wtorek, 22 maja 2012

Leessang ft. Ali "I'm Not Laughing"

Anulak znalazła tę piosenkę a ja w nią totalnie wpadłam :) Leessang którzy współpracują z Drunken Tiger i tutaj w tym utworze z ALi. Nie dziwne więc, że te klimaty mnie pochłonęły tak mocno.
Piosenka jak i teledysk po prostu świetne.

Going Crazy Waiting / The Longest 24 Months


Dwa lata w wojsku wydają się ogromnie długim okresem i prawie nie do wytrzymania dla młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają układać sobie życie. Wyrwani z dotychczasowego środowiska, muszą się nauczyć funkcjonować pod rygorem, w nowym otoczeniu, wśród obcych sobie ludzi. A armia to nie wakacje, a tym bardziej służba wojskowa w Korei. Nie o tym jednak jest ten film a o relacjach uczuciowych które są wystawione na próbę żołnierskiego czasu.

To historia czterech żołnierzy którzy trafili do wojska w tym samym czasie. Każdy z nich był zaangażowany uczuciowo, każdy wierzył że jego związek przetrwa. Tym bardziej, że najbardziej rozpaczały dziewczyny z powodu ich odejścia. Rzeczywistość jednak powoli te relacje weryfikowała a czym bardziej uwięzieni w wojsku faceci potrzebowali jasnych sygnałów o zaangażowaniu, tym bardziej komplikowały się poszczególne sytuacje

Min-cheol to gitarzysta w zespole rockowym. Jest mocno zauroczony enigmatyczną wokalistką, która właściwie nie deklaruje żadnego zainteresowania nim, co mu nie przeszkadza wzdychać do swej muzy. Jest jednak inna dziewczyna w zespole Bo-ram, która od lat kocha się w swym koledze z kapeli. I kiedy chłopak trafia do wojska próbuje wykorzystać ten czas na to by go zdobyć. On jednak udaje że jej wysiłków nie zauważa.

Z kolei Hyo-jeong zostawia dużo młodszą narzeczoną w swoim mieszkaniu.Pewny całkowicie jej uczuć bo dziewczyna rozpacza ogromnie, że muszą się rozstać na tak długi czas. Ale właściwie łzy wysychają na granicy bazy wojskowej. Po jej przekroczeniu na pierwszej imprezie podrywa kolejnego chłopaka. I gołąbeczki sobie gruchają w mieszkaniu niczego nie świadomego Hyo-jeong'a

Łamacz niewieścich serc Won-jae (Jang Geun Suk) chce by jego dziewczyna wyszła za niego za mąż jeszcze przed wojskiem. Ona się waha i zastanawia, jest dużo starsza od chłopaka i tak naprawdę niepewna jego uczuć. Jej odkrycie kolekcji obrączek Won-jae po przednich związkach komplikują ich relacje. Zaczynają się wzajemne oskarżenia o brak zaangażowania z obu stron. Czas długich miesięcy bez kontaktu nie ułatwia uporządkowaniu spraw pomiędzy tym dwojgiem.

Student Eun-sok kocha się w wzajemnością w koleżance ze studiów. Szczęśliwy i pewny swojej przyszłości rusza do wojska wiedząc że dziewczyna z pewnością będzie na niego czekać. Dla pewności oddaje ją pod opiekę swego przyjaciela. Jak się łatwo domyśleć zbyt intensywne kontakty przyjaciela i dziewczyny wykraczają z czasem poza towarzyską płaszczyznę.

Z perspektywy ciężkiej służby, wszystko przeżywa się intensywniej, a każde niepowodzenie i brak poczucia stabilności na zewnątrz budzi ogromne frustracje. A w wieku dwudziestu paru lat 24 miesiące wydają się wiecznością. I dla twórców tego filmu ta wieczność jest nie do przebrnięcia dla dziewczyn. To mężczyźni właściwie są tymi poszkodowanymi, którzy nie dość że muszą służyć ojczyźnie to jeszcze za nic szacunku dla ich poświęcenia nie przejawiają partnerki. Oczywiście nie jest to przedstawione w prosty i płytki sposób ale między wierszami można tak właśnie odebrać ten film.
Oglądało mi się go jednak bardzo dobrze, uprzedzam że nie tylko z powodu obecności Sukkiego, którego na moje szczęście było mało, ale był był i to wystarczyło. :) Przyjemność z śledzenia losów tych młodych ludzi tkwiła w tym, że nie przesadzono z melodramatyzmem. Obraz porusza niewątpliwie ważne kwestie, ale nie popada w tony martyrologii. Mnie najbardziej poruszyła historia gitarzysty i dziewczyny z jego zespołu. Emocjonalnie najbardziej trafiająca we mnie jako w widza. Pozostałe historie są nie mniej ciekawe stawiające trudne pytania i prawdziwe dylematy przed bohaterami. Jeśli ktoś jest zainteresowany jak się poukładają losy chłopaków zachęcam do zarezerwowania sobie 108 minut. To naprawdę niewiele a film wart tego by mu ten czas poświęcić.

