Ogromnie się cieszę że zaczął się nowy sezon. Wreszcie nareszcie zawody w Oestersund. Wczoraj było nawet interesująco. Norwegowie daleko, prawdopodobnie jeszcze bez formy, za to Martin Fourcade wymiótł wszystkich i w biegu indywidualnym zdobył nie tylko pierwsze miejsce ale także założył żółty trykot klasyfikacji generalnej. To bardzo dobry początek dla Martina i nie ukrywam że fajnie by było jakby namieszał w tym norweskim towarzystwie.
Tomasz Sikora, naprawdę nieźle. Strzelecko super 19 na 20 strzałów, biegowo jeszcze forma nie najlepsza. Najważniejsze że w ogóle startuje, przynajmniej mamy czym się podniecać
Martin Fourcade
czwartek, 1 grudnia 2011
środa, 30 listopada 2011
Postman to Heaven
Listy do osób które odeszły. Piękny sposób komunikowania się ze zmarłymi. Czasami lepiej coś przelać na papier, to pomaga, to koi duszę gdy można napisać co się czuje. Ale czy te słowa rzeczywiście trafiają do adresatów? Każdy kto wrzuca list do zagubionej skrzynki gdzieś pośród bezkresnego pola, żyje nadzieją że właśnie tak jest.
Jo Ha Na (Han Hyo Joo) rozpacza po utracie ukochanego, odwiedza często skrzynkę by wrzucić kolejne pełne bólu słowa. Któregoś dnia spotyka w tym miejscu chłopaka, który wybiera listy i zaczyna je czytać. Dziewczyna jest oburzona że ktoś narusza ten intymny dialog. Chłopak jednak zaczyna opowiadać dziwne rzeczy; o tym że to jego praca, że przekazuje listy do nieba, że nie jest człowiekiem a duchem i że Jo Ha Na używa za dużo złych słów w swoich listach do swego ukochanego. Dziewczyna oczywiście nie wierzy w ani jedno słowo, tym bardziej że po chwili dostaje propozycję pracy- pomocy przy tej "niebiańskiej" korespondencji. Łamie się na szczęście nie za długo, by przekonać się do czego służą informacje zawarte w listach. To wskazówki jak pomóc tym co żyją, tym co pozostali i cierpią. I całym sercem angażuje się w zadania dla niebiańskiego posłańca.
To piękna baśniowa opowieść, o utracie najbliższych, o pamięci o nich, ale przede wszystkim jak żyć tu i teraz po bolesnej stracie. Wspomnienia i życie przeszłością jest ważne ale nie mogą stać się istotą istnienia. I że musimy sobie zasłużyć aby ktoś za nami tęsknił gdy odejdziemy.
Uwielbiam takie metafizyczne filmy, tym bardziej gdy wszystko mi pasuje, historia, aktorzy, tło muzyczne oraz zdjęcia. Do tych rzeczy będę wzdychać, bo pokochałam je. Mam świadomość pewnych niedoskonałości w fabule, ale nie przeszkadza mi to. Liczy się tylko ta kompozycja z pięknymi plenerami, magicznymi zdjęciami. To przepiękna opowieść o miłości na wielu poziomach. Jej emocjonalny wymiar i przekaz. OST już sobie słucham i powiem szczerze że nawet bez obrazu robi na mnie wrażenie a w filmie po prostu doskonale go dopełnia.
No i Hero Jaejoong który wcielił się w niebiańskiego posłańca. Po prostu idealny do tej roli. Ogromnie mi się podobało to wycofanie, minimalistyczna gra w jego wykonaniu. Był zawieszony mentalnie gdzieś pomiędzy niebem a ziemią i o to przecież chodziło. I jeszcze jakby tego było mało, to odkryłam ze to on śpiewa "For you it's goodbye, For me it's waiting " http://youtu.be/lupxATUYf_o w Sungkyunkwan Scandal.
Co tu dużo pisać od wczoraj stałam się fanką tej dramy. Polecam wszystkim którzy kochają takie nierealne a przepiękne historie.
wtorek, 29 listopada 2011
Miłość o smaku orientu /Ramen Girl
Amerykanka przyjeżdża za chłopakiem do Japonii. Szybko się przekonuje że związek na odległość dawno przestał istnieć i może liczyć tylko na siebie. W obcym kraju, załamana rozstaniem, trafia do małego baru gdzie kompletnie się rozkleja, szlochając opowiada o swoich nieszczęściach nic nie rozumiejącej obsłudze. Nie jest to jednak zwykły bar a miejsce serwujące ramen czyli tradycyjną potrawę japońską. Dziewczyna knajpkę odwiedza coraz częściej i postanawia nauczyć się przygotowywania tego dania. Jej determinacja w tej kwestii jest ogromna, ani rola sprzątaczki, ani chłodne traktowanie nie zniechęcają ją by swój cel osiągnąć.
