piątek, 2 marca 2012
BIGBANG minialbum Alive
Już wszyscy pozwolili sobie zwariować, to ja też, a co... Skoro mnie to kręci i słucham od kilku dni to donoszę że wraz z całą Azją, prawie dwoma Amerykami i połową Europy jestem od 28 totalnie wkręcona w nowy album.
A poza muzycznymi aspektami.
Dość nieskomplikowane teledyski do nowych piosenek, bynajmniej nie są arcydziełami swego gatunku. Ale przecież to nie o to chodzi. Napiszmy szczerze to nie dla wyrazu artystycznego je już z 200 razy odtworzyłam
Tak, nie przeszkadza mi to co zwisa Dragonowi tu i ówdzie, kocham go
Nie, nie ruszają mnie niebieskie włosy Top'a
Tak, dziwacznie wygląda tleniony Deasung
Tak , tak Taeyang się cudownie rusza.
Nie, to znaczy tak czyli obojętny stosunek, Seungri ładnie się komponuje
Muzycznie, przyznaje Cleo i Anulak rację, Bad Boy u mnie wygrywa. :D Zmienna jestem a co ...
Nie jestem ekspertem muzycznym ani krytykiem artystów w tym obszarze. Po wszelkie analizy tego typu zapraszam na inne blogi. Ja po prostu wiem co mi się podoba i co mnie unosi na skrzydłach, sprawia że dzień jest cudowny gdy posłucham kilka razy chłopców.
środa, 29 lutego 2012
City Hunter
Dawno nie oglądałam niczego w klimacie sensacyjnym, ostatnio nudził mnie ten gatunek. Ale ta drama odmieniła wszystko. Przepraszam ale ani trochę nie będę obiektywna, nie mogę podchodzić do niej z rezerwą, ponieważ "City Hunter" zawrócił mi totalnie w głowie. Czuje się po raz kolejny jakbym zderzyła się z azjatyckim pociągiem, który przejechał po mnie pozostawiając zmaltretowaną ale jakże szczęśliwą. Uczucie bezcenne.
Całe życie Lee Yoon Sung (Lee Min Ho)jest podporządkowane jednemu celowi- zemście. I pisząc całe życie wcale nie przesadzam. Jako miesięczne dziecko zostaje zabrany matce, wywieziony do Tajlandii, by tam dorastać w obozie handlarzy narkotyków. Jego wychowaniem zajmuje się były żołnierz służb specjalnych Lee Jin Pyo (Kim Sang Joong). Od najmłodszych lat chłopak przechodzi ciężki trening, mający na celu stworzenia w przyszłości zabójcy doskonałego.Yoon Sung dorasta z przekonaniem, że ten surowy Jin Pyo, jedyny człowiek cały czas obecny w jego życiu, to jego ojciec. Wiele lat konsekwentnych ćwiczeń, życie w spartańskich warunkach tworzą zahartowanego i przygotowanego na wszystko wojownika. Jin Pyo zostaje jednak poważnie ranny i obawiając się śmierci, wyjawia tajemnicę która napędzała do tej pory jego wszystkie działania. Pragnie zemsty na ludziach, którzy skazali na śmierć żołnierzy swojej własnej armii podczas tajnej misji wojskowej. Jedynym który przeżył tą masakrę był Jin Pyo, którego zasłonił przed kulami prawdziwy ojciec Yoon Sung'a. Od tego momentu chłopak zrozumiał, że to także jego zemsta a ludzie za to odpowiedzialni muszą zostać ukarani.