Moja ocena 7,5/10

poniedziałek, 21 maja 2012

Lie to me


Kłamstwo jako droga ku szczęściu. Tak przewrotnie można by opisać fabułę tej dramy. Oczywiście, nie jest aż tak różowo bo za nie mówienie prawdy i tutaj zostaje wymierzona odpowiednia kara, ale w ogólnym rozrachunku ten popełniony błąd przynosi jak najbardziej satysfakcjonujący finał.


Oficer, jak to dumnie brzmi, a bardziej po naszemu urzędniczka państwowa departamentu kultury i turystyki Go Ah Jung (Yoon Eun Hye) jest dziewczyną która wszystko bierze na żywioł. Właściwie zastana sytuacja wymusza na niej reakcje, nie zawsze do końca przemyślane co się odbija na jej życiu osobistym i zawodowym. Tak też się stało gdy spotyka swoją byłą przyjaciółkę Yoo So Ran, która jest szczęśliwą żoną jej wielkiej miłości z przeszłości. Ah Jung desperacko pragnie wywrzeć wrażenie, więc serwuje koleżance informacje, że ona także wstąpiła w związek małżeńskie nie z kim innym a Hyun Gi Jun (Kang Ji Hwan ) prezesem ogromnej sieci ekskluzywnych hoteli. Do tego kłamstwa zainspirowała ją notka w kolorowym czasopiśmie na temat właśnie tego Pana. Efekt został osiągnięty koleżanka i jej mąż przeżyli szok i natychmiast podzielili się tą szczęśliwą informacją z połową miasta. Plotka nabiera rozpędu a dziewczyna aby ją urzeczywistnić brnie w swych imaginacjach dalej, ale w pewnym momencie zaczyna brakować głównego obiektu. Jak się okazuje przeznaczenie już tych dwoje wcześniej zetknęło ze sobą, ale bynajmniej nie było to zbyt romantyczne spotkanie. Ona pijana, co tu dużo pisać w trupa i on wściekły na brata.


I tu tradycyjnie następuje cała masa sytuacji, gagów oraz pomyłek zmierzających do jednego celu, uczuciowego zaangażowania. Ta panna wykazała się nadzwyczajnymi umiejętnościami. Przekonała Pana Prezesa aby zaczął uczestniczyć w tej całej szopce pt. fałszywe małżeństwo. Dodatkowo jeszcze brat "męża" pomagał mocno w kreowanie całego przedsięwzięcia. Czyli "szwagier" był zaangażowany ale nie tylko w obszarze uwiarygodnienia tego kłamstwa. Ona jedna a ich dwóch, bynajmniej mnie jako widza to nie martwiło. A poza tym Prezes najpierw zły a potem coraz bardziej zauroczony panią oficer.


Świetnie oglądało się tą historię, ale napiszę szczerze do pewnego momentu. A tym przełomowym wydarzeniem było przejście dramy z komediowej w typowo romantyczną. Dopóki główna bohaterka, nie była tak mocno zaangażowana uczuciowo z prawdziwą przyjemnością śledziłam jej wysiłki aby utrzymać w tajemnicy to kłamstwo. Potem była już trochę taka bezwolna, mocno niezdecydowana, bujająca w obłokach, no niby wszystko się zgadza, problem że drama jakby straciła na tempie. Inaczej było z panem Prezesem. Lepsze wrażenie, oj naprawdę dużooo lepsze robił w tej romantycznej płaszczyźnie.
Muszę także jeszcze do jednego aspektu psychologicznego powrócić. Tutaj w sumie nie ma jasnego przekazu odnośnie kłamstwa, ale jakby to nie jest bajeczka umoralniająca, nie taki jej cel. Bardziej ciekawe jest to jak można daleko zajść na nienawiści a raczej ambicji żeby komuś coś udowodnić. Tu przez połowę historii głównym motorem napędowym była chęć pokazania swojej byłej przyjaciółce, jestem w innym lepszym punkcie niż ty. Ale to co kocham w dramach jest to, że pomimo tej zawiści, nienawiści obydwu pań, jednak przyjaźniły się i w konsekwencji tak naprawdę dbały o siebie. U nas prawie nie do pomyślenia.


