czwartek, 16 sierpnia 2012

Itsuka no Kimi e


Ten krótki film to naprawdę przemiłe zaskoczenie. Tak jakoś nie dawno jęczałam na blogu, że Japończycy nie umieją nic pozytywnego w temacie yaoi zekranizować. Nie prawda, cofam moje narzekania, potrafią i dowodem jest właśnie Itsuka no Kimi e.
Choć historia lekko zagmatwana, ze wszystkimi schematami tak ważnymi dla kultury dalekiego wschodu jej końcowy odbiór jest bardzo pozytywny.


Na zajęcia z fotografii przybywa nowy student. Jest totalnie a społeczny, a na dodatek bardzo uparty w wyznaczonych zadaniach- robi zdjęcia tylko sobie, co doprowadza nauczyciela do przysłowiowego szału. Noboru Fukami (Takumi Saito)oznajmia że ma jedną podstawową zasadę, fotografuje tylko to co jest dla niego ważne. Naprawdę trudno dyskutować z taką argumentacją, nauczyciel trzyma się tylko swojego programu, jest bardzo ograniczony w swojej ocenie i ten nowy student wyprowadza go z równowagi. Te wzajemne przepychanki obserwuje cała grupa, która niezbyt przepada za tym odludkiem Noboru. Kouhei Hayase (Ryunosuke Kawai), który także uczęszcza na zajęcia fotograficzne w bibliotece odkrywa w jednej z książek pozostawione przypadkowo zdjęcie Noboru jako nastolatka wraz ze swoim bratem bliźniakiem. Chce je oddać właścicielowi i na tym by może skończyły ich wzajemne kontakty, gdyby nie wypadek. Hayase podczas wspólnej przejażdżki kajakami z koleżanką wpada do wody i zaczyna się topić. Wyciągnięty na brzeg nie daje znaku życia, z pomocą rusza Noboru, który stosuje sztuczne oddychanie usta-usta, ta szybka akcja ratuje chłopakowi życie.


Ale nic nie jest proste po takiej sytuacji. Wieczny dług wdzięczności za ratunek plus ten "bezpośredni pocałunek" który może jest nie zamierzony ale jednak tkwi w głowie Hayase. Zaczyna uważniej przyglądać się temu odludkowi. Tym bardziej że pewnego razu udaje mu się poznać brata bliźniaka . Ryu jest zupełnym przeciwieństwem introwertycznego Noboru; rozrywkowy, wygadany, wyluzowany. W ciągu jednego wieczoru nad kolejnymi kuflami piwa Hayase zaprzyjaźnia się z tym wesołym chłopakiem. Na uczelni ma do czynienia z Noboru, który nie pała do niego sympatią ale coraz więcej z nim rozmawia, wieczorami bawi się z Ryu w pubach. Zaczyna jednak dostrzegać pewne sygnały, które świadczą o tym jak bardzo obydwaj bracia są psychiczne związani ze sobą a on gdzieś jest zawieszony po środku. Tak jakby mieli wspólną duszę,a tylko inne osobowości. A wiara w brak rozdzielności duchowej bliźniaków jest obecna w wielu kulturach.



Jak w każdym porządnym filmie z gatunku Boys Love, musi być tragedia. I tutaj mamy z nią do czynienia , tłumaczy ona doskonale zachowanie Naboru, który odizolował się od ludzi. Szuka on jednak podświadomie z nimi kontaktu, chociaż nie chce się do tego przyznać. Kwestie yaoi są tutaj potraktowane w bardzo lekki sposób, konwencja shounen-ai ogólnie można tak to określić z animowego słownika terminów. Sama fabuła pomimo wątków ciężkich nie jest przytłaczająca a wzajemne stosunki chłopaków i kolejne tajemnice które odkrywa Hayase by ostatecznie dotrzeć do Noboru, trzymają w napięciu całą akcję. Kilka scen naprawdę emocjonalnie na wysokim poziomie, wrażenie podobne jak przy czytaniu mang. Zresztą tym kodem się posługiwali twórcy przez cały film, scenki żywcem wyjęte po prostu z mangi. A jeśli to jest bardzo zagrane a tak rzeczywiście było, ten tytuł urasta do jednego z lepszych jakie udało się Japończykom wygenerować. Tym bardziej że nastawiali się na widza zorientowanego w tematach yaoi. Po sukcesie "Boys Love" i do tej produkcji zatrudnili Takumiego Saito. Tam był posągowy boski, tutaj zagrał rewelacyjne postacie dwóch braci, tak biegunowo różnych. Druga główna rola Ryunosuke Kawai, choć początkowo nie zrobiła piorunującego wrażenia w miarę trwania filmu stawała się w moich oczach coraz bardziej kawaii:D Chyba zgodnie z nazwiskiem aktora. Główny bohater taki odrobinę zagubiony w tej psychologicznej łamigłówce ale niezwykle słodki i pociesznie nieporadny. A jego nieświadomie wypowiedziane słowa "nie zostawiaj mnie Naboru" robią takie wrażenie, że scena pozostanie na długo w mojej pamięci.


