz teksty piosenek. Postrzegany jako kontrowersyjny artysta o niekonwencjonalnym zachowaniu oraz wyglądzie. Ale cóż ja właśnie takich lubię....
Aviv to syn poety Yonatana Geffena, którego korzenie są silnie związane z Polską.
Pozwoliłam sobie wkleić dwa remixowe utwory które bardziej mi się podobają, ale oryginały do odnalezienia na youtubie
Tomorrow
Aviv Geffen אביב גפן מחר przez Pfff
It Was Meant To Be A Love Song
It's Alright
czwartek, 1 września 2011
Podwójna dawka Loveless
Może to niesamowite zrządzenie losu, ale dzisiejszy dzień jest pod znakiem Loveless.
Otrzymałam cudowny prezent na urodziny od Ani. Ona jedna wie ze kocham Soubiego i była na tyle kochana ze narysowała mi tego przystojniaka. Jestem tymi rysunkami zachwycona. Najlepszy prezent jaki dostałam od lat. Jestem szczęśliwa! Po prostu wielkie dzięki i szacunek za talent. Soubi od Ani będzie wisiał na honorowym miejscu w moim pokoju oczywiście.
Ale to nie koniec wrażeń związanych z Loveless. Trafiła do mnie także paczka z księgarni właśnie z tą mangą. Zaszalałam i kupiłam sobie wydanie papierowe, ponieważ ogromnie podoba mi się ta historia i bohaterowie, w szczególności jeden z nich.
To moja pierwsza manga w życiu, którą mogę trzymać w dłoniach i delektować się kreską poza ekranem komputera.
Naprawdę cudowny dzień z Loveless!!!
Otrzymałam cudowny prezent na urodziny od Ani. Ona jedna wie ze kocham Soubiego i była na tyle kochana ze narysowała mi tego przystojniaka. Jestem tymi rysunkami zachwycona. Najlepszy prezent jaki dostałam od lat. Jestem szczęśliwa! Po prostu wielkie dzięki i szacunek za talent. Soubi od Ani będzie wisiał na honorowym miejscu w moim pokoju oczywiście.
Ale to nie koniec wrażeń związanych z Loveless. Trafiła do mnie także paczka z księgarni właśnie z tą mangą. Zaszalałam i kupiłam sobie wydanie papierowe, ponieważ ogromnie podoba mi się ta historia i bohaterowie, w szczególności jeden z nich.
To moja pierwsza manga w życiu, którą mogę trzymać w dłoniach i delektować się kreską poza ekranem komputera.
Naprawdę cudowny dzień z Loveless!!!
środa, 31 sierpnia 2011
Harel Skaat
Zaczęło się niewinnie. Chciałam obejrzeć występ Bartka kolegi Ani, na karaoke. Wykonanie bardzo mi się podobało szkoda że nie zostało docenione przez oceniających.
Jednak piosenka była na tyle elektryzująca że postanowiłam poznać wykonawcę iii całkowicie mnie zachwycił. Chociaż przyznam że nie za bardzo gustuje w takim stylu muzycznym,czuje jednak moc i magię tego głosu.
Oto kilka informacji z facebookowej strony fanów Harela
Harel Skaat urodził się 8 sierpnia 1981 roku w Kfar Saba, ok 15-20km na wschód od Tel Avivu. Od najmłodszych lat brał udział w różnych festiwalach i konkursach piosenki. Popularność zyskał w 2004 roku dzięki uczestnictwie w drugiej edycji programu "Kochav Nolad" (izraelski odpowiednik Idola), gdzie zajął drugie miejsce.
Dwa lata później wydał swój pierwszy album, zatytułowany po prostu "Harel Skaat", który po 3 tygodniach osiągnął status złotej płyty a ostatecznie pokrył się platyną.
I najnowszy utwór, który całkowicie mnie wkręcił...
Skarby Korony Hiszpańskiej
Będąc w Krakowie obejrzałam wyjątkową wystawę zbiorów Korony Hiszpańskiej. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się że to była barterowa wymiana za "Damę z Gronostajem" , która opuściła nasz kraj, by znowu podróżować po Europie.