Po raz kolejny z perspektywy muszę spojrzeć na pewnego aktora. Brata pana Prezesa grał w "Lie to me" Sung Joon, którego widziałam nie tak dawno w Shut Up: Flower Boy Band. Przyznaje,ze ta drama nie dawała aż takiego pola aktorskiego, bo po tej roli pewnie bym go nie zauważyła, dlatego tym bardziej doceniam to co zrobił w Shut Up. Tamta rola jest naprawdę wyróżniająca się.
Główna amant serii:). Nie będę przeczyć że Kang Ji Hwan mocno łapie za oko i nie tylko, za serducho także. Doskonale się sprawdzał w tych ekscytujących romantycznych scenach, ale czułam także momentami pewien brak swobody.
Za to cieszę się że Yoon Eun Hye, która grała tutaj główną rolę, otrzymała postać dość zwyczajnej, zakręconej dziewczyny. Takie bohaterki najwyraźniej bardziej jej pasują i mnie bardziej cieszą w jej interpretacji. Nie wiem dlaczego ale w momencie kiedy próbuje być damą, wydaje się trochę nieautentyczna, kiedy gra dziewczynę z sąsiedztwa to jest po prostu to. Cała ona.


"Lie to me" ma jedną ogromną zaletę, mnóstwo pięknych i romantycznych scen, czasami może nawet ciut przesadzonych. Cudowne sytuacje wygenerowane specjalnie dla nas kobiet, by wzdychać ach "jaki z niego książę". Ma także Yoon Eun Hye, której nigdy dość w takich rolach. Poza tym to był kolejny tytuł, który mnie widza z dalekiej Polski utwierdził w tym, że najpiękniejsze miejsce jeśli nie na świecie to na pewno w Korei to wyspa Jeju. Kuszenie w tym aspekcie trwa przez wszystkie produkcję i jestem pewna, już mnie zaprogramowali, że jeśli już w tamtym rejonie się człowiek znajdzie, musi koniecznie pojechać na tą wyspę wiecznej szczęśliwości. Piękne kadry, niezła muzyka, dobrze kończąca się historia, nie pozostaje nic innego jak tylko zachęcić fanki takiej stylistyki do sięgnięcia po tą dramę.

Moja ocena 7/10

środa, 16 maja 2012

Kazik na żywo "Polska jest ważna"

Mistrz , po prostu mistrz.

A ktoś twierdzi, że się kończy. Ja nie widzę, ja nie słyszę.

wtorek, 15 maja 2012

"W Korei" Anna Sawińska


Na polskim rynku wydawniczym jest niewielka ilość pozycji które przybliżyły by nam współczesną Koreę. Ten kraj egzotyczny i niezwykle intrygujący jest tak naprawdę niedopieszczony pod względem publikacji. Dlatego wszyscy zainteresowani tematem, prędzej czy później trafiają na blog Polki Anny Sawińskiej http://wkorei.blogspot.com, która żyje od przeszło 10 lat w Korei Południowej. Ciekawe spostrzeżenia które w sieci były gromadzone przez lata znalazły swoją godną oprawę w postaci wydanej książki. Dla mnie osobiście jest to niezwykły prezent, bo chociaż doceniam i kocham zasoby internetowe, to jednak nic mi nie zastąpi przyjemności z lektury na papierze.

Nie byłabym w stanie przebrnąć przeszłych wpisów na blogu w tak krótkim czasie w jakim przeczytałam książkę, która jest zbiorem esejów z lat 2003-2007. Takie rozciągnięcie w czasie daje inną perspektywę na toczące się zmiany. A one dokonywały się nie tylko w autorce, jej postrzeganiu kraju w którym przyszło jej żyć, ale także w samej Korei, państwa które nie tylko pod względem gospodarczym ale także kulturowym przechodzi gwałtowne przemiany. Wszystkie spostrzeżenia Pani Anna są niezwykle osobistym zapisem tego jak próbowała się odnaleźć w tej nowej dziwnej dla niej rzeczywistości. Choć ona sama twierdzi, że książka nie ma charakteru bardzo prywatnego, tak naprawdę jest niezwykle intymnym zapisem relacji, ja dziewczyna z Polski próbuje zrozumieć Ciebie Koreo. A bardziej obserwuje Ciebie z boku, przyglądam się zaglądam w twoje serce i coraz bardziej wtapiam się to co mi oferujesz.

