piątek, 30 marca 2012
OST- Brave 10 ADAPTER - En otoko adeosu
Oglądam sobie Brave 10 i mam niesamowitą jazdę na ending z tego anime. Ale to nie tylko ta energetyczna muzyka ale także tekst dający energię. To pieśń dla mnie i o mnie, bez dwóch zdań. A cleo była tak dobra i przetłumaczyła En otoko adeosu, za co jeszcze raz - wielkie dzięki. Przyznam że robi na mnie wrażenie użycia tego tradycyjnego instrumentu japońskiego, chyba to kokyu? W każdym bądź razie całość posiada moc.
czwartek, 29 marca 2012
Drunken to Love You (Pijana miłość)
Oglądanie tej dramy odrobinę przypomina właśnie upojenie alkoholowe. Na początku jest fajnie i zbiegiem odcinków coraz zabawniej i ciekawie, potem już właściwie zatracono kontrolę nad tym o czym właściwie jest ten serial i poleciało z górki, a lądowanie było z lekkim niesmakiem. Ale nie mam kaca, tutaj pragnę uprzedzić. Ta drama ma taki sam problem jak wiele innych. Jest bardzo nie równa i za długa, a jak się nie ma pomysłu czym ten przydługi czas wypełnić, efekt jest co najmniej taki sobie.
Zawrzeć związek małżeński można w różnych okolicznościach. Lin Xiao Ru i Song Jie Xiu zrobili to naprawdę w niestandardowy sposób, byli mocno ale to mocno wstawieni. Na tyle zamroczeni alkoholem że kompletnie nie wiedzieli co robią. Niemożliwe? Jak widać na Taiwanie bardzo możliwe bo tylko urzędnik w obecności dwóch świadków decyduje czy wystawi dokumenty o ślubie. O gdybyż jeszcze ta para w ogóle się znała? Ale nie. Widzieli się parę godzin wcześniej a potem los ich zjednoczył nad kieliszkiem. Xia Ru wylewała smutki po utracie swego narzeczonego, który w bezczelny sposób się z nią rozstał. Jie Xiu topił w alkoholu swoją rozpacz po odrzuceniu oświadczyn. Jak najbardziej dobre powody żeby się upić, tylko konsekwencje tej jednej wesołej popijawy były długofalowe. Gdy młoda para odzyskała świadomość, ona leżała w szpitalu a on dostawał nieustające gratulacje na nowej drodze życia.
Odrobinę czasu zajęło odtwarzanie zdarzeń, chwilowe przerażenie a potem, szybka decyzja o rozwodzie. Tych dwoje właściwie totalnie się znienawidziło, obwiniając drugą stronę o ten niecny czyn. Ale na pomoc przyszła niedoszła żona Song Jie Xiu. Ai Wei, która także oprzytomniała na drugi dzień i stwierdziła że ogromnie kocha tego faceta którego oświadczyny odrzuciła. Tylko ma w tej chwili mały problem, jako aktorka rozpoczynająca właśnie swoją karierę nie może się wiązać, ba żeby utrzymać pozory przyjaźni z Jie Xiu, najlepiej jakby ten na razie się nie rozwodził. Dodatkowo dla wzmocnienia przywiązania, Lin Xiao Ru zaproponowano pieniądze, aby przez 3 miesiące poudawała kochającą małżonkę, co przypieczętowano kontraktem. Nie ma jak jedna wielka rodzina. Kontrakt, On i ich dwie. Prawie sielanka , gdyby nie to że małżonkowie jednak za bardzo zaczęli wczuwać się w swoje role.
Śledzenie rodzącego się uczucia i prób rozstania się emocjonalnego z byłymi partnerami to było to co ta drama miała najlepszego do zaoferowania. Pierwsze kilka odcinków oglądałam z wielkim zainteresowaniem, zgrabnie a przede wszystkim ciekawie prowadzona fabuła i wzbudzający sympatie bohaterowie. W miarę upływu czasu robiło się coraz nudniej i coraz bardziej absurdalnie. Trzeba uprzedzić że ta drama ma momentami taki klimat animowy, gagów i zabawnych sytuacji. Czasami jest śmiesznie, częściej w mojej ocenie jednak nie, do mnie nie trafili z tym poczuciem humoru. Za to jak najbardziej przekonał mnie początek tego uczucia. Te wszystkie nieuświadomione reakcje. Miło było szczególnie patrzeć na miotającego się ze swoimi emocjami Jie Xiu, a przede wszystkim jak się wspinał na wyżyny w tym aby zdobyć serce ukochanej.