Psychologicznie, wszystko w czym Japończycy znajdują przyjemność. Od strony uczuciowej, piękna historia. Od strony scenariuszowej, kilka rzeczy dosłownie do poprawki i by był ideał. Zarzut za krótko ale bez większych obciążeń dla biednego widza i dobrze się kończy, co jest dla wielu osób istotne. Jak ktoś lubi filmy z tego gatunku to polecam.

Moja ocena 8/10

środa, 15 sierpnia 2012

Skrzypce z polską duszą i klasycznie na trawie

Czyli dwa koncerty na których byłam w tym tygodniu. Staram się chadzać na darmowe imprezy, co by skorzystać z dobrodziejstw jakie funduje miasto dla melomanów a w wakacje tych okazji jest naprawdę sporo.

Skrzypce z polską duszą w ramach koncertów w Dziekance, ten projekt opiera się nie tylko na polskich kompozycjach, ale przede wszystkim na polskich instrumentach. Prof Krzysztof Jakowicz, nie tylko z zaangażowaniem i prawdziwą wirtuozerią prezentował piękne utwory Paderewskiego, Chopina czy Wieniawskiego, ale także dokładnie omawiał instrumenty na których grał. Wszystkie wyszły spod ręki polskich lutników i słuchacze mogli porównać brzmienie każdego z nich.


Drugi koncert odbywał się w Królikarni, i zgodnie z tytułem każdy mógł przyjść i się rozłożyć z kocykiem na trawie by zażyć odrobinę muzycznych wspaniałości. Przyznam że inicjatywa ogromnie mi się podobała, tak samo jak wielu warszawiakom, którzy z całymi rodzinami przybyli na koncert. Utwory wybrane starannie i bardzo atrakcyjne, królował niezawodny Mozart, ale mogliśmy także posłuchać Haydna, którego koncert na dwa rogi ogromnie mi się podobał, oraz Hollanda.

Obydwie imprezy cyklicznie będą kontynuowane do końca sierpnia :)








W Królikarni jest przepiękna dziewiętnastowieczna rzeźba psa, autorem jest Edouard Leon Perrault, prawdopodobnie jest to nagrobek dla jego czworonożnego przyjaciela.

2012 K-POP Cover Dance Festival – POLSKIE ELIMINACJE

Tak, tak moi drodzy byłam widziałam, przeżyłam i się wspaniale bawiłam.
Nic nie zastąpi tej energii które daje wspólne przeżywanie pasji.
Niezapomniane chwile kiedy wszyscy śpiewają koreańskie k-popowe przeboje, mina Katarzyny Żak, prowadzącej konferansjerkę, kiedy poleciał PSY a sala szalała - po prostu bezcenna. Profesjonalne podejście uczestników do konkursu, godne podziwu. Była szacowna komisja z Korei oraz telewizja , jeśli się nie mylę SBS. Ale największe wrażenie zrobili na mnie sami fani i ich zaangażowanie.
Proponuje Wam, zamiast monosylabicznych opisów "był czad, było świetnie, rewalacyjnie" relację zdjęciową z całego wydarzenia. Jeśli w następnym roku będą podobne eliminacje, jeśli kochacie k-pop i wszystko co z nim związane, musicie tam być!!!
























Pan ambasador osobiście wręczał nagrody laureatom dwóch pierwszych miejsc.