Może co mi się nie podobało. Jednak takie amerykańskie podejście do tematu. Choć udało się moim zdaniem trochę przemycić azjatyckiego ducha. Ogólnie, jak zwykle, amerykanie radzą sobie wszędzie i zawsze będzie dobrze.;) Takie przesłanie.
Świetnie za to w tym filmie był przedstawiony kontrast kulturowy. Trochę uparta przemądrzała dziewczyna i mocno zakorzeniona tradycja. Trzeba się nagiąć, trzeba zajrzeć w siebie gdzieś głębiej żeby stać się mistrzem gotowania ramen. To nie zwykłe dodawanie składników ale i swoich emocji. A także przykład na to że zawsze i wszędzie ludzie potrafią się porozumieć mimo różnic mentalnych czy bariery językowej. Potrzebna jest tylko dobra wola, tylko tyle i aż tyle.
Bardzo przyjemny film na długie zimowe wieczory w sam raz. Do polecenia znajomym którzy może by chcieli coś więcej się dowiedzieć o Japonii a dram nie można im jeszcze polecić, nie dojrzeli do tego :P Amerykańską wersje ramen z pewnością łykną.
P.S Tak naprawdę to chyba nie dowiedziałam się jak się robi ramen. Raczej uzyskałam więcej informacji o kulturze tego dania i jaką estymą darzą ją Japończycy
Circlesquare - 7 Minutes
No i tak jakoś.Nie dość że ta piosenka której oczywiście nie pamiętam z queerków, to jeszcze to zdjęcie. hmmm utwór nie chce się odczepić.
To moja obecna decyzja nie mam czasu i nie będę znowu ich oglądać. Ale to zdjęcie... Jest ciężko nie powiem. Dlaczegóż ja trafiłam na ten utwór na YT?
To moja obecna decyzja nie mam czasu i nie będę znowu ich oglądać. Ale to zdjęcie... Jest ciężko nie powiem. Dlaczegóż ja trafiłam na ten utwór na YT?
poniedziałek, 28 listopada 2011
Starry Starry Night
Z całą pewnością był to jeden z piękniejszych filmów jakie ostatnio widziałam. Produkcja taiwańska z 2011 roku po prostu zachwyca. Ale nie jest to zachwyt prosty, ot ładny wizualnie film. To jest ten rodzaj sztuki który dotyka na wielu poziomach, obrazu, dźwięku oraz duszy. Zaczynam mieć podejrzenia i to coraz bardziej uzasadnione że tak pięknie i z wyczuciem o uczuciach opowiadają tylko Tajwańczycy.
Historia podąża za 12 letnią Mei, która mieszka wraz z rodzicami w mieście. Serce jej zostało gdzie indziej, w chatce w górach gdzie żyje jej ukochany dziadek. Dom Mei jest na wskroś sterylnym miejscem w którym ojciec i matka bardziej są zajęci swoimi problemami w związku, niż tęsknotą córki za życiem w górach. Wrażliwa dziewczynka zamyka się w swoim świecie, marzeń, obrazów i puzzli. Nie sprawiająca kłopotów w szkole, grzeczna i ułożona w domu. W jej życiu pojawia się ktoś jeszcze, nowy uczeń Jay Chou. Droga do zaufania nowego kolegi nie jest prosta ale Mei udowadnia, że może walczyć o prawdziwą przyjaźń.
Wydawałoby się że fabuła to banał, ale jakże pięknie opowiedziany? Z niezwykłą delikatnością przedstawiona pierwsza miłość, ten okres zawieszania pomiędzy dorosłością a światem dziecięcych marzeń i wyobrażeń. W naturalny sposób wkraczają odrealnione wizje, które są równie istotne jak świat rzeczywisty który otacza bohaterów. Autorzy filmu cały czas prowadzą dialog z widzem: " Czy pamiętasz ten czas, kiedy maskotka była czymś więcej niż bezużyteczną zabawką na półce?", " Czy pamiętasz ucieczki w inne światy gdy było Ci naprawdę źle?". Metafory i symbole- jest ich wiele, nie przytłaczają ale tworzą cudowny magiczny klimat. Jedną z nich jest układanie puzli. Tych małych elementów które tylko w idealnym porządku tworzą piękną kompozycję. Tak jest przecież z nami, że ciągle układamy od nowa puzzle naszego życia i tak jak Mei często gubimy gdzieś niektóre elementy a obraz jest ciągle niedoskonały. Czasami pojawia się jednak osoba która wskazuje nam gdzie mamy szukać tego czego nam brakuje.