Miałam kilka przeżyć natury osobistej związanych z oglądaniem tej produkcji. Nie wiem dlaczego ale imię Ai Wei za każdym razem kiedy było wypowiadane, budziło we mnie jakieś przyjemne skojarzenia. Chyba w poprzednim wcieleniu tak się nie nazywałam. Może? :D Drugie to totalny sprzeciw mojej percepcji na oglądanie w azjatyckiej dramie, aktorów o rysach zbliżonych do rasy kaukaskiej czyli naszej. Chyba mi się na tyle pogorszyło z Azją że nie toleruje już takich europejskich typowo rysów. Denerwowało mnie to niesamowicie i sama była zdziwiona swoją reakcją a dwoje głównych aktorów, właśnie ten typ urody przedstawiało: Tiffany Xu grająca Ai Wei i Tom Price Jestem obiektywna byli piękni obydwoje ale nie do azjatyckiej dramy.
Zapewne nie padło by w ogóle na wybór tego tytułu gdyby nie główny sprawca Zhang Xiao Quan vel Joseph Chang, którego już miałam przyjemność oglądać w Eternity Summer. To prawda że może nie mdleje w obszarze jego przystojności ale facet ma to coś w sobie, co "jednakowóż" zwiększa jego atrakcyjność męską. Zdecydowanie u mnie jest w stanie zawładnąć całym ekranem gdy się pojawia. Niczego złego nie mogę napisać na główną aktorkę Yang Cheng Lin , śliczna i dobrze sobie radząca z rolą, jak najbardziej trafnie dobrana. Zresztą cała obsada dobrze obsadzona, wszyscy byli na swoim miejscu. Gorzej że scenariusz który nie udźwignął tego tematu.
Podczas oglądania tej dramy po raz kolejny przeżywałam zachwyt nad tym jak to w tych azjatyckich filmach zawsze zmierza akcja do szczęśliwego rozliczenia z wrogami. I tutaj każdy nieprzyjaciel i znienawidzona osoba po pewnym czasie stawała się przyjacielem. Co za cudowne podejście do życia, nie dość że nie niszczyć, nie unikać to jeszcze znaleźć wspólną płaszczyznę. Ta drama zdecydowanie brylowała w tych punktach.
Miała też małe smaczki, które wprawiły mnie w rozbawienie. Tekst pt " Nie zachowuj się jak w dramie koreańskiej" uważam że jeden z lepszych. Podobnie jak " Jestem twoim byłym mężem, obecnym chłopakiem i przyszłym mężem, więc chyba mi wolno". No ale to nie wystarcza abym wpadła w jakiś zachwyt nad "Drunken to love you". Moim zdaniem spokojnie można się skusić na pierwsze 7-8 odcinków, dalej na własną odpowiedzialność.
3 sezon Junjo Romantica
Otwieram sobie dzisiaj rano komputerek i pierwsza wiadomość jaka we mnie uderza, że tajemniczym anime o którym się mówiło już od 6 miesięcy, które ma być realizowany w temacie yaoi,jest właśnie 3 sezon Junjo Romantica! Materiał na następną część jest, bo manga Shungiku Nakamury opowiada dalsze losy chłopaków. Pisałam już wcześniej że to chyba największy klasyk obecnie wśród wszystkich produkcji animowanego yaoi, obowiązkowy dla miłośników tematu. Ma więc rzesze fanów, ale myślę ze nie tylko tych którzy akurat siedzą mocno w tych klimatach. Czekam aż studio DEEN oficjalnie potwierdzi tą informację, jeśli tak to zapewne zacznie się zbiorowe szaleństwo w którym zamierzam uczestniczyć.
O niebiosa niech to będzie prawda. Niech to nie będzie plotka, bo niepotrzebnie się wszyscy nakręcimy.
Oficialna strona tego anime
środa, 28 marca 2012
ALi
Dowiedziałam się o niej od Cleo i naprawdę dziewczyna zrobiła na mnie wrażenie. Zazwyczaj nie słucham damskich wokali, tylko te które gdzieś tam mają w sobie tą czarnoskórą barwę która mnie porusza. Dlatego jestem mile zaskoczona tym co prezentuje ALi. Album SoulRi od kilku dni u mnie na topie :)
Ulubione :D
Crazy Night
The First Greeting
Na Young
niedziela, 25 marca 2012
Girl x Girl
Bawiłam się nawet nieźle. Obawiam się że jednak nie w tych punktach w których zakładali twórcy tego filmu . Mogę się jednak mylić i zabieg być może był celowy. W każdym bądź razie próbowałam znowu obejrzeć jakąś szkolną historię
Właściwie opowieści w mundurkowo-szkolnym nastroju mnie już mało zajmują. Ta jednak sprawia wrażenie interesującej. Bo jakże nie zatrzymać się chociaż na chwilę nad historią Yun-mi, pięknej prymuski która właśnie traci swoje pierwszeństwo w klasie. Przybywa jakiś robokop naukowy, ciągle rechoczący i wszystko wiedzący, zrzucając z piedestału tą która całe życie pracowała na swoją pozycję liderki. Załamanej Yun-mi przybywa następny problem pod postacią Ki-chan'a. Chłopak na swoje nieszczęście wpada w oko Se-ri, liderki miejscowej "bandy" 7 księżniczek. Przyciśnięty, a raczej znokautowany przez nią nieopacznie puszcza słówko o tym że mu się podoba ta okularnica i kujon Yun-mi. Herszt bandy, zaznaczam jeszcze raz 7 księżniczek, postanawia jednak zniszczyć rywalkę do serca boskiego Ki-chana. Plan jest prosty, zrobić z niej tą złą i zdeprawowaną, by wydała się odpychająca dla chłopaka. W tym celu trzeba się z nią zaprzyjaźnić i podstępnie sprowadzić z uczciwej drogi. I tak z grzecznej, miłej i skromnej dziewczyny,pod okiem Se-ri, powstaje nowy lepszy model, który zaczyna przerastać swoją nauczycielkę . Dla przeciwwagi sama Se-ri jakby więcej uwagi zaczyna poświęcać nauce.