Więcej zdjęć do obejrzenia na FB w tym albumie

Wyniki konkursu na stronce k-pop Polska Strona organizatora całego przedsięwzięcia czyli Centrum Kultury Koreańskiej

Filmiki z imperezy do obejrzenia tutaj

wtorek, 14 sierpnia 2012

Rękodzielnicze cudeńka


Zobaczcie sami jakie cudeńka można wyszyć!!! Medzi, jak pszczółka ciężko pracowała i takiego oto Kim Hyun Joong'a wyczarowała.
Mogę napisać tylko podziwiam, podziwiam i jeszcze raz podziwiam. To się nazywa cierpliwość prawdziwej k-popowej fanki. Na blogu medzi można obejrzeć filmik z postępami w pracy oraz złożyć zamówienie na portret swojego idola :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Ra.D Couple Song (feat.Kelley)

Zakochałam się w tej piosence od pierwszych rytmów, od pierwszych słów. Jest cudowna, przepełniona miłosnymi fluidami. Nie lubię wolnych utworów ale ten... poruszył moją duszę, może dlatego że jest tak prawdziwy, bo tych dwoje się kocha :)




A tu ta para wokalistów razem. Nawet jeśli ich się nie widzi a tylko słyszy, to jest jasne jak ogromne uczucie ich łączy, ale razem wyglądają po prostu pięknie.


Tłumaczenie tej piosenki jest tutaj Ekspresowo zrobiła je Cleo, i to dzięki niej właściwie zidentyfikowałam wykonawców, za co bardzo serdecznie dziękuje :D

The Prince of tennis (film)



Nastrój wielce sportowy, spowodowany olimpiadą, skłonił mnie do tego aby odpalić ten film. Ostrzeżenia co prawda do mnie docierały, że wiele osób jest rozczarowanych. Stwierdziłam jednak że skoro nie oglądałam anime, nie mam punktu odniesienia będę do tego tytułu podchodzić bez większych obciążeń.

Ryoma Echizen jest niezwykle utalentowanym tenisistą. W wieku 12 lat jego ojciec ściąga go ze Stanów do Japonii by zaczął trenować w Seigaku. Uważa że właśnie tam chłopiec rozwinie jeszcze bardziej swoje ponadprzeciętne zdolności. Ryoma to jednak zawodnik dumny , znający swoją wartość i uważający że ten pobyt nic mu nie da. Początkowo ten "karzełek" musi przekonać do swojej gry swoich kolegów ze szkoły. Udaje mu się to doskonale bo z wszystkimi z tenisowych potyczkach wygrywa, budzi podziw u starszych uczniów ale także niechęć do swojego aroganckiego zachowania. Stoicki spokój względem chłopaka zachowuje jedynie kapitan drużyny szkolnej. Personalnie nie dociska Ryomy a docenia jego umiejętności.


Zbliżają się jednak dużej rangi zawody międzyszkolne w których Seigaku, zawsze przegrywało. W tym roku jest Ryomy w drużynie i wszyscy mają nadzieję ze się uda przełamać impas. Chłopak jednak informuje że woli jechać do Ameryki na kolejny turniej niż reprezentować swoją szkołę. Stawia to kapitana w ogromnie trudnej sytuacji, ponieważ on sam ma zakaz od lekarza uczestniczenia w zawodach, nikomu jednak nie zdradza tego sekretu. Zrobi jednak wszystko by honor szkoły nie ucierpiał.


Tak naprawdę ten film jest ciekawy z jednej psychologicznej płaszczyzny. Mam wrażenie że była to tresura prawie Amerykanina, do poziomu wymagań japońskich, czyli jak ważna jest praca w kolektywie, że należy poświęcić swoje indywidualne korzyści na rzecz ogółu i to musiał zrozumieć główny bohater wychowywany w Stanach.

Sam film to nieustające potyczki tenisowe w animowym stylu, co kompletnie mi nie przeszkadzało. Za to brak akcji pomiędzy i owszem. Tak samo jak zakładanie że wszyscy znają tę historię i nie wymaga tłumaczenia pojawianie się jakiś wątków czy postaci. Kulawy scenariusz i to mocno.
Arogancja głównego bohatera także mnie nie przekonała. Właściwie głównie czerpałam przyjemność z odkrywania starych znajomych znanych mi z innych produkcji których tu była niezła gromada.


