Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drama japońska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 sierpnia 2012

The Prince of tennis (film)



Nastrój wielce sportowy, spowodowany olimpiadą, skłonił mnie do tego aby odpalić ten film. Ostrzeżenia co prawda do mnie docierały, że wiele osób jest rozczarowanych. Stwierdziłam jednak że skoro nie oglądałam anime, nie mam punktu odniesienia będę do tego tytułu podchodzić bez większych obciążeń.

Ryoma Echizen jest niezwykle utalentowanym tenisistą. W wieku 12 lat jego ojciec ściąga go ze Stanów do Japonii by zaczął trenować w Seigaku. Uważa że właśnie tam chłopiec rozwinie jeszcze bardziej swoje ponadprzeciętne zdolności. Ryoma to jednak zawodnik dumny , znający swoją wartość i uważający że ten pobyt nic mu nie da. Początkowo ten "karzełek" musi przekonać do swojej gry swoich kolegów ze szkoły. Udaje mu się to doskonale bo z wszystkimi z tenisowych potyczkach wygrywa, budzi podziw u starszych uczniów ale także niechęć do swojego aroganckiego zachowania. Stoicki spokój względem chłopaka zachowuje jedynie kapitan drużyny szkolnej. Personalnie nie dociska Ryomy a docenia jego umiejętności.


Zbliżają się jednak dużej rangi zawody międzyszkolne w których Seigaku, zawsze przegrywało. W tym roku jest Ryomy w drużynie i wszyscy mają nadzieję ze się uda przełamać impas. Chłopak jednak informuje że woli jechać do Ameryki na kolejny turniej niż reprezentować swoją szkołę. Stawia to kapitana w ogromnie trudnej sytuacji, ponieważ on sam ma zakaz od lekarza uczestniczenia w zawodach, nikomu jednak nie zdradza tego sekretu. Zrobi jednak wszystko by honor szkoły nie ucierpiał.


Tak naprawdę ten film jest ciekawy z jednej psychologicznej płaszczyzny. Mam wrażenie że była to tresura prawie Amerykanina, do poziomu wymagań japońskich, czyli jak ważna jest praca w kolektywie, że należy poświęcić swoje indywidualne korzyści na rzecz ogółu i to musiał zrozumieć główny bohater wychowywany w Stanach.

Sam film to nieustające potyczki tenisowe w animowym stylu, co kompletnie mi nie przeszkadzało. Za to brak akcji pomiędzy i owszem. Tak samo jak zakładanie że wszyscy znają tę historię i nie wymaga tłumaczenia pojawianie się jakiś wątków czy postaci. Kulawy scenariusz i to mocno.
Arogancja głównego bohatera także mnie nie przekonała. Właściwie głównie czerpałam przyjemność z odkrywania starych znajomych znanych mi z innych produkcji których tu była niezła gromada.


Dla kogo ten tytuł? Dla osób które chcą zabić nudny wakacyjny czas jeśli już naprawdę nie mają co począć ze sobą. Choć mimo wszystko z dedykacją dla niektórych polskich sportowców w kwestii ambicji i woli walki na korcie tenisowym i nie tylko. Tego Japończykom z pewnością nie można odmówić.

P.S Przeczytałam że powstał także musical na podstawie tej mangi. Oooo naprawdę szacun jak można stworzyć musical ze sportowych potyczek, nie bardzo wiem ale jak widać mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni wiedzą jak to zrobić :)


Moja ocena 5,5/10

wtorek, 7 sierpnia 2012

Takumi Kun 3 ( Bibou no Detail)


A więc taaaak. Oglądałam kiedyś dawno temu serię z Takumim, pierwszą i drugą część. Kompletnie mnie nie porwała i dlatego broniłam się przed kolejnym odcinkiem. A tu ciągle byłam atakowana tekstami w stylu, "to wspaniała seria". Chesire nawet ostatnio napisała na blogu,żebym obejrzała trójkę, że będzie mi się podobała. Zmasowany atak odniósł skutek, odpaliłam tą kolejną część. Kryzys gorących dni.


