środa, 7 grudnia 2011

Tree With Deep Roots z Song Joong Ki

Obecnie w Korei jest wyświetlana nowa drama historyczna Tree With Deep Roots w której Song Joong Ki możemy obejrzeć ponownie w kostiumowej roli. Roli nie byle jakiej bo młodego późniejszego króla King Sejonga, ale niestety obecnej w tej serii tylko przez 4 odcinki.

Jak znajdę czas, czyli nie wiem kompletnie kiedy, chętnie pooglądam nowe wcielenie pana wdzianko :)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

The Greatest Love

Tak, to jest ta drama na której miałam ataki prawie histerycznego śmiechu. Diagnoza może być tylko jedna, ona naprawdę mnie bawiła. Właściwie było to niezależne ode mnie, pomimo wszystkich znanych mi schematów, śmiałam się właściwie 1/3 filmu. A to chyba rekord jak na mnie.


Pan Koza, bo tak na własny użytek nazwałam głównego bohatera, czyli Dok Go Jin (Cha Seung Won} , to jeden z bardziej popularnych aktorów w Korei. Jego kariera rozwija się znakomicie, mnóstwo kontraktów reklamowych, kręci film za filmem. Żyje sobie spokojnym życiem celebryty, a jedynym jego zmartwieniem jest podpisanie kontraktu z amerykańskim reżyserem i utrzymanie swojego tętna w granicach 60-90. Ten medyczny aspekt jego funkcjonowania o tyle ma znaczenie, że Dok Go Jin kilka lat wcześniej przeszedł poważną operację serca. W jego niezmąconym życiu pojawia się Goo Ae Jung (Gong Hyo Jin) która właśnie odcina kupony od przebrzmiałej popularności. Dziesięć lat temu wokalistką znanego girlsbandu, obecnie próbująca jeszcze z trudem utrzymać się w showbiznesie. Wysiłki są raczej blade i mizerne, ale kobitka nie traci zapału i za wszelką cenę chce pozostać w tej branży. Cóż z tego jeśli prześladuje ją nieustanny pech i los funduje niemiłe niespodzianki, chociażby w postaci Pana Kozy. Gburowaty, przekonany o swojej boskości, przystojności, przebiegłości itd. Tą małą nic nie znaczącą byłą gwiazdkę chce po prostu zgnieść.
Wydaje się że prostolinijna i nieskomplikowana Goo Ae Jung jest małym pyłkiem który niepotrzebnie zaplątał się w życiu sławnego aktora i da się go łatwo strzepnąć i o nim zapomnieć. Nie ten poziom nie ta sfera przecież. Tak się jednak nie dzieje, bo przeciwnik godny, mający tendencję siebie i Dok Go Jina wpędzania w kolejne wielce skomplikowane i komiczne sytuacje. A serce Dok Go Jin które miało mieć zapewniony spokój? Niespodziewanie dla swego właściciela przyśpieszy swe uderzenia.


Znowu trafili mi się wyjątkowi bohaterowie. On jest jak rozkapryszone dziecko, któremu wszystko się należy i wszyscy z zasady powinni go kochać bo jest tak wielki i sławny. Jednak jako zakochany mężczyzna to wcielenia księcia, bohatera, uosobienie opiekuńczości w stosunku do swojej wybranki. Ona jest jak kopciuszek, biedna , zahukana, ciągle poniżana, ale lojalna i mająca swój honor. Kompletnie nie zwracająca początkowo uwagi na księcia, bo zna swoje miejsce i to mi się ogromnie w tej dramie podoba. Ale tych dwoje raczej oddzielnie nie można rozpatrywać są jedyni w swoim rodzaju i tworzą niezapomnianą par, tylko z pozoru nie pasującą do siebie.


W tej dramie jest cała mas scen które z pewnością zapadną mi na długo w pamięci. Bo to nowy wymiar romantyczności, taki nowoczesny ale jakże urzekający. A to zakładanie trzewiczków w postaci "adidasów" na nóżkę wybranki, a to dźwiganie w ramionach swej ukochanej przebranej właśnie za żabę, a to licytowanie na aukcji internetowej rzeczonych trzewiczków i pełne poświęcenie przy ich odzyskaniu. Czy bieg z przeszkodami przez korytarz szpitalny w wykonaniu Goo Ae Jung.


Świetnie się bawiłam a przede wszystkim nie nudziłam. A co się uśmiałam to moje i bezcenne.

czwartek, 1 grudnia 2011

Jang Geun Suk- kalendarz fanowski

Świetny kalendarz fanowski Sukkiego. Znalazłam w sieci, więc przyklejam.
Ja dla siebie i dla Ani także zrobiłam już kalendarz na następny rok. Na pewno go zeskanuje żeby pokazać jak to epokowe dzieło wygląda :D



Otwarcie sozonu czyli zawody biathlonowe w Oestersund

Ogromnie się cieszę że zaczął się nowy sezon. Wreszcie nareszcie zawody w Oestersund. Wczoraj było nawet interesująco. Norwegowie daleko, prawdopodobnie jeszcze bez formy, za to Martin Fourcade wymiótł wszystkich i w biegu indywidualnym zdobył nie tylko pierwsze miejsce ale także założył żółty trykot klasyfikacji generalnej. To bardzo dobry początek dla Martina i nie ukrywam że fajnie by było jakby namieszał w tym norweskim towarzystwie.
Tomasz Sikora, naprawdę nieźle. Strzelecko super 19 na 20 strzałów, biegowo jeszcze forma nie najlepsza. Najważniejsze że w ogóle startuje, przynajmniej mamy czym się podniecać

