Każda taka lista zrobiona przez fanów a raczej fanki z całą pewnością jest mocno subiektywna. Więc bardzo się nie będę wyżywać na tym zestawieniu. Wklejam jednak ku pokrzepieniu serc i z adnotacją że ja jednak troszkę inaczej bym to posklejała.
Według autorki tego filmiku..
(1) Jang Geun Suk
(2) Kang Dong Won
(3) Song Seung Heon
(4) Top
(5) Hyun Bin
(6) Lee Min Ho
(7) Kim Bum and Jung II Woo
(8) Song Joong Ki
(9) No Min Woo
(10) Park Si Hoo
Moja lista jednak zdecydowanie by się różniła. Nie rozumiem dlaczego No Min Woo jest tak daleko !!! :(((( Byłby naprawdę wysoko, może nawet za Sukkim, potem Hyun Bin, Song Joong Ki, Lee Min Ho (przepraszam .... wiem troszkę go zepchnęli) reszta jest mi juz właściwie obojętna, ale najważniejsze ze tu się z koleżanką zgadzam, Sukkie wygrywa!!!
Dodałabym za to kilka kwiatków, co to się nie zmieściły a czuję sympatię i to ogromną Yoo Ah In, Bi, Kim Jae Joong.... i jeszcze pewnie kilku innych ale wiem, wiem trzeba się trzymać 2011 a oni się nie wpisują w konwencję.
Kilku chłopców z tej listy pewnie niedługo zobaczę, bo mam ich w planach.
Park Si Hoo- udało mi się i mam całą The Princes's Man, więc zapewne zapoznam się z tym Panem :D
Song Seung Heon- w planach w dwóch dramach
Kang Dong Won- w planach się mieści w postaci jednego filmu wypatrzonego
Oglądając to zestawienie jestem trochę przerażona że właściwie większość tych aktorów znam. I czy to oznacza że już nic nowego odkrywczego nie spotka mnie w kolejnych produkcjach w kwestii Flower Boys? Pozostaje mi jednak żyć nadzieją i wierzyć w koreański przemysł filmowy :D
niedziela, 19 lutego 2012
czwartek, 16 lutego 2012
OST My Girlfriend Is A Gumiho- Fox Raine
Dopiero zaczęłam oglądać My Girlfriend Is A Gumiho ale ta piosenka już mnie nie opuszcza. Będę ją dzisiaj zabijać ciągłym odsłuchiwaniem, ale jaka to piękna śmierć dla niej.
środa, 15 lutego 2012
Personal Taste
O jakże miło się powraca po długiej przerwie do komedii romantycznej w koreańskim wydaniu. To jak powrót do ciepłego i bezpiecznego domu w którym nic ale to absolutnie nic Cię nie zaskoczy. Ale czy z tego powodu jestem nieszczęśliwa? Na pewno nie, bo przyjemnie spędziłam czas.
Jeon Jin Ho (Lee Min Ho) jest architektem który staje przed życiową szansą. Bierze udział w konkursie na ogromne centrum sztuki koreańskiej. Zwycięstwo zagwarantowałoby jego firmie świetlaną przyszłość na dobre kilka lat. Wymagania dla tego projektu są jednak bardzo wysokie a koncepcją ma przypominać pewien dom znanego architekta. Siedziba ta wzorowana na historycznym budownictwie jest jednak zamknięta dla osób z zewnątrz. Zamieszkują ją jedynie córka wybitnego projektanta Park Kae In (Son Ye Jin ). Nasz młody zdolny młodzieniec zrobi wszystko aby dostać się do tego domu. Szczęście mu sprzyja.
Kae In właśnie przeżywa jedną katastrofę za drugą. Rozstaje się z chłopakiem, który postanowił się ożenić oczywiście z jej najlepszą przyjaciółką. A na dodatek jeden z jej pracowników zaciągnął ogromny dług i się po prostu ulotnił z horyzontu.
Biedna dziewczyna nie ma innego wyjścia jak wynająć jeden z pokoi w swoim historycznym pałacu. Jako najemca zgłasza się oczywiście Jin Ho w niecnych zamiarach przyjrzenia się niezwykłej budowli z bliska. Jak przystało na skromną dziewczynę z Korei,Kae In pewnie nigdy by się nie zgodziła na to aby zamieszkał w jej domu mężczyzna, gdyby nie przekonanie że przyszły współlokator jest gejem. Co prawda doszło do małego nieporozumienia ale czegóż się nie robi żeby osiągnąć cel. Można poudawać przez chwilę geja, wychodzi z założenia ambitny i pełen poświęcenia chłopak. Na decyzję o wynajęciu właśnie jemu wpływa dodatkowo osobista przyjaciółka Kae In, która widzi same korzyści z wspólnym mieszkaniem z facetem który nie jest osobiście zainteresowany kobietami. W ogóle postać przyjaciółki, tym razem tej prawdziwej a nie tej perfidnej kradnącej narzeczonych, jest moją ulubioną w tej dramie. Wtrąca się tam gdzie trzeba, jest bezpośrednia wtedy kiedy trzeba:) Ideał po prostu.