I przenoszę się do tej elitarnej szkoły męskiej, gdzie uczy się Takumi (Hamao Kyosuke). Teraz on i Gii (Watanabe Daisuke), którzy tworzyli w drugiej klasie prawie idealną parę, przechodzą ciężką próbę. Gii otrzymuje funkcje opiekuna piętra dostaje inny pokój,zostają rozdzieleni. Problemem jednak jest to że Gii staje się obojętny, praktycznie nie zauważa Takumiego. Ten jest w totalnej rozpaczy, nie wie co się dzieje, czuje się odepchnięty. To skutkuje nawrotem fobii z przeszłości- strachem przed dotykiem. Gii zaczyna nosić okulary co dodatkowo staje symbolem zmian i izolacji od przyjaciół. Wszystko wydaje się jak ze złego snu. Najbardziej zdezorientowany jest oczywiście Takumi, nie wie jeszcze że to wszystko dla jego dobra.



Mała dygresja. Zadziwiające jest to w tym live action, że wszyscy koledzy akceptują związek chłopaków, ba właściwie pomagają im w tym aby żyli w wiecznej szczęśliwości, bo ten utopijny świat charakteryzuje się tym że tam właściwie każdy jest w jakimś związku z innym facetem. Poza tym problemy i dylematy na których opiera się ta seria są co najmniej niezbyt przemyślane. Życie szkolne nie istnieje. W sumie może i racja po co się skupiać na nieważnych sprawach.W trzeciej części jest także obecna, na szczęści to tylko echo, toporna i dość prosta gra z poprzednich odcinków . To były narzekania w temacie, ale...


O matko naprawdę w tym odcinku jest boska finezja, czym bliżej końca tym klimat staje się naprawdę mistrzowski. A ostatnie sceny, przyznaje epickie po prostu. Wszystko jest na swoim miejscu, nawet to co mówią ma głęboki sens. Klepie te sceny od 24 h godzin naokrągło. A to wszystko przez Takumiego. On jest taki, taki delikatny, porcelanowy, zmysłowy, wymagający opieki, przytulenia, pocieszenia. Nie mogę wzroku od niego oderwać.

Jak zdeklarowałam powyżej niezmiennie Hamao Kyosuke robi na mnie wrażenie. Jest jakaś magia w tym cichym chłopaku, zatrzymanych ruchach i jego słowach zawieszonych gdzieś w przestrzeni. Ogromnie podobają mi się z nim wszelkie sceny "pościelowe". Z dwójki równieżI to jak ustami szuka ust filmowego Gii



Zgadzam się, że dla wszystkich którzy lubią filmy z gatunku Boys Love, ten odcinek obowiązkowy, nawet z pominięciem dwóch poprzednich, niewiele się traci. Choć sam film to nie jest żadne dzieło artystycznej rangi, to dla tych kilku scen naprawdę warto go zobaczyć

Moja ocena 8/10

czwartek, 26 lipca 2012

Hanazakari no Kimitachi e



Co prawda staram się unikać szkolnych historii, bo często są nudne. Ta taka nie była. Po drugie dawno nie oglądałam japońskich dram, a ta okazała się cudownych przeoczeniem w mojej filmowej przeszłości. Jak to się stało że ją nie obejrzałam do tej pory, nie wiem. Ważne jest to że spędziłam wyśmienite dwa dni przyklejona do ekranu monitora.


Schemacik,który zawsze się sprawdza. Dziewczyna przebiera się za chłopaka by załatwić kilka ważnych spraw. W tym przypadku Ashiya Mizuki (Maki Horikita), pragnie uczęszczać do liceum męskiego by mieć możliwość wpłynięcia na decyzję
Sano Izumi (Shun Oguri) o wznowieniu kariery skoczka wzwyż. Zmienia kilka ciuchów, obcina włosy, zamienia końcówki wyrazów z formy żeńskiej na męską i załatwione. Ma dziewczyna ważne powody, by się aż tak poświęcać. Czuje się winna i uważa że to ona przyczyniła się do złamania kariery świetnie zapowiadającego się sportowca. Zrobi prawie wszystko by osiągnąć cel jakim jest powrót Sano do treningów i skoków. Ale zanim to nastąpi, musi dziewczyna stawić czoła wszystkim zagrożeniom które na nią czyhają w Liceum Osaka. Po pierwsze jest nowa a na dodatek przyjechała z Ameryki, poza tym musi się wykazać na polu sportowym i wszelakich umiejętności, bo w tej elitarnej szkole nie da się przeżyć jeśli się nie uczestniczy w nieustającej rywalizacji pomiędzy poszczególnymi dormitoriami. I jeszcze musi się odnaleźć w całym stadzie przystojniaków i nie zdradzić ze swoją tożsamością.