Mija jednak kolejne kilka lat ponieważ do tego odwetu należy się bardzo skrupulatnie przygotować, a tożsamość Yoon Sung nie może budzić żadnych podejrzeń. Winni zbrodni to nie są zwykli obywatele a wysoko postawieni politycy i niezwykle trudno dostać się w ich pobliże. Yoon Sung zdobywa kolejne stopnie wykształcenia w Stanach Zjednoczonych, by przybyć do Korei z doktoratem w dziedzinie informatyki. Zaczyna pracować w departamencie rządowym odpowiedzialnym za komunikacje. Tworzy swoją nową tożsamość, lekko zblazowanego, fajtłapowatego ale niezwykle cenionego pracownika Niebieskiego Domu, który prowadzi bardzo bogate nocne życie. To tylko przykrywka do zbierania informacji które umożliwiłyby dotarcie do ludzi odpowiedzialnych za śmierć jego ojca. Podczas jednej z nocnych eskapad po klubach spotyka Kim Na Na (Park Min Young),dorywczo pracującą jako nocny kierowca. Dziewczyna łapie się wszystkich prac by zarobić na rachunki za szpital swego ojca. Dlatego aroganckie zachowanie Yoon Sung'a podnosi jej dość mocno ciśnienie i ma nadzieję że już nie wpadnie na tego bogatego chłopaka. Myli się jednak okrutnie ponieważ już pierwszego dnia swojej nowej pracy w służbach ochrony Niebieskiego Domu, spotyka nocnego "playboya".
Ogromnie podoba mi się to że właściwie stworzono dwie płaszczyzny fabuły, tak jak podwójne było życie głównego bohatera. Z jednej strony oglądamy romans z elementami komediowymi , który wpisuje się we wszystkie schematy podobnych produkcji. Nie jest jednak to wątek nudny, bo jakże ekscytująca jest świadomość prawdziwej tożsamości Yoon Sung'a która jest ukryta przed niczego nie świadomą Na Na. Z drugiej strony śledzimy political fiction z elementami realnej akcji, popartej świetnymi scenami walki. A wszystko łączy się w doskonale prowadzoną fabułę, która nie pozwala odetchnąć ani na chwilę.
Yoon Sung staje się uosobienie podobnych tajemniczych bohaterów, którzy odznaczają się ponad przeciętnymi zdolnościami, wydaje się że są niezniszczalni. Trochę jak amerykańskie ikony walki ze złem Batman czy Spiderman, których tajemnicza tożsamość jest zakryta przed światem. City Hunter także staje się symbolem walki ze złem, bo jego spektakularne akcje wymierzone w skorumpowanych polityków szybko uzyskują akceptację społeczeństwa. Nieoczekiwanie zemsta nie jest już tylko prywatną wendetą ale rozprawieniem się z ludźmi którzy zapomnieli że służą narodowi. I trudno nie kibicować i nie zaciskać kciuków by się wszystko udało City Hunterowi, skoro wszystkie sprawy rozwiązuje w tak elegancki sposób, z taką finezją i dbałością o szczegóły. Jestem po prostu zachwycona każdą akcją którą przeprowadza, przenikliwością w ocenie sytuacji i umiejętnościami wybrnięcia nawet z najbardziej nieprawdopodobnych zdarzeń. Jak to w dramach bywa otrzymujemy pełno schematów ale w tej równie dużo zaskoczeń które przyprawiają o palpitacje serca. I to trzyma człowieka przyklejonego do ekranu z otwartymi szeroko oczami i zaciśniętymi pięściami. Ja już dawno nie doznałam tego uczucia że się modliłam aby głównemu bohaterowi wszystko się udało. A na tej dramie składałam nieustannie ręce w stronie niebios w tej intencji.
A problemy piętrzą się przed naszym bohaterem. Musi sobie radzić z nieoczekiwanym i "przeszkadzającym" w zadaniu uczuciem do NaNa. Także z podejrzeniami prokuratury w osobie domyślnego Kim Young Joo, którego nasz Yoon Sung spotyka nieustannie także na polu prywatnym. Ale największym problem jak to zwykle bywa, okazuje się rodzina w postaci jego przybranego ojca Jin Pyo. Były żołnierz chce skrupulatnie wypełnić swój plan zemsty, nie zważając na ofiary. City Hunter kieruje się jednak innymi zasadami.Tych dwóch mężczyzn, których łączy tak silna wieź, stają się wrogami i rywalami w wyścigu pomszczenia zabitych żołnierzy. Przybrany ojciec staje się okrutnym, zimnym, złośliwym i nieustannie raniącym Young Joo człowiekiem. Okropna, obrzydliwa postać która uważa że ma prawo manipulować innymi by osiągnąć swoje cele. To on był odpowiedzialny za koszmar jakim stało się życie Young Joo, bez rodziny, bez przyjaciół, w ciągłym poczuciu zagrożenia. Ale na szczęście uczeń podnosi głowę staje się silniejszy niż nauczyciel.