Wystawa naprawdę wyjątkowa i jeśli ktoś będzie miał możliwość zobaczenia jej, serdecznie polecam. Hiszpanie oczarowani mnie przede wszystkim kolorami, delikatnością i precyzją wykonania jubilerskich dzieł, radosnym podejściem do codziennego życia, specyfiką kultu religijnego. Uderzył mnie szczególnie kontrast pomiędzy naszymi dziełami z tych samych okresów, ciężkimi ciemnymi i właściwie ponurymi, ciągle odbijającymi cierpienia narodu. Hiszpanie to słońce, feria barw i nawet o rzeczach bolesnych można opowiadać inaczej. Nabrałam ogromnej ochoty na kontynuowanie przygody z hiszpańską sztuką. Mam nadzieję że kiedyś odwiedzę tej kraj.
Muzeum Narodowe w Krakowie, kolejny raz przygotowało wystawę na bardzo wysokim poziomie, prezentacja dzieł i obrazów, moim zdaniem bez zarzutu. Tym bardziej warto było poświęcić tylko 11 złoty, by obejrzeć niektóre eksponaty które nigdy wcześniej nie były prezentowane zwiedzającym.
Doménikos Theotokópoulus zwany El Greco - Adoracja imienia Jezus lub Alegoria Świętej Ligi, ok. 1577–1579
"Złożenie do Grobu" autorstwa Domenico Robustiego, zwanego Domenico Tintoretto
Hełm typu burgonet,Mediolan, ok. 1545–1550, stal, złoto
Wystawa Skarby Korony Hiszpańskiej. Patrimonio Nacional de Espana to pokaz stu arcydzieł z lat 1470 – 1870, które wypożyczyło Patrimonio Nacional de Espana - instytucja zarządzająca dobrami królewskiego dworu hiszpańskiego. To zabytki najwyższej klasy artystycznej, które stanowią krótki przewodnik po historii kolekcji królewskiej. W Gmachu Głównym Muzeum możemy oglądać m.in. sławne obrazy El Greca, Veronese'a, Tycjana, Tintoretta, Zurbarana, Ribery, Moralesa, Velasqueza, Goi. Szczególnie dla nas ważne są portrety namalowane przez Marcina Kobera, wyobrażające późniejszego króla Zygmunta III Wazę i Annę Marię Wazównę. Na wystawie znajdują się także znakomite dzieła rzemiosła artystycznego, srebra, zbroje, porcelana, szkło i meble.
Wystawa naprawdę wyjątkowa i jeśli ktoś będzie miał możliwość zobaczenia jej, serdecznie polecam. Hiszpanie oczarowani mnie przede wszystkim kolorami, delikatnością i precyzją wykonania jubilerskich dzieł, radosnym podejściem do codziennego życia, specyfiką kultu religijnego. Uderzył mnie szczególnie kontrast pomiędzy naszymi dziełami z tych samych okresów, ciężkimi ciemnymi i właściwie ponurymi, ciągle odbijającymi cierpienia narodu. Hiszpanie to słońce, feria barw i nawet o rzeczach bolesnych można opowiadać inaczej. Nabrałam ogromnej ochoty na kontynuowanie przygody z hiszpańską sztuką. Mam nadzieję że kiedyś odwiedzę tej kraj.
Muzeum Narodowe w Krakowie, kolejny raz przygotowało wystawę na bardzo wysokim poziomie, prezentacja dzieł i obrazów, moim zdaniem bez zarzutu. Tym bardziej warto było poświęcić tylko 11 złoty, by obejrzeć niektóre eksponaty które nigdy wcześniej nie były prezentowane zwiedzającym.
"Złożenie do Grobu" autorstwa Domenico Robustiego, zwanego Domenico Tintoretto
Hełm typu burgonet,Mediolan, ok. 1545–1550, stal, złoto
wtorek, 30 sierpnia 2011
JAY CHOU
Odkryłam tego Pana niedawno i szczerze pisząc zrobił na mnie wrażenie. Mega gwiazda chińska,muzyk, kompozytor, aktor, piosenkarz.Urodzony w 1979 roku, pochodzi z Tajwanu, śpiewa w języku mandaryńskim. Zdobywca trzech nagród World Music Awards.Podoba mi się ogromnie że łączy klasyczną muzykę zachodu z tradycyjnymi elementami wschodnimi a przy tym ubiera wszystko w dość strawny dla współczesnego słuchacza mix muzyki popularnej. No i to co ruszyło za serducho patriotkę, czyli jego miłość do Chopina.