Nie trudno domyśleć że Muziki nie miała łatwo, spotykała na swej drodze mnóstwo przeszkód, ale jej hart ducha oraz silne postanowienie by pomóc temu zdolnemu chłopakowi, pozwalało jej przetrwać wszystko. Początkowo nieakceptowana, szybko zyskała sympatię pozostałych uczniów. Pokochała szkołę oraz jej atmosferę i oczywiście zagubionego na swej drodze życiowej Sano. Na niej także skupiły się miłosne ataki, więc nie mogło się dziewczę nudzić. A jej postawa w dziwny i magiczny sposób wpływała pozytywnie na ludzi z którymi się przyjaźniła.


Schematy, schematy, ale jakże umiejętnie i sprawnie zaserwowane. To po prostu majstersztyk w animowej konwencji. Mogę pisać w samych superlatywach, bo tak dobrej komedii japońskiej nie miałam okazji do tej pory oglądać. Wszystko było wyważone. Przede wszystkim gagi których ogromna moc uderza w widza ale jakże dobrze tonowały rozterki natury miłosnej i moralnej i były naprawdę śmieszne. Myślę jednak że ten rodzaj humoru jest zarezerwowany dla zaprawionych pożeraczy anime, niektórym może nie odpowiadać. Ale nawet pośród tych wszystkich komediowych scenek udało się przemycić kilka ważnych prawd o istocie przyjaźni, walce o swoje marzenia i działaniu w kolektywie. HnK miało to co powinna mieć dobra haremówka, mnóstwo charakterystycznych i budzących sympatię postaci, których przystojność w niczym człowiekowi nie przeszkadza a wprost przeciwnie wprawia w anielski nastrój.Nie mogę się czepiać scenariusza, chyba że odcinka specjalnego który był wyraźnie pisany na kolanie na fali popularności całego przedsięwzięcia. Gra aktorska w żadnym punkcie mnie nie rozczarowała wszyscy byli jakby na swoim, właściwym miejscu. No może lekko bym podkręciła samego Sano, bo był taki odrobinę skamieniały przy całej reszcie ale spokojnie wpisywał się w konwencję.


W jednej kwestii muszę koniecznie zapiać lekko z zachwytu, ponieważ to postać Nakatsu nie tylko mi się podobała ale po prostu moim zdaniem zmiotła swoją energią całe towarzystwo. To niewątpliwe zasługa gry Tôma Ikuta,który stworzył bohatera o którym z pewnością się nie zapomina. Biedny Nakatsu nieustannie toczył walki albo z samym sobą albo z rywalami którzy tak naprawdę natychmiast stawali się jego przyjaciółmi i chyba był najbardziej tragicznym a jednocześnie najbardziej zabawnym bohaterem tej dramy. Kochany, sympatyczny, pełen humoru po prostu tylko go schrupać :)


Hanazakari no Kimitachi e to klasyk który trzeba koniecznie zobaczyć, a poza tym wspaniała bomba energetyczna. Dużo zamieszania, dużo zabawy, dużo przebierania, ciekawa fabuła.
W swojej kategorii nie waham się ani sekundy by dać tej dramie aż 10 punktów! Dawno tak dobrze się nie bawiłam.

Moja ocena 10/10

poniedziałek, 9 lipca 2012

Ai No Kotodama


Jest to jeden z nielicznych filmów z gatunku Boys Love, który nie sięga po martyrologię związków męsko-męsko. On jest jak mangi yaoi, z odrobiną zawirowań uczuciowych, które przecież muszą istnieć, ale wszystko toczy się w pozytywnym nastroju. Dlatego od czasu do czasu przypominam sobie historię Tachibany i Ootani.