Jeśli ktoś uważa że będzie się nudził na tej dramie, to się zawiedzie, właściwie nie ma chwili wytchnienia ciągle coś się dzieje, jeśli nie na poziomie kolejnych akcji dojścia do prawdy, to pomiędzy NaNa i Yoon Sung. Zdecydowanie jednak pierwsze odcinki kiedy została w fabule zachowana równowaga pomiędzy życiem osobistym bohatera a sprawami politycznymi, lepiej się oglądało. Potem film zrobił się lekko przyciężki, ale za to z coraz wyraźniejszym przesłaniem poświęcenia dla kraju dla dobra innych ludzi, by wyzwalająca prawda ujrzała światło dzienne.
Właściwie nie mogę niczego innego napisać jak tylko; świetnie dobrani aktorzy, doskonała gra i to wszystkich postaci i pierwszoplanowych i tych z drugiego planu. Przekonywająco, z naturalną swobodą budowani są bohaterowie tej dramy.Lee Min Ho przeszedł chyba sam siebie w tej dramie. Widziałam go dwukrotnie wcześniej ale w City Hunterze go nie poznałam. Był wspaniały, był nadzwyczajny w tej roli. Jakby urodził się właśnie dla tej postaci. On i City Hunter to jedność! Byłam pełna podziwu dla jego sprawności, scen walki wszelakich i gracji z jaką poruszał się jako wojownik. Nie można było oderwać od niego wzroku. I w tym wszystkim kompletnie nie przeszkadzała jego przystojność, a nawet była zaletą ;) Były takie momenty, jak np.ubranie niewinnej wojskowej czapeczki, kiedy kolanka jednak się uginały, pomimo pozycji siedzącej. Lee Min Ho z Park Min Young tworzą piękną parę nic mnie w nich nie drażniło właściwie poza tym że NaNa mogła mieć w sobie ciut więcej energii, ale może zamysł reżyserski miał być inny. Nie wypada mi nie wspomnieć o niezapomnianej kreacji Kim Sang Ho odtwórcy roli przyjaciela City Huntera, z którym stworzył niezapomniane relacje, tak ciepłe i prawdziwe, pełne humoru. Widzę tego aktora już drugi raz i znowu jego obecność na ekranie zapada w mojej świadomości.
Na sam koniec zostawiłam wisienkę. Dla mnie doskonałym dopełnieniem jest niewątpliwie muzyka, ta oryginalna sountrackowa, co tu dużo pisać po prostu wymiata. Widać ogromną fascynację muzyką Hansa Zimmera, zresztą nawet jeden utwór w całości został zapożyczony z Incepcji. A ponieważ Zimmer mnie nadzwyczajnie porusza to i ta stylistyka utworów trafiła na podatny grunt. Na mp3 zagościły z pewnością na długi czas.
Strasznie się rozpisałam, a nawet połowy tych uczuć które są we mnie nie udało mi się odpowiednio przekazać.Akcja, sceny walki, muzyka, zdjęcia, gra aktorów, fabuła niezwykle emocjonująca i nie dająca mi ani chwilę odpocząć, to wszystko składa się na dramę doskonałą. Taką wskakującą do mojego top dram, które uwielbiam i do których wracam. Kocham "City Huntera"♥♥♥
wtorek, 28 lutego 2012
200 Pounds Beauty
Kiedy czytałam opis tego filmu, wyglądał niezwykle obiecująco. Spodziewałam się doskonałej komedii w koreańskim wydaniu. Obejrzałam dość dziwny zlepek melodramatu z humorystycznymi wątkami o pokrętnym przesłaniu.