W tym filmie pojawiło się to co lubię najbardziej, odwołania do sztuki a konkretnie do malarstwa. To kolejny film po Snach Kurosawy, kiedy mogę otoczyć się wizualnie obrazami, i znowu jednym z ważniejszych motywów są dzieła Van Gogha. To malowanie obrazem filmowym tutaj osiągnęło niezwykły artystyczny poziom. Poetycka narracja, baśniowa sceneria, oraz mistrzostwo w kreowaniu emocji to wszystko sprawia że pokochałam ten przepiękny film.
Full House
Napiszę szczerze, nareszcie przebrnęłam. Do tej pory nie rozumiem skoro tak mnie już pod koniec nudziło dlaczego nie przestałam oglądać? Chyba miałam nieustającą nadzieję że jednak coś mnie zaskoczy, jakaś scenka złapie za serce. Chyba niczego takiego jednak nie doświadczyłam. A tak dobrze się zapowiadało.
Han Ji Eun straciła wszystko. Została w perfidny sposób oszukana przez przyjaciół, którzy poczuli nieodpartą potrzebę powiększenia swojego majątku kosztem swojej znajomej. Tak więc biedna Han Ji Eun, sierotka nadmieniam, została bez domu i pieniędzy za to z długami. Postanawia jednak walczyć o swój piękny dom z którym jest emocjonalnie mocno związana. Sprawa tym bardziej trudna bo trafia on w ręce bogatego przemądrzałego aktora Lee Young Jae. Okazuje się jednak, że znajduje się wyjście z tej sytuacji. Półroczny kontrakt małżeński z aktorem w zamian za odzyskanie domu.
Wymarzony grunt do tego by wygenerować nieustające życiowe komplikacje, małżeństwo i wspólne mieszkanie dwóch prawie sobie obcych osób. Początek dramy był obiecujący i właściwie co do samego pomysłu nie zmieniam zdania. Niestety film byłby o wiele lepszy gdyby miał 6 odcinków a nie 16. W połowie filmu i pod koniec na pęczki nudnych nic nie wnoszących scen. Nawet śmieszne początkowo kłótnie obydwojga bohaterów, powoli trąciły nudą. Dodatkowo drażniły mnie niesamowicie usta Song Hye Kyo grającej Ji Eun. Jakoś źle zrobione były, po prostu obrzydliwie-niesmaczne.
Co do panów, hmm nie padłam na kolana z powodu Bi, za to Kim Sung Soo i owszem i owszem.
Nawet nie chce mi się za bardzo pisać o tej dramie, odhaczona i tyle. Ciekawa jestem jak wyjdzie nowy sequel zapowiadany na marzec 2012. Aż z ciekawości zajrzę czy ponownie zepsują ten wątek czy jednak będzie miłe zaskoczenie.
P.S Jedno jednak muszę podkreślić. Operator ma u mnie duży plus, te kadry z odbiciami, mniam. Zauważyłam obsesję u Pana i bardzo mi się ona podobała
Tekst piosenki Перепетый Чайф (из к/ф "Стиляги") - Шаляй-Валяй
Перепетый Чайф (из к/ф "Стиляги") - Шаляй-Валяй
Не гони нас, дядя, из подъезда.
Мы не будем больше громко петь.
Мы не будем больше пить, материться и курить.
Ну а если вдруг захочешь сам, лучше нас не приглашай.
Мы прощаемся сегодня с ним.
Я думал, у нас в запасе
еще как минимум лет пять.
Я был просто уверен, что у нас хватит время
попить пива и поболтать.
Но вот я вижу твою спину с трафаретом «Не скучай»,
Стой, задержись, хотя б на день,
Шаляй-валяй!
До свиданья, милый друг
Шаляй-валяй
Ты уходишь как-то вдруг
Шаляй-валяй
Ты уходишь не простившись, ты уходишь невзначай,
Так до свиданья, милый друг,
Шаляй-валяй!
Ты знаешь, ведь все неплохо,
Этот стиль побеждает страх.
Эта дивная, злая, смешная эпоха
Нас с тобою не стерла в прах.
Давай запомним эти лица и у пластинки острый край…
И пусть хранит всех нас любовь.
Шаляй-валяй…
До свиданья, милый друг
Шаляй-валяй
Ты уходишь как-то вдруг
Шаляй-валяй
Ты уходишь не простившись, ты уходишь невзначай,
Так до свиданья, милый друг,
Шаляй-валяй!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