On ,on i ona. Trójkącik klasyczny. Tachibana (Yasuka Saito) i Ootani (Hidenori Tokuyama) razem wynajmują mieszkanie. Doskonale się rozumieją i dogadują. Właściwie na studiach i w wolnym czasie są nierozłączni. Tam gdzie jeden tam i drugi. Ootani trochę gburowaty zamknięty w sobie i wesoły kontaktowy Tachibana. Właściwie pełnia szczęścia, studia, praca i przyjaciel u boku. Pojawia się jednak śliczna ona, czyli Yuki, dawna koleżanka ze szkoły. Wydaje się być zainteresowana Tachibaną i zaczyna się kręcić wokół chłopaków. A pomiędzy nimi wzrasta napięcie, czym bliżej jest Yuki, tym bardziej zagrożony czuje się Ootani. Zaczyna coraz wyraźniej zdawać sobie sprawę z tego że jego relacje z Tachibaną to coś więcej niż przyjaźń. Zazdrość zaczyna kłaść się swoim cieniem na to co łączyło do tej pory chłopaków.

Siłą "Ai No Kotodama" jest nie obciążanie widzów nieustającymi problemami. To historia dwóch chłopaków, którzy muszą zdefiniować do końca swoje relacje. Podana w radosny, miejscami nawet animowy sposób. Trochę słodki momentami, odrobinę przerysowany, ale mi kompletnie to nie przeszkadzało. Istnieje fabuła i ten film jest o czymś, to następny jego plus. Nie ma mocnych scen łóżkowych i zbyt wielu rozdzierających dylematów. Jest dziewczyna, trochę zagubiona w tym trójkącie, to prawda, ale ja przyznaje że nie kibicuje jej zbyt mocno. Ba jestem jej w pewien przewrotny sposób wdzięczna, że się pojawiła by stać się induktorem zmian w życiu chłopaków.


Naprawdę nie rozumiem dlaczego takich mang jak Ai No Kotodama Japończycy nie ekranizują więcej. Przecież jest ich cała masa i świetnie się na nich bawimy. Jeśli ktoś zna tytuły filmowe w podobnych klimatach, będę wdzięczna za wskazanie. Choć zdaje sobie sprawę że to nic nowego i odkrywczego to jednak ten film jest w kategorii pozytywne Boys Love jednym z moich ulubionych :)

Moja ocena 7/10

wtorek, 13 marca 2012

Pride



Za radą Everyle postanowiłam obejrzeć Pride. Chciałam zmienić na chwilę klimat i tym razem na czymś japońskim się na dłużej zatrzymać. Był to z pewnością dobry wybór, bo drama mi się podobała. A przede wszystkim stawiała wiele pytań.

Akcja rozgrywa się w środowisku hokeistów drużyny Blue Scorpion. Kapitan Satonaka Halu (Kimura Takuya ), atakujący i główny snajper zespołu, to mistrz bramek ostatniej sekundy.Gwiazda na miarę lokalnych rozgrywek , podziwiany przez kolegów z zespołu, uwielbiany przez fanów. Halu ma umiejętność motywowania członków drużyny, prowadzenia ich ku zwycięstwu. To charyzma unosi go na skrzydłach ale także jest przyczyną kłopotów. Jest typem faceta który najpierw robi a potem myśli. Podchodzi do życia jak do kolejnej gry, wydaje mu się że może wszystko traktować z rezerwą jako kolejne zadanie do rozegrania na lodowisku. Wcale nie inaczej traktuje związki z kobietami, jasno określa na samym początku swoje oczekiwania i granice znajomości. Halu przez otoczenie postrzegany jest jako wyluzowany ale zimny koleś, który jedyną rzeczą w którą się angażuje to hokej.



W ulubionym barze zespołu Blue Scorpion, kapitan dostrzega skromną Murase Aki(Takeuchi Yuko ). Dziewczyna trwa w dość dziwnym związku. Od dwóch lat czeka na swojego chłopaka, który przyrzekł że wróci ale znikł na ogromnym kontynencie zwanym Ameryką. Ona jednak wiernie czeka i ciągle wraca na most zaprojektowany przez ukochanego. Halu bardzo się spodobała ta spokojna Aki. Szuka kontaktu z nią i po krótkiej znajomości proponuje jej układ aby zaczęli wspólnie spędzać czas, oczywiście bez angażowania się, a kiedy chłopak Aki wróci on się natychmiast wycofa. Mają tylko towarzyszyć sobie w swojej samotności.
Ale to "tylko" zaczyna oczywiście się rozrastać do coraz bliższych relacji. Obydwoje bronią się przed tą miłością. ONA bo chce pozostać wierna swojemu uczuciu, a tu niespodziewanie hokeista coraz więcej miejsca zajmuje w jej sercu. ON bo nie wierzy w trwałe związki z kobietami, uważa że każda z nich go prędzej czy później opuści, tak jak zrobiła to jego matka porzucając w dzieciństwie. Związek z Aki staje się ratunkiem emocjonalnym, kiedy chłopak traci swojego trenera i przyjaciela, najważniejszego mentora hokejowego. W momencie kiedy zaczynają się sobie stawiać naprawdę bliscy, na horyzoncie pojawia się bohater drugiego planu, zaginiony chłopak z Ameryki.