A tutaj niesamowity pojedynek na dźwięki. Oczywiście Jay Chou i Chopin w roli głównej w scenie z filmu "Secret"
A tutaj niesamowity pojedynek na dźwięki. Oczywiście Jay Chou i Chopin w roli głównej w scenie z filmu "Secret"
Troszkę ocalić od zapomnienia
Posiadam już kilka blogów. Niestety większość z nich to tematyczne dzienniki w których nie wypada zajmować się wszystkim i niczym. A jednak pamiętnik jest mi potrzebny by zachować wszystkie ulotne sprawy które są mi bliskie. Wszystkie rzeczy które są ważne, choćby przez chwilę.
Moja pamięć niestety jest coraz bardziej zawodna, mam nadzieję że właśnie ten blog pozwoli mi później na odtworzenie moich emocji.
Z góry przepraszam za bałagan koncepcyjny. Bo koncepcja żadna mi nie przyświeca.
Właściwie są to głównie zapiski dla mnie ale wszystkich odwiedzających serdecznie witam i proszę się nie dziwić z powodu pokręconych meandrów mojej rzeczywistości. Choć czasami wpisy mogą mylić, nie mam 15 lat, lecz dużo dużo więcej ale duchem dużo dużo mniej niż kalendarz na to wskazuje.
Moja pamięć niestety jest coraz bardziej zawodna, mam nadzieję że właśnie ten blog pozwoli mi później na odtworzenie moich emocji.
Z góry przepraszam za bałagan koncepcyjny. Bo koncepcja żadna mi nie przyświeca.
Właściwie są to głównie zapiski dla mnie ale wszystkich odwiedzających serdecznie witam i proszę się nie dziwić z powodu pokręconych meandrów mojej rzeczywistości. Choć czasami wpisy mogą mylić, nie mam 15 lat, lecz dużo dużo więcej ale duchem dużo dużo mniej niż kalendarz na to wskazuje.
piątek, 29 kwietnia 2011
Anne Bishop "Córka Krwawych"
Z okładki książki
W świecie Mrocznego Królestwa, przepełnionego zdradą i korupcją, zasady ustalają Krwawi - rasa czarownic i czarnoksiężników, których moc określają magiczne Kamienie...
Przed ponad 700 laty czarownica sabatów Klepsydry ujrzała spełniającą się starożytną przepowiednię - nadejście najpotężniejszej Królowej w historii Krwawych, żywego mitu, Czarownicy, która posiadać będzie więcej mocy niż sam Wielki Lord Piekła.
Przepowiednia zaczyna się spełniać...
Żeby książka była moja, muszę ją oswoić, przełamać chęć zimnej oceny nadmiernego krytykowania, dać się ponieść autorowi. Anne Bishop to się bez wątpienia udało, stworzyła świat w którym można się zanurzyć, z przyjemnością dać się porwać wydarzeniom bez nadmiernej analizy w czasie lektury. Refleksje przychodzą później co nie umniejsza przyjemności ze śledzenia akcji książki ale porządkuje pewien chaos odbioru.
Po przeczytaniu pierwszej części, zdaje sobie doskonale sprawę że nie jestem w stanie ocenić całego zamysłu powieści który towarzyszy autorce. Nie byłabym jednak sobą, gdyby w moim umyśle nie trwała swoista analiza tego co podarowała czytelnikom Anne Bishop.
Najbardziej zachwyca mnie koncepcja Ojca, Brata, Kochanka. I to jest w mojej ocenie siłą tej powieści. Nie umiem jeszcze ocenić na ile jest to zamysł świadomy czy też moje skojarzenia są przypadkowe. Ale brnę dalej ponieważ sama Bishop nieustannie odwołuje się do płaszczyzny tradycji chrześcijańskiej w której wiodącym fundamentem jest Ojciec, Syn i Duch Święty. Ale ja w swojej nadinterpretacji sięgnę jeszcze głębiej, bo dla mnie to metafora trójwymiarowej przestrzeni. Zupełnie pozbawione sensu? Możliwe, ale jakże przyjemnie jest postawić taką oto tezę. Pierwszy wymiar- wysokość to Saetan- Ojciec, ten pierwszy najwyższy, przynajmniej z pozycji w której poznajemy go. Drugi wymiar to szerokość- Lucivar, czyli ktoś pod kogo opiekuńczymi skrzydłami można się schronić na którego można zawsze liczyć. I trzeci wymiar głębokość – Daemon, który sięga istoty jestestwa.