Nie trudno się domyśleć że ta dwójka pod jednym dachem to miłosna bomba w koreańskim wydaniu. On udaje, ona nie jest pewna swoich uczuć i tak szczęśliwie przez wiele odcinków. Poza tym on ma misję, pomóc się zemścić dziewczynie na byłym chłopaku. A w tak zwanym między czasie zgłębia i rysuje ważny projekt do konkursu. Ta drama to cudowne zestawienie wszystkich chwytów którymi rządzi się koreańska komedia romantyczna. Bo są: sceny prysznicowe, sceny kiblowe, sceny pijaństwa, sceny obżerania się koreańskim apetycznie wyglądającym żarciem, sceny "umierania" z powodu zwykłej gorączki, sceny noszenia romantycznego na barana, sceny tragicznych pomyłek, sceny podsłuchiwania, sceny z byłymi ale nadal zakochanymi, sceny z czarnymi charakterami, które mącą, knują i przeszkadzają, gruchać naszym gołąbeczkom. W tych scenach najlepsza i niezapomniana jest niejaka Kim In Hee, która zagięła parol na zdolnego przystojniaka. To mistrzyni w swych knuciach i trafia do panteonu najbardziej złośliwych bab!!! Ufff i jest wiele innych klasycznych scen które tutaj mają nad wyraz romantyczny i niezapomniany przebieg. Moja ulubiona to bieg ukochanego po podpaski do sklepu. Po prostu epickie.
Oczywiście, jakże to lubię, biedna zahukana dziewczyna, czupiradło w dresach, zamienia się w śliczną pannę na wydaniu i nie kto inny to sprawia jak nasz kochany "gej". Zaletą tej dramy jest także to, że ma mało nudnych scen, piękne kadry, piękne wnętrza, naprawdę znośne i nie rażące mnie "kostiumy" Szczególnie mężczyźni byli świetnie ubrani. I ma coś ze Scandalu, taką samą kolorystykę i czystość kadru, jakiś taki porządek. Zupełnie jakby to zaprojektował pedantyczny Jin Ho. A co do samego księcia z bajki. Trochę sztywny, trochę mało życia w nim, ale za to jakże romantyczny, kochany i pełen poświęceń i dla pracy i dla ukochanej. A wszystko wynagradza oczywiście przyjemność z oglądania Lee Min Ho przez 16 odcinków. Nie będę się rozwodziła nad nielogicznością pewnych poczynań i niewielkim niedostatkom scenariusza, motywy głównego bohatera były dla mnie mało zrozumiałe momentami, aż o zgrozo zaczęłam się obawiać czy aby na pewno nie jest gejem i nie zniszczy szczęścia biednego dziewczęcia.
Ta drama przypomina mi Full House, inny klasyk, ale szczerze jeśli mam porównywać to Personal Taste wydaje mi się lepsze. Może po prostu jest nowsze i czytelniejsze w odbiorze. Jest to film lekki z humorem i plotem który nie zaskakuje. Niewymagająca doskonała rozrywka w klasycznym koreańskim wydaniu, która jak zwykle w magiczny sposób wprawia człowieka w szampański nastrój.
OST Nana anime
W anime Nana jest wiele utworów które zapadają mocno człowiekowi w duszę.
Poniżej kilka moich ulubionych
I Olivia która podkłada wokal pod animową Reirę. Sama wokalistka niezwykle podobno do swojej animowej wersji :D
Poniżej kilka moich ulubionych
I Olivia która podkłada wokal pod animową Reirę. Sama wokalistka niezwykle podobno do swojej animowej wersji :D
Nana anime
Nana należy do tego rodzaju anime, które całkowicie potrafi zawładnąć świadomością człowieka. Każdy odcinek właściwie przynosi kolejny zwrot akcji. Wtapiasz się w świat dwóch Nan, uzależniasz się od bohaterów oraz ich dylematów. Dlaczego? Ponieważ to wszystko o czym opowiada to anime, mogło zdarzyć się naprawdę. Ale ważniejsze jest to, że mogło się przytrafić właśnie Tobie.