Aki sama o sobie mówi że jest zwyczajną dziewczyną. I właściwie przyglądając się jej postaci, mogę napisać że jest mało skomplikowana. Wierna niczym Penelopa (prawie;)), zawsze wiedząca co uczynić w danej sytuacji, ostoja spokoju i opanowania. To prawda że ją trochę to uczucie do Halu potargało, ale w zawsze dokonywała słusznych wyborów, czy korzystnych dla niej samej, to już sprawa dyskusyjna. Tą skomplikowaną osobowością, odkrywaną przez całą dramę jest właśnie Halu. Chociaż bije od niego luz, wydaje się że nic go nie obchodzi, bierze odpowiedzialność za tak wiele osób. Rodzinę swojego trenera, zespół i jego członków, przyjaciół, zagubioną Aki , a nawet swoją nieodpowiedzialną matkę. I ciągle mu się wydaje że ze wszystkim musi sobie poradzić sam a głównym kierunkowskazem jego postępowania staje się własna duma.


Ta drama jest jak uczucie między głównymi bohaterami. Rozpędza się powoli, by z każdym odcinkiem nabierać tempa, coraz bardziej wciągać świat sportowy i relacje pomiędzy Aki i Halu. Muszę przyznać że bardzo sugestywnie odegrane obydwie role. Wszystko było prawdziwe i takie nie napuszone, zwyczajny wycinek życia osób związanych z hokejową drużyną. Bo akcja dramy nie tylko skupia się na głównej parze ale także na innych osobach, których wątki są niezwykle ciekawe. A w to wszystko wkomponowane utwory zespołu Queen. Napiszę szczerze że to był strzał w samą bramkę z tym pomysłem.
Muszę koniecznie wspomnieć o zdjęciach. Czasami pojawiały mistrzowskie ujęcia nad którymi się zachwycałam. Poza tym doskonale operowano symboliką, tu jakiś szczegół się pojawił, tam inny, niby na chwilę oko kamery go złapało a jednak pozostawał ślad w mojej głowie.


A gdzie pytania o których wspomniałam? Zastanowiło mnie pewne zjawisko, spotykane nie raz w produkcjach japońskich, a w tej dramie także występujące. Zjawisko pozostawiania swojej ukochanej osoby w celu zdobywania, wiedzy, pieniędzy i doświadczenia, bo powrócić w pełni chwały po latach. Co też uczynił chłopak Aki. Oczywiście cały ten znój, najczęściej ponoszony na obczyźnie, jest dla wybranki ewentualnie wybranka serca. Ok i tu mi się wszystko zgadza. Ale już jakoś nie umiem sobie wyobrazić że można się nie kontaktować z ukochaną osobą tak długo i oczekiwać że będzie nieustająco i wiernie czekała aż skończy się robić karierę zagraniczną. Nie dając znaku życia ani nawet przybliżonego terminu przyjazdu. Widocznie jednak ten rodzaj niekonwencjonalnego wyznawania uczuć jest zjawiskiem powszechnym. Z tych i innych powodów denerwował mnie chłopak Aki, chociaż chce zauważyć że Halu także powtórzył ten schemat.
No i pytanie o tytułową dumę, gdzie ją zachować a gdzie z niej zrezygnować aby pozostać w zgodzie z samym sobą? Niektórzy to mają wrodzone inni muszą się uczyć tego całe życie. Halu przechodzi szkołę radzenia sobie z własną dumą. A dla nikogo nie jest to łatwa lekcja.