Najważniejszy z wymiarów to ten czwarty, czas, jest nim Jaenell. Czas bez którego nic nie ma sensu. To on ma władzę nad pozostałymi płaszczyznami. Dlatego życie tych trzech mężczyzn, nabiera nowego wymiaru, kiedy pojawia się Czarownica. Jej „zwiastowanie”, oczekiwanie, oraz nadzieja na zbawienie świata wraz z tą nową siłą są następną analogią do Biblii. Pod postacią Jaenell pojawia się pewna energia która była, która się ucieleśniła i będzie zawsze by dawać nadzieję i w konsekwencji być siłą sprawczą zmian. Pomimo tego że posiada ogromną moc nie może oddalać wszystkiego co złe od siebie. To na pierwszy rzut oka może wydawać się być brakiem konsekwencji, najpotężniejsza a nie jest w stanie przeciwstawić się złu przeciwko niej samej. Ale to cierpienie którego doznaje lub będzie doświadczać w przyszłości ma ogromne znaczenie. Przybliża Jaenell do śmiertelników.
Ilość tych analogii do chrześcijaństwa jest przytłaczająca, chociażby motyw kielicha który jest tak istotny. Ale to wszystko to mistyka która determinuje pomysł Bishop. Nie wiem na ile jest to zabieg świadomy, ale na pewno z mojej perspektywy zauważalny i bardzo ciekawy. I chce prawie wykrzyknąć „cóż sobie Pani wymyśliła nowe przymierze pomiędzy SaDiablo i Angelline?”.To się nie może udać, ale z uwagą przeczytam jak Pani z tego wybrnie.
Tak jak pisałam wcześniej muszę oswoić świat tej powieści, który budzi we mnie pewne zmieszanie. Jest ono konsekwencją zapewne braku znajomości reguł powieści świata fantasy. Gubię się więc w logice tła, bo mój umysł chce uczepić się znajomych form, przyporządkowania epokom czy schematom. I to zawahanie nie dotyczy magii ani nadprzyrodzonych możliwości, ono dotyczy codzienności która gdzieś tam przebija przez losy bohaterów a mnie odrobinę drażni. Dostrzegam także kalki, od którym nie mogę się uwolnić. Jest nią np. postać mentora, pięknego i strasznego w swych czynach oraz postać kobiety zamkniętej w ciele dziecka. Obrazek wprost wyjęty z „Wywiadu z wampirem”. I to przechadzanie się po tej krawędzi pożądania do Czarownicy dziecka. Jestem tak zmanipulowana przez autorkę że natychmiast wybaczam wszystko Daemonowi, zaś nie mogę zrozumieć ludzi w Briarwood. Ciekawy zabieg z moralnego punktu widzenia, ale to tylko znajomość motywów jest siłą sprawczą perspektywy z jaką przyglądamy się danym sytuacjom. A te sytuacje w dużej mierze są napędzane przez seksualność która staje się osią wokół której toczy się powieść. Jednak te filary z niej zbudowane momentami są dla mnie zbyt ciężkie, zbyt wiele ich. Choć oddaję prawdę autorce, konstrukcja ma sens i porządne fundamenty.
Mężczyźni: ojciec, brat, kochanek. Saeton wydaje mi się tak bezbronny w swojej nieuświadomionej miłości ojcowskiej, niespodziewanej nie tylko w stosunku do swej duchowej córki Jaenell ale także do swych synów. Lucivar- jest go za mało w pierwszej części by coś więcej napisać, ale jego cień towarzyszy wszystkim. Daemon, wiem o nim najwięcej. Jest tak blisko, za blisko…
Subskrybuj:
Posty (Atom)