Właściwie opisując fabułę, lepiej się bawiłam niż oglądając ją. Ale ja nie o tym. Ja chciałam tylko zaznaczyć że ujrzałam świat alternatywny. Świat w której rządzą licealistki. Chodzące z pałkami bejsbolowymi, tworzące bandy, wyzywające się na ustawki. No i przede wszystkim licealistki których boją się wszyscy, nie tylko rówieśnicy ale nawet nauczyciele. A jak mocniej tupną to i nawet zdrowi i w pełni siły mężczyźni. Nie wspominając o kolegach ze szkoły którzy po prostu już na sam widok zaczynają się trząść. I to naprawdę mnie wprawiało w takie rozbawienie, że wszelkie niedostatki scenariusza czy gry nie miały aż takiego znaczenia. Tym bardziej, że Yun-mi odnalazła się z drobnymi kłopotami w tym świecie, a przede wszystkim zdobyła przyjaciółkę. Bo dziewczyny naprawdę połączyła wieź a tam gdzieś właściwie w oddali przez chwilę tylko majaczył Ki-chan, pierwotna przyczyna wszystkiego.
Naprawdę nie umiem ocenić czy ten film przedstawia jakieś szczególne wartości natury szkolnych problemów. Zapewne tak jest, bo się one w wykrzywionym dość zwierciadle przewijają. Z całą pewnością jest ona dla osób które chcą zobaczyć świat rządzony przez kobiety agresywne, nie cofające się przed niczym, bezczelne które kontrolują sytuację i przede wszystkim którym wydaje się ze wszystko można załatwić siłą. Biorąc pod uwagę pozycję niewiast w Korei, jest to naprawdę komediowe podejście do sprawy. Chyba że właśnie tak teraz wygląda sytuacja w liceach koreańskich. U nas przecież także wiele się pod tym względem zmieniło i dziewczyny w polskich szkołach są niejednokrotnie bardziej agresywne od chłopców.
Ryu Han-Bin
A już myślałam że koreańska scena muzyczna nie jest mnie w stanie zadziwić. O jakże byłam naiwna w tej materii. Ryu Han-Bin z pewnością to sprawił że jestem jednak w lekkim szoku. A właściwie jest on wywołany tym kontrastem pomiędzy muzyką klasyczną a jego image. Sam wygląd, szczerze pisząc to nie moja bajka bo styl Mansona czy Grace Jones, nie bardzo preferuje. Jestem jednak bardzo tolerancyjna i uważam że artysta powinien się wyrażać w sposób jaki tylko chce.
Jeśli wyłączę wizję i moja koncentracja nie jest rozpraszana przez obraz,słuchając tylko audio w tym koncercie, zaczynam doceniać jak utalentowany jest to muzyk. Choć przyznaje że ja mam konserwatywne lekko podejście do klasycznych utworów, to to wykonanie mimo wszystko mi się podoba. Jest tak niepokorne jak sam skrzypek. I już mnie kompletnie nie interesuje jak wygląda, jak się zachowuje czym jeszcze jest w stanie zaszokować. Geniuszom po prostu wolno więcej.
Ryu Han-Bin, zadziwił mnie także tym że sobie , uppppps zostawił skrzypce Giovanni Francesco Pressenda warte ponad 500 tyś dolarów w taksówce. Na szczęście instrument został odzyskany :)
Uwielbiam zakręconych ludzi, nie wiem co prawda czy aż tak jak Ryu Han-Bin. On naprawdę przekracza pewne granice w wyrażaniu swojej indywidualności. Zastanawiam się tylko, mając świadomość jakiej presji są poddawane azjatyckie dzieci w kwestii np. ćwiczeń na instrumentach, czy to nie jest jakiś sposób odreagowania tego stresu z okresu dzieciństwa. Poczucie wolności i własnej wartości dało wybuchową mieszankę :) Mam tylko nadzieje, że artystycznie będzie się nadal rozwijał. Scenicznie już chyba nie musi.
sobota, 24 marca 2012
Schumann, Shubert, Ravel
W minioną środę byłam na recitalu na skrzypce i fortepian. Trzej kompozytorzy, trzy różne wariacje na te dwa instrumenty. W tej rywalizacji zdecydowanie u mnie wygrywa Schumann.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