Spokojna drama bez zbytnich fajerwerków. Prawdziwe życie i nie wymyślone dylematy przed którymi stawali bohaterowie. Przyznaje że miała małe przestoje, ale to jest tempo akcji charakterystyczne dla japońskich obyczajówek. Emocje sportowe także były, więc ja akurat w tych klimatach dobrze się bawiłam.

czwartek, 8 marca 2012

Moja top lista dram i filmów azjatyckich.

Zdaję sobie sprawę że po obejrzeniu niewielkiej jeszcze ilości dram i filmów azjatyckich właściwie nie powinnam zabierać się za takie zestawienia, bo to ledwie kropla w morzu filmowych produkcji. Oglądam dużo więcej niż recenzuje, ale to co pokochałam z pewnością znalazło swoje miejsce na blogu. Nieustająco mam na uwadze moje początki z dramami i miotanie się w sieci aby znaleźć tytuły warte obejrzenia. Jeśli kogoś natchnę w temacie, to będzie mi bardzo miło. Nie ulega żadnej wątpliwości że ta lista ma tendencje do powiększania się, co ogromnie mnie cieszy i liczę że nadal zostanie zachowana taka prawidłowość.

Mocno subiektywnie podchodząc do sprawy przedstawiam:

Moja top lista dram i filmów*


DRAMY




Coffee Prince
komedia romantyczna




Secret Garden

komedia romantyczna, fantasy



Sungkyunkwan Scandal
komedia romantyczna, drama historyczna





City Hunter

komedia sensacyjna




You're Beautiful
komedia romantyczna, drama muzyczna




FILMY





Postman to Heaven
melodramat





Antique Bakery
kemedia,dramat




Eternal Summer
dramat, romans






Heavenly Forest

dramat, romans






*kolejność przypadkowa

wtorek, 7 lutego 2012

Nana - film



Czy można ciekawie opowiedzieć zwyczajną historię, taką bez fajerwerków, zanurzoną w codzienności i jej problemach a jednak emocjonalnie bliską każdemu człowiekowi? To jest prawdziwa sztuka, która udała się twórcom tego filmu. Kocham Azjatów za te opowieści w których akcja porusza się powoli ale uczucia przepełniają każdy kadr. Z pewnością dla jednych będzie to opowieść o niczym, zwykły wycinek z życia dwóch dziewczyn. Dla innych próba przeniesienia, nazwania, pokazania czym jest przyjaźń i jak ogromne może mieć znaczenie by się nie zagubić w tym chaotycznym świecie.



Czasami los stawia na naszej drodze osobę która jest naszym przeznaczeniem, bezpośrednio lub pośrednio wpływa na nasze losy. Może na początku nie jesteśmy w stanie tego dostrzec, ani świadomie zinterpretować zdarzeń które są naszym udziałem.

Nana, wokalista rockowa, spotkała właśnie taką osobę. Bo czyż nie czym innym jak przeznaczeniem można nazwać to że w pociągu zaczyna rozmawiać z dziewczyną o tym samym imieniu co ona. Czy to wyłącznie zbieg okoliczności że niedługo potem spotykają się ponownie w pewnej kamienicy, próbując wynająć ten sam pokój? Jak by tego było mało obydwie są w tym samym wieku i próbują rozpocząć nowy etap w swoim życiu właśnie w Tokio. I to los sprawia że lądują we wspólnym mieszkaniu. Ani dla jednej ani dla drugiej nie jest to łatwy okres. Bo to czas zmian, rozliczenia się z przeszłością i weryfikacji marzeń.


Nana pragnie odbudować swoją karierę rockową zapomnieć o dawnej miłości i realizować się na drodze artystycznej. Niezależna, dokładnie wiedząca czego chce w życiu i jakie są jej cele. Za dumą i obojętnością kryje wiele zranionych uczuć. Jej współlokatorka Nana przybywa do Tokio za swoim chłopakiem, ale szybko przekonuje się że on nie będzie jej "niańczył". Podejmuje sama więc walkę o przetrwanie w tym wielkim mieście.
Te dwie dziewczyny właściwie są swoim przeciwieństwem. Nana wokalistka, zamknięta w sobie, małomówna i z rockowym imagem. Druga Nana, to japońska "księżniczka" , słodka, otwarta, zawsze uśmiechnięta i niezmiennie widząca pozytywy w swoim życiu. Ale to co ich ze sobą zbliża to nie tylko wspólne mieszkanie pod jednym dachem ale przyjaźń i niezwykle mądre wspieranie się nawzajem. I z całą pewnością życie Nany potoczyłoby się inaczej gdyby tamtego dnia nie spotkała w pociągu swojej imienniczki.