A ta egzystencja obok siebie, zderzenie tych dwóch kultur, naszej naznaczonej indywidualnością i koreańską której siła tkwi w kolektywie, niesie wiele poświęceń przystosowawczych, nagięcia się do obowiązujących reguł. Oferuje jednak także bogactwo nowych doznań i emocji, które tak mocno uzależniają.
Ta książka to także doskonały weryfikator odrealnionej rzeczywistości, którą sprzedają nam produkcje koreańskie. To zderzenie jest niezwykle potrzebne by trzeźwo spojrzeć na ten kraj, nie tylko poprzez dramowy świat. Opisywane różne aspekty życia w Korei mogą nas dziwić czy zaskakiwać np. brak osobistej strefy, przejawiający się w popychaniu, dotykaniu, wpadaniu na drugą obcą osobę. Ta książka zawiera mnóstwo właśnie takich szczegółów które są istotne z pozycji egzystencji na co dzień. Rysuje nam się obraz niezwykle hermetycznego narodu, zupełnie pozbawionego potrzeby integracji z innymi nacjami. Choć zapewne sami Koreańczycy tego nie zauważają, ja podczas lektury widziałam mnóstwo stycznych schematów z Japończykami, które kreują poczucie patriotyzmu i dumy z własnego kraju. Nieustająca wiara w to, że wszystko co najlepsze produkują Koreańczycy, mają najpiękniejszy kraj, najlepsze jedzenie na świecie, najpiękniejsze zabytki i tak dalej... W odniesieniu do jednostki najważniejsze z tamtej perspektywy wydaje się zasobność finansowa oraz pozycja w pracy. To także jest pewnym wyznacznikiem zawierania związków małżeńskim. Przy naszym wyidealizowanym romantycznym podejściu do spraw małżeństwa wydaje się to trochę zaskakujące. Jednak czy mamy prawo oceniać cokolwiek w kraju który jest tak odległy nam kulturowo, nie filtrując wszystkiego przez uwarunkowania społeczne a przede wszystkim historyczne? Na pewno nie i tego też nie czyni Anna Sawińska w swojej książce. Dzieli się swoimi odczuciami, obserwacjami i nie klasyfikuje co jest właściwie a co nie. Bo ta ocena jest tylko uzależniona od perspektywy. Dużo ważniejsze dla polskiego czytelnika jest właśnie to spojrzenie naszej rodaczki, które umożliwia nam o wiele głębiej dotknąć istotę tego dalekiego kraju. Anna Sawińska staje się dla nas cennym pośrednikiem, któremu udaje się odsłonić pewną część twarzy narodu koreańskiego. Ale to jest proces nie skończony, tak samo jak wpisy na blogu nadal się pojawiają i pozwalają nam odkrywać ciągle nieznane obszary Korei.

Ja się ogromnie cieszę, że wydawnictwo "Kwiaty Orientu" zdecydowało się wydać tę pozycję. A także z tego, że dotarłam na spotkanie autorskie co dodatkowo zaopatrzyło mnie w mnóstwo szczegółów na temat życia w Korei i z Koreańczykami. Żałuje tylko że spotkanie z Panią Anną było tak krótkie. W nagrodę jednak mam autograf autorki i uzupełnienie wpisów w książce osobistymi uwagami. A to jest bezcenne :)
Dla wszystkich interesujących się tematem kulturowo-społecznych uwarunkowań które są obecne w tym azjatyckim kraju, lektura obowiązkowa.

Moja ocena 8/10

poniedziałek, 14 maja 2012

Kwiaty Orientu

Moje zdobycze z Targów Książki w Warszawie są liczne. Dzięki temu, że wydawnictwo zajmujące się promocją kultury koreańskiej miało swoje stoisko w Pałacu Kultury, miałam okazję siebie i wszystkich moich zainteresowanych znajomych zaopatrzyć w odpowiednią lekturę. A przede wszystkim uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Panią Agnieszką Sawińską, która to przyjechała na promocję swojej książki "W Korei".Jeszcze cieplutka, prosto z drukarni a najważniejsze że na naszym polskim rynku. Czytam ją właśnie, niedługo napiszę więcej o tym tytule. Dodatkowo, o jakże się cieszę, upolowałam autografy autorki a także tłumaczki jednej z niżej wymienionych pozycji.