Martin Fourcade

środa, 30 listopada 2011

Postman to Heaven


Listy do osób które odeszły. Piękny sposób komunikowania się ze zmarłymi. Czasami lepiej coś przelać na papier, to pomaga, to koi duszę gdy można napisać co się czuje. Ale czy te słowa rzeczywiście trafiają do adresatów? Każdy kto wrzuca list do zagubionej skrzynki gdzieś pośród bezkresnego pola, żyje nadzieją że właśnie tak jest.
Jo Ha Na (Han Hyo Joo) rozpacza po utracie ukochanego, odwiedza często skrzynkę by wrzucić kolejne pełne bólu słowa. Któregoś dnia spotyka w tym miejscu chłopaka, który wybiera listy i zaczyna je czytać. Dziewczyna jest oburzona że ktoś narusza ten intymny dialog. Chłopak jednak zaczyna opowiadać dziwne rzeczy; o tym że to jego praca, że przekazuje listy do nieba, że nie jest człowiekiem a duchem i że Jo Ha Na używa za dużo złych słów w swoich listach do swego ukochanego. Dziewczyna oczywiście nie wierzy w ani jedno słowo, tym bardziej że po chwili dostaje propozycję pracy- pomocy przy tej "niebiańskiej" korespondencji. Łamie się na szczęście nie za długo, by przekonać się do czego służą informacje zawarte w listach. To wskazówki jak pomóc tym co żyją, tym co pozostali i cierpią. I całym sercem angażuje się w zadania dla niebiańskiego posłańca.


To piękna baśniowa opowieść, o utracie najbliższych, o pamięci o nich, ale przede wszystkim jak żyć tu i teraz po bolesnej stracie. Wspomnienia i życie przeszłością jest ważne ale nie mogą stać się istotą istnienia. I że musimy sobie zasłużyć aby ktoś za nami tęsknił gdy odejdziemy.

Uwielbiam takie metafizyczne filmy, tym bardziej gdy wszystko mi pasuje, historia, aktorzy, tło muzyczne oraz zdjęcia. Do tych rzeczy będę wzdychać, bo pokochałam je. Mam świadomość pewnych niedoskonałości w fabule, ale nie przeszkadza mi to. Liczy się tylko ta kompozycja z pięknymi plenerami, magicznymi zdjęciami. To przepiękna opowieść o miłości na wielu poziomach. Jej emocjonalny wymiar i przekaz. OST już sobie słucham i powiem szczerze że nawet bez obrazu robi na mnie wrażenie a w filmie po prostu doskonale go dopełnia.




No i Hero Jaejoong który wcielił się w niebiańskiego posłańca. Po prostu idealny do tej roli. Ogromnie mi się podobało to wycofanie, minimalistyczna gra w jego wykonaniu. Był zawieszony mentalnie gdzieś pomiędzy niebem a ziemią i o to przecież chodziło. I jeszcze jakby tego było mało, to odkryłam ze to on śpiewa "For you it's goodbye, For me it's waiting " http://youtu.be/lupxATUYf_o w Sungkyunkwan Scandal.


Co tu dużo pisać od wczoraj stałam się fanką tej dramy. Polecam wszystkim którzy kochają takie nierealne a przepiękne historie.

wtorek, 29 listopada 2011

Miłość o smaku orientu /Ramen Girl


Amerykanka przyjeżdża za chłopakiem do Japonii. Szybko się przekonuje że związek na odległość dawno przestał istnieć i może liczyć tylko na siebie. W obcym kraju, załamana rozstaniem, trafia do małego baru gdzie kompletnie się rozkleja, szlochając opowiada o swoich nieszczęściach nic nie rozumiejącej obsłudze. Nie jest to jednak zwykły bar a miejsce serwujące ramen czyli tradycyjną potrawę japońską. Dziewczyna knajpkę odwiedza coraz częściej i postanawia nauczyć się przygotowywania tego dania. Jej determinacja w tej kwestii jest ogromna, ani rola sprzątaczki, ani chłodne traktowanie nie zniechęcają ją by swój cel osiągnąć.

Może co mi się nie podobało. Jednak takie amerykańskie podejście do tematu. Choć udało się moim zdaniem trochę przemycić azjatyckiego ducha. Ogólnie, jak zwykle, amerykanie radzą sobie wszędzie i zawsze będzie dobrze.;) Takie przesłanie.
Świetnie za to w tym filmie był przedstawiony kontrast kulturowy. Trochę uparta przemądrzała dziewczyna i mocno zakorzeniona tradycja. Trzeba się nagiąć, trzeba zajrzeć w siebie gdzieś głębiej żeby stać się mistrzem gotowania ramen. To nie zwykłe dodawanie składników ale i swoich emocji. A także przykład na to że zawsze i wszędzie ludzie potrafią się porozumieć mimo różnic mentalnych czy bariery językowej. Potrzebna jest tylko dobra wola, tylko tyle i aż tyle.




Bardzo przyjemny film na długie zimowe wieczory w sam raz. Do polecenia znajomym którzy może by chcieli coś więcej się dowiedzieć o Japonii a dram nie można im jeszcze polecić, nie dojrzeli do tego :P Amerykańską wersje ramen z pewnością łykną.


P.S Tak naprawdę to chyba nie dowiedziałam się jak się robi ramen. Raczej uzyskałam więcej informacji o kulturze tego dania i jaką estymą darzą ją Japończycy

Circlesquare - 7 Minutes

No i tak jakoś.Nie dość że ta piosenka której oczywiście nie pamiętam z queerków, to jeszcze to zdjęcie. hmmm utwór nie chce się odczepić.
To moja obecna decyzja nie mam czasu i nie będę znowu ich oglądać. Ale to zdjęcie... Jest ciężko nie powiem. Dlaczegóż ja trafiłam na ten utwór na YT?