Uważam że film by wiele tracił gdyby nie doskonale dobrani aktorzy i niezwykle sugestywne odtworzenie ról dwóch tytułowych bohaterek.Obydwie kreacje Nany ogromnie mi się podobały. Nanę optymistkę zagrała Aoi Miyazaki którą miałam już przyjemność oglądać wcześnie w Heavenly Forest, byłam jej rolą zachwycona. W tym filmie także nie mogłam oderwać od niej oczu. Ma to coś w sobie co skupia na niej uwagę widza. Nana wokalistka grana przez Mikę Nakashima emanowała jakimś magnetyzmem, tajemniczością, burzą uczuć przykrytą pozornym spokojem. Tak różne a jednocześnie tak doskonale rozumiejące się. Interesujące zróżnicowanie postaci, tu chylę czoła przed twórcami tego filmu.

Podobało mi się przesłanie tego obrazu i wszystko co się rozgrywało na poziomie emocjonalnym.Chyba kluczem do zrozumienia tego filmu i zachwycenia się nim jest pewna znajomość kultury japońskiej, obyczajowości i współczesnego funkcjonowania młodych ludzi. Nie uważam że zgłębiłam istotę mentalności Japończyków, ale nieustająco analizuję wszystko czego dowiaduje się o Japonii. Wiem jedno, że przyjaźń w tym kraju ma trochę inne, głębsze znaczenie niż w kulturze zachodniej. Ta więź często zastępuje utracony kontakt z rodziną. Japończycy bardzo wcześniej i szybko się usamodzielniają. Często także zmieniają miejsca zamieszkania, poświęcając się swojej karierze. I właściwie jedyny osobami które są blisko, na które można zawsze liczyć są właśnie przyjaciele. Każdy potrzebuje oparcia, każdy potrzebuje obok siebie tej drugiej osoby która zna nas i rozumie. To wszystko mogą podarować mądrzy i oddani przyjaciele



Jest to opowieść o tym że jedno spotkanie, jeden człowiek i jedna niezwykła przyjaźń, może odmienić czyjeś życie. Trzeba tylko ludziom dać szansę.

sobota, 10 grudnia 2011

Heavenly Forest


Ta przepiękna historia mnie urzekła. Jestem nią po prostu zauroczona. To jeden z lepszych filmów które ostatnio udało mi się obejrzeć. A jak widać po wpisach na blogu oglądam ostatnio nie mało.

Dla Makato rozpoczęcie nauki na studiach było stresującą sytuacją, chciał zaaklimatyzować się w nowym środowisku, ale jego problemy zdrowotne wymuszały na nim ograniczenie kontaktów z rówieśnikami. Shizuru, uważana za dziwoląga, nieakceptowana, także trzyma się z dala od wszystkich. To co dziwne u Shizuru śmieszy i bawi Makato, z kolei dziewczyna jest osóbką wielce bezpośrednią i szybko proponuje swoją przyjaźń chłopakowi. Od tej pory ta para "wyrzutków" zaczyna spędzać wiele czasu ze sobą. Makato jest fascynatem fotografii i zaraża tą pasją swoją nową przyjaciółkę. Na plener fotograficzny ta dwójka najczęściej wybiera cudowne miejsce nad jeziorem, które wspólnie odkryli i pokochali.


Choć chłopak świetnie się dogaduje z nadpobudliwą, oryginalną, wygadaną i szczerą maksymalnie Shizuru , zakochany jest w innej studentce, pięknej Meisy. Shizura wygląda i zachowuje się jak dziecko i jest doskonałym kompanem do wspólnego spędzania czasu. Meisa to zupełne jej przeciwieństwo; piękna i elegancka a na dodatek to ona szuka kontaktu z nieśmiałym chłopakiem.