Dla kogo ten tytuł? Dla osób które chcą zabić nudny wakacyjny czas jeśli już naprawdę nie mają co począć ze sobą. Choć mimo wszystko z dedykacją dla niektórych polskich sportowców w kwestii ambicji i woli walki na korcie tenisowym i nie tylko. Tego Japończykom z pewnością nie można odmówić.

P.S Przeczytałam że powstał także musical na podstawie tej mangi. Oooo naprawdę szacun jak można stworzyć musical ze sportowych potyczek, nie bardzo wiem ale jak widać mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni wiedzą jak to zrobić :)


Moja ocena 5,5/10

wtorek, 7 sierpnia 2012

Takumi Kun 3 ( Bibou no Detail)


A więc taaaak. Oglądałam kiedyś dawno temu serię z Takumim, pierwszą i drugą część. Kompletnie mnie nie porwała i dlatego broniłam się przed kolejnym odcinkiem. A tu ciągle byłam atakowana tekstami w stylu, "to wspaniała seria". Chesire nawet ostatnio napisała na blogu,żebym obejrzała trójkę, że będzie mi się podobała. Zmasowany atak odniósł skutek, odpaliłam tą kolejną część. Kryzys gorących dni.


I przenoszę się do tej elitarnej szkoły męskiej, gdzie uczy się Takumi (Hamao Kyosuke). Teraz on i Gii (Watanabe Daisuke), którzy tworzyli w drugiej klasie prawie idealną parę, przechodzą ciężką próbę. Gii otrzymuje funkcje opiekuna piętra dostaje inny pokój,zostają rozdzieleni. Problemem jednak jest to że Gii staje się obojętny, praktycznie nie zauważa Takumiego. Ten jest w totalnej rozpaczy, nie wie co się dzieje, czuje się odepchnięty. To skutkuje nawrotem fobii z przeszłości- strachem przed dotykiem. Gii zaczyna nosić okulary co dodatkowo staje symbolem zmian i izolacji od przyjaciół. Wszystko wydaje się jak ze złego snu. Najbardziej zdezorientowany jest oczywiście Takumi, nie wie jeszcze że to wszystko dla jego dobra.



Mała dygresja. Zadziwiające jest to w tym live action, że wszyscy koledzy akceptują związek chłopaków, ba właściwie pomagają im w tym aby żyli w wiecznej szczęśliwości, bo ten utopijny świat charakteryzuje się tym że tam właściwie każdy jest w jakimś związku z innym facetem. Poza tym problemy i dylematy na których opiera się ta seria są co najmniej niezbyt przemyślane. Życie szkolne nie istnieje. W sumie może i racja po co się skupiać na nieważnych sprawach.W trzeciej części jest także obecna, na szczęści to tylko echo, toporna i dość prosta gra z poprzednich odcinków . To były narzekania w temacie, ale...


O matko naprawdę w tym odcinku jest boska finezja, czym bliżej końca tym klimat staje się naprawdę mistrzowski. A ostatnie sceny, przyznaje epickie po prostu. Wszystko jest na swoim miejscu, nawet to co mówią ma głęboki sens. Klepie te sceny od 24 h godzin naokrągło. A to wszystko przez Takumiego. On jest taki, taki delikatny, porcelanowy, zmysłowy, wymagający opieki, przytulenia, pocieszenia. Nie mogę wzroku od niego oderwać.

Jak zdeklarowałam powyżej niezmiennie Hamao Kyosuke robi na mnie wrażenie. Jest jakaś magia w tym cichym chłopaku, zatrzymanych ruchach i jego słowach zawieszonych gdzieś w przestrzeni. Ogromnie podobają mi się z nim wszelkie sceny "pościelowe". Z dwójki równieżI to jak ustami szuka ust filmowego Gii



Zgadzam się, że dla wszystkich którzy lubią filmy z gatunku Boys Love, ten odcinek obowiązkowy, nawet z pominięciem dwóch poprzednich, niewiele się traci. Choć sam film to nie jest żadne dzieło artystycznej rangi, to dla tych kilku scen naprawdę warto go zobaczyć

Moja ocena 8/10