Hanna ma przeróżne problemy. Pierwszy z nich to znaczna nadwaga, taka właściwie już monstrualna, przeszkadzająca w normalnym funkcjonowaniu. Ten problem generuje pozostałe. Przede wszystkim niską samoocenę. Ma jednak piękny głos, który wykorzystuje w swoich zajęciach. Pracuje w sex- linii oraz podkłada wokal pod znaną artystkę, którą powiedzmy sobie szczerze nie umie śpiewać. Obydwa zajęcia to tak naprawdę ukrywanie się przed ludźmi, bo właściwie nikt nie zna Hanny za to wszyscy rozpoznają jej głos. Miota się więc dziewczę między wróżbitami, barami, sex opowiastkami a zaniedbanym mieszkaniem usychając z miłości do pewnego menadżera. To on dał jej "szansę" podkładania głosu pod zananą artystkę. I jest dla niej miły.
Trudno nie przewidzieć że w życiu Hanny nastąpi przełom. Podsłucha rozmowę swego wymarzonego faceta na swój temat. Oczywiście padło kilka niezbyt miłych słów. Dziewczyna się załamuje, próbuje popełnić samobójstwo ale... kolejny telefon z sex-linii ją ratuje przed śmiercią. Zaczyna życie z nowym postanowieniem, całkowicie pragnie się zmienić fizycznie. Znika z powierzchni ziemi, by przejść kilka operacji plastycznych. Otrzymujemy Hanne jak nową- ba lepszą, doskonałą barbie.
Ewidentnie wraz ze zmianą wyglądu zmienia się też charakter dziewczyny. Postanawia przebojowo wkroczyć na scenę muzyczną. Jej talent zostaje dostrzeżony, no zgadnijcie przez kogo? Przez wyśnionego menadżera.
Plusy tego filmu 2-3 gagi śmieszne reszta mocno taka sobie. Świetnie zaśpiewane piosenki, jak na moje ucho. Wykonywała je zresztą aktorka grająca Hanne Kim Ah-Joong. I akurat jej jako odtwórczyni głównej roli nie mam nic do zarzucenia. Za to samej idei filmu zupełnie nie zrozumiałam. Z jednej strony krytyka oceniania osób po wyglądzie, z drugiej Hannie naprawdę wszystko zaczęło się udawać jak przeistoczyła się w piękną kobietę. To raczej reguła w showbiznesie i od tego nikt nie ucieknie. Jako śliczna dziewczyna mogła sobie pozwolić na więcej i osiągnąć więcej.
Przez pół filmu trwała komedia a potem, taka sobie tragikomedia. Ja jakoś nie wczułam się w rozterki Hanny pt. jestem chuda ale tęsknie za tą grubą ja sprzed operacji. Chyba że za jej charakterem i skromnością. Mnie kompletnie dylematy Hanny nie obeszły, więc ani się nie bawiłam szczególnie dobrze ani nie współczułam tej pięknej nowej Hannie.
poniedziałek, 27 lutego 2012
The Sword With No Name
Koreańczycy mają ogromną zdolność w przepiękny sposób przedstawiania swojej historii. Jeśli nawet fikcja filmowa jest przerysowana w stosunku do prawdy to przebija z niej patriotyzm i ogromna duma narodowa. Oczywiście jest to zrozumiałe w kraju który jest nieustannie w stanie wojny a każdy obraz tego typu ma działać ku pokrzepieniu serc. Nie wiem czy ten akurat film aż tak mocno te serca pokrzepi, ale z pewnością nie pozostawi obojętnym na piękną i dramatyczną historię miłosną.
Pod koniec XIX w Korea broniła się przed wpływami i dominacją obcych państw. Dodatkowo trwały