Makato przez całe studia wzdycha do pięknej Meisy, Shizuru wzdycha do Makato.Wszystkie uczucia i emocje spajają tę trójkę. Dziewczyny zaprzyjaźniają się ze sobą a najlepiej podsumowała to Shizuru "Chce się zaprzyjaźnić z osobą w której zakochana jest osoba, którą ja kocham" Te słowa wypowiedziane do Makato było wyznaniem miłości, chyba najbardziej oryginalnym jakie w życiu słyszałam. Ono było tak niebanalne jak sama Shizuru. Bo ta postać po prostu jest niesamowita w każdym calu. Kocham jej wszystkie dziwaczne zachowania, bezpośredniość która przyprawiała młodego studenta o rumieńce, zakłopotanie i śmiech. Wszystkie jej tajemnice i kłamstwa które miały cel. I to że jej wrażliwość fotograficzna sięgnęła poziomu sztuki. Sztuki dzięki której pozwoliła się odkryć.



Przepiękny film o tym, że miłość jest tuż obok tylko wystarczy się uważnie rozejrzeć. Nie warto się zastanawiać tylko łapać chwilę, bo czas czasami płynie dla innych zbyt szybko. Wspaniale przedstawione uczucia, prawdziwe szczere, bez naiwności i sztuczności. Cudownie zagrane postacie Makato ( Hiroshi Tamaki) i Shizuru (Aoi Miyazaki). Będę słała pod ich adresem ochy i achy. Bo to oni zbudowali tych bohaterów ; niesamowitą Shizuru i wycofanego,nieśmiałego,zagubionego Makato.
Drobna uwaga, to drama japońska więc dla wrażliwców ostrzeżenie: jest dramatycznie a nie tylko lirycznie.
Niewątpliwie ten film podobał mi się także z powodu tego, że gdzieś w tle i na pierwszym planie zawsze w tej historii jest fotografia. Ten motyw wpisuje się doskonale w moje poczucie wrażliwości.

piątek, 9 grudnia 2011

Koizora - Niebo Miłości




Postanowiłam obejrzeć ten film, wiedząc o tym że jest to sztandarowy wyciskacz łez. Pod tym względem nie zawiódł, można się wzruszyć na Koizoryrze. Tylko czy aby na pewno coś więcej pozostanie w mojej pamięci niż łzy na tym filmie?

Może to był błąd że zabrałam się od razu za film pomijając dramę, ponieważ ta historia w skróconej wersji zrobiła na mnie wrażenie odrobinę porwanej i niespójnej. Ale spieszę donieść że z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy Miki, cichej i skromnej uczennicy liceum. Dziewczyna wpada w oko Hiro, który w przeciwieństwie do niej bardzo wyróżnia się swoim ekstrawaganckim wyglądem i zachowaniem. Ma też niekonwencjonalny sposób na poderwanie Miki, anonimowe rozmowy telefoniczne. Dziewczyna początkowo przestraszona i zdezorientowana zaczyna przekonywać się do tajemniczego rozmówcy. Zgadza się nawet na spotkanie na którym doznaje podwójnego rozczarowania. Po pierwsze kolega Hiro z innej klasy to nie ten książe którego sobie wymarzyła, po drugie ten bezczelny chłopak kradnie jej pierwszy pocałunek. Ale meandry uczuć przecież są tak zawiłe a życie niesie niespodzianki. Miłość Hiro jak rzeka, porywa Mikę. To uczucie w konsekwencji wykroczy poza szkolny przelotny romans i przetrwa wiele lat.


To film o trudnej, dramatycznej ale pod wieloma względami idealnej miłości. A przede wszystkim uczuciach głębokich i prawdziwym które charakteryzują się całkowitym poświęceniem dla drugiej osoby. To wszystko zamknięte w obrazie, zrealizowanym przez azjatów, nie może być inaczej jak tylko bomba emocjonalna.

Ja jednak z niewiadomych mi przyczyn patrzę na Koizorę jako na ziszczenie marzeń młodzieży licealnej, szczególnie płci żeńskiej. Nie przeczę że jest wiele przeszkód, które nie wpisują się w bajkę z dobrym zakończeniem, ale te schematy jednak niebezpiecznie mi pasują. Tym bardziej do Japonii gdzie bez cierpienia, tragedii i komplikacji najgorszego rodzaju, nie ma prawdziwej miłości. I z tym właściwie się zgadzam w 100%, ale ciągle dostrzegam pewną dozę naiwności w tej historii. I to nie pozwala mi uznać że jest to film doskonały i idealny, taki jaką była miłość pomiędzy Miką i Hiro.