Nie ma więc magii, latających smoków, nadprzyrodzonych zdolności. Za to jest prawdziwe życie z jego wszystkimi radościami i problemami. Pisałam już o fabule Nany przy omawianiu ekranizacji filmowej. Jest to opowieść o dwóch dziewczynach o tym samym imieniu, które rozpoczynają nowe życie w Tokio. Ich spotkanie jest przypadkowe, ale to jak nawzajem wpływają na swoje losy, już takie nie jest. Tak wiele rzeczy różni obydwie dziewczyny.
Nana Kamatsu nazywana Hachi czyli szczeniaczkiem. Ten pseudonim do niej doskonale pasuje. Jest jak mały piesek: naiwna, pełna optymizmu, przyjacielska do wszystkich, czasami głupiutka ale jakże słodka w swoich poczynaniach. Hachi nieustannie goni za prawdziwą miłością, taką mocno wyidealizowaną, która zdarza się tylko w pięknych bajkach. Żyje trochę w odrealnionym świecie swoich uczuć.Za to jej marzenia są nadzwyczaj przyziemne, chce zostać "dobrą żonką",mieć piękny dom
Nana Osaki to typ buntowniczki, która chce się realizować na scenie. I temu marzeniu podporządkowuje swoje życie i w to jest zaangażowana całym sercem. Jej poczucie dumy, niezależności często przysparza jej wielu problemów. Traktująca wiele spraw z zimną logiką, ale pod maską obojętności to wulkan emocji.
Ale te różnice przestają istnieć, ponieważ to przeznaczenie pokierowało drogami obydwu Nan i pozwoli im stworzyć nadzwyczajną więź. Przyznaje że chociaż Hachi jest słodka, śmieszna i ujmująca za serce, to Nana wokalistka robi na mnie większe wrażenie. Myślę że każda kobieta, ma coś z jednej lub drugiej dziewczyny i spokojnie w wieloma cechami można się identyfikować. Mnie osobiście jednak najbardziej łapie za serce Yasu. Cichy bohater tej opowieści.
Sukcesem tego projektu z pewnością jest doskonale scharakteryzowane postacie. I te pierwszoplanowe i te jakże ważne pojawiające się w tle. To nie płytka narracja w stylu, ten człowiek jest dobry a ten zły. Tu jest obecne nieustające pytanie co jest właściwie słuszne. I ten wspaniały zabieg, że w miarę poznawania historii coraz lepiej rozumiemy motywy bohaterów. Często jesteśmy zmuszeni weryfikować zdanie na ich temat. To wszystko powoli odkrywa nam fabuła tego filmu, która nie pozwala odetchnąć przynajmniej w sferze emocjonalnych przeżyć. To widzowi nieustannie zadaje się pytanie: co o tym myślisz? jak byś postąpił w takiej sytuacji? gdzie są granice własnych poświęceń a gdzie jestem w tych wszystkim ja?
Opowieść jest zakotwiczona w środowisku zespołów muzycznych. Mamy więc rywalizację dwóch kapel Blast i Trapnes, których członkowie wpływają wzajemnie na siebie. Łączą ich dużo silniejsze więzi i zależności niż oficjalnie pokazują to światu. Ale tutaj także fabuła nie prześlizguje się nad tematem, tylko zbliża się do prawdy czyli pokazuje cenę dojścia do szczytu, cenę sławy którą trzeba ponieść by się wybić na rynku muzycznym. I jak gorzko smakuje realizacje marzeń, kiedy to komercja zaczyna rządzić a z pięknych ideałów trzeba zrezygnować.
Istotą tej historii jest właśnie zderzenie rzeczywistości z marzeniami. Jest to opowieść o tym że życie wszystko weryfikuje ale można wiele przetrwać jeśli ma się wokół siebie bliskie osoby. I to jest najpiękniejsze w tej historii i to jest siła tego anime. Nie otrzymujemy głupkowatej słodkiej cukeriady ale prawdę o świecie który nas otacza.Ponieważ wszystko się obraca wokół muzyki to do tego w bonusie dostajemy kilka naprawdę świetnych utworów, które doskonale wtapiają się w atmosferę tego anime. Temat, akcja, narracja, muzyka, postacie do niczego właściwie nie mogę się przyczepić. Jedynie do niespójnego i dość dziwnego zakończenia. Jest ono jednak podyktowane tym że historia toczy się dalej w mandze a anime jest zamknięte w ramach 47 odcinków.
Obejrzałam film, obejrzałam wersje animowaną. Ta druga zdecydowanie lepsza z jednego podstawowego powodu, było więcej czasu by lepiej poznać bohaterów. Otrzymujemy pełniejszą wersję wydarzeń co bardzo zwiększa atrakcyjność tego obrazu. Serdecznie polecam, to jedno z lepszych anime jakie do tej pory widziałam.
Recenzja filmu
poniedziałek, 13 lutego 2012
Woda dla Słoni
za filmwebem
Jacob Jankowski (Robert Pattinson) to student weterynarii, który pod wpływem dramatycznych przeżyć jest zmuszony porzucić studia tuż przez ich ukończeniem. Dzięki zbiegowi okoliczności przyłącza się do wędrownego cyrku, gdzie rozpoczyna pracę jako weterynarz. Poznaje tu piękną Marlenę (Reese Witherspoon), która ujeżdża konie i jest żoną charyzmatycznego tresera Augusta (Christoph Waltz). Zaprzyjaźnia się też ze słonicą Rosie, inteligentnym zwierzęciem o ukrytych możliwościach. "Woda dla słoni" jest historią o miłości niemożliwej, osadzoną w świecie cyrkowych spektakli w czasach Wielkiego Kryzysu lat 30tych XX wieku.
Nie chce się rozpisywać na temat tego filmu.
Obiektywnie: bardzo dobrze zrealizowany, piękne zdjęcia, dobra gra aktorska. Historia mocno przewidywalna ale bynajmniej nie nudząca
Nieobiektywnie: nienawidzę cyrku, a tym bardziej jeśli w roli głównej w tym filmie występowały zwierzęta. Dawno na żadnym filmie się tak nie męczyłam, po prostu koszmar jak katowali tam zwierzęta. Mimo że to fikcja to i tak serce mi się ściskało. Żałuje że obejrzałam ten film właśnie z tego powodu
Pozytyw: trochę polskich akcentów. Uwaga spoiler: okazało się że słoń bez przemocy wykonuje wiele poleceń ponieważ reaguje na komendy ale jakie? Komendy po polsku !!!!!!!!!! To była najpiękniejsza scena. W ogóle interakcja pomiędzy głównym bohaterem a słonicą, bardzo wzruszające.
Ja osobiście nie polecam, choć wiem że film naprawdę nie jest zły, tylko ten temat...
sobota, 11 lutego 2012
Vincent Desiderio
W dniu dzisiejszym Łukasz Radwan w DTVN prezentował niesamowitego artystę- Vincenta Desiderio. Oglądając materiał o tym malarzu zachwyciłam się jego pracami. I wcale ale to wcale nie dziwię się że jest tak popularny w USA a jego obrazy osiągają tak duże ceny. Do mnie jego przekaz, jak to się ładnie mówi, po prostu przemawia. Porusza jakieś zakamarki duszy, które w codziennej gonitwie są zatrzaśnięte, ale od czasu do czasu potrzebują takiego przewietrzenia i zachwycenia się prawdziwą sztuką.
Dzieła Desiderio to obrazy wielkoformatowe na których dominuje człowiek, jego cielesność ale przede wszystkim zamknięte są uczucia w potrzasku maźnięć pędzlem. Podoba mi się ogromnie ta fotograficzna dokładność przekazu ale i przytłumione i stonowane światło które nadaje tajemniczości każdemu tematowi.
Sam malarz opowiada o tym że na początku jego kariery wszelkie depresyjne obrazy a szczególnie te z jego synem, chorym na porażenie mózgowe, galerie nie chciały kupować. Rodzina jest jednak ważnym tematem jego malarskiej twórczości i bez tych emocji nie mógłby się tak doskonale realizować ani wznieść na taki poziom. Obecnie Desiderio jest jednym z najbardziej cenionych malarzy amerykańskich i wszystko co wyjdzie spod jego pędzla świetnie się sprzedaje.
I dwa obrazy które najbardziej mi się podobają
Proponuje obejrzeć je w powiększeniu :), robią niesamowite wrażenie.
Dzieła Desiderio to obrazy wielkoformatowe na których dominuje człowiek, jego cielesność ale przede wszystkim zamknięte są uczucia w potrzasku maźnięć pędzlem. Podoba mi się ogromnie ta fotograficzna dokładność przekazu ale i przytłumione i stonowane światło które nadaje tajemniczości każdemu tematowi.
Sam malarz opowiada o tym że na początku jego kariery wszelkie depresyjne obrazy a szczególnie te z jego synem, chorym na porażenie mózgowe, galerie nie chciały kupować. Rodzina jest jednak ważnym tematem jego malarskiej twórczości i bez tych emocji nie mógłby się tak doskonale realizować ani wznieść na taki poziom. Obecnie Desiderio jest jednym z najbardziej cenionych malarzy amerykańskich i wszystko co wyjdzie spod jego pędzla świetnie się sprzedaje.
Proponuje obejrzeć je w powiększeniu :), robią niesamowite wrażenie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