Moja radość jest ogromna, z powodu obecności na samych targach, spotkania z Panią Sawińską i przytargania do domu aż tylu książek z Koreą w roli głównej.

piątek, 11 maja 2012

Blind Love


Jako zdeklarowana na tym blogu yaoistka, muszę od czasu do czasu zaznaczyć temat i dać znać, że jak najbardziej sięgam do źródła wszelkiej przyczyny czyli do mang yaoi. "Blind Love" Akiry Kanbe jest naprawdę niezła w swojej kategorii ale nie do końca z tego powodu znalazła miejsce na blogu.

Fabuła, z pozoru tylko, nie jest w nadmierny sposób rozbudowana. Sprowadza się właściwie do schematów. On czyli Shou licealista niedoświadczony, zostaje siłą i perswazją zmuszony do seksu z Kunie-san. Właściwie trudno się zorientować czy mu się to nie podoba czy podoba, mówi i myśli jedno (jest niby przeciwny) a robi zupełnie co innego. Czyli schemat, ale wyjaśnijmy sobie po raz n-ty na tym blogu nigdy nie oburzałam się na schematy. I jest nawet interesujące z punktu widzenia psychologicznego, kiedy to ofiara uzależnia się od tego układu i właściwie trwa w nim przez tak długi czas. Co stwarza mnóstwo sytuacji "łóżkowych" wszelkiego rodzaju. Choć łóżkowe naprawdę wydają się określeniem na wyrost, bo jakby Panowie robią to w dość zaskakujących miejscach i sytuacjach.

Właściwie nie wiem czy to Was zachęci czy zniechęci do obejrzenia i przeczytania tej historii i nie z tego powodu, ta manga otrzymała wpis na tym blogu. Bo chciałam zachować ten tytuł z innego powodu. Istoty dylematów które toczyły się pomiędzy igraszkami pościelowymi.


Shou, urodził się i z takim przeświadczeniem żył, że będzie służył Taiki, synowi bossa ogromnie silnej grupy. Chociaż Taiki jest jego rówieśnikiem, nigdy po imieniu się do niego nie zwraca, tylko zwrotem grzecznościowym Paniczu. Był jego sługą ,przyjacielem, wybawicielem z każdej sytuacji i nigdy nie wyobrażał sobie innego życia niż związanego z młodym spadkobiercą. W tym układzie pociągały go i utwierdzały cechy przywódce młodego Taiki. Te same które zauważył u swego "dręczyciela" Kunie, notabene spokrewnionego z Paniczem. Poczucie winy nie opuszczało biednego Shou, bo jak on może wiązać się z kimś innym niż jego Taiki, chociaż wyjaśnijmy sobie to jasno, ten związek nigdy nie wchodził w jakieś intymne obszary, choć Shou po cichu o tym marzył. To były relacje na poziomie -wierny sługa, który jest w stanie zrobić wszystko dla swego młodego pana. A o tym jak mocna jest ta więź, wiedział najlepiej Kunie, który chciał zagarnąć dla siebie licealistę i dążył do rozluźnienia tego silnego układu.

I może nic by nie było w tym dziwnego gdyby akcja tej mangi rozgrywała się późnym japońskim średniowieczu lub chociażby XVI czy XVII wieku, kiedy to związki wasal i jego Pan były wszechobecne i stały się standardem społecznym. Mądre publikacje udowadniają, ze te układy z kolejnymi wiekami zanikały. Manga jednak nie dzieje się w zamierzchłych czasach a właściwie tu i teraz, wśród blokowisk, apartamentowców, barów i szkół wyższych. Scenografia pomimo wszystko ma małe znaczenie, bo liczą się tylko relacje pomiędzy tymi mężczyznami, żywcem wyjęte z zamierzchłych czasów. To podporządkowanie zwierzchnikowi miało wymiar wielopłaszczyznowy, nie tylko w zakresie powierzanych zadań, ale także ciała i umysłu. I ta zdrada, tych ideałów, była głównym źródłem wszelkich dylematów młodego Shou.


I trudno mi ocenić, czy podobne związki istnieją nadal, czy są fikcją autorki, patrząc jednak na filmy , dramy i wszelkiego rodzaju produkcje japońskie i nie tylko, zapewne są obecne. To nieustające zderzenie przeszłości z teraźniejszością jest tak w Japonii niezwykle frapujące, a jego przejawy nieustająco mnie fascynują. Dlatego wyłapuje takie perełki, które tym bardziej mnie utwierdzają, że duchem Japończycy żyją zanurzeni w przeszłości, co ogromnie mi się podoba.

Moja ocena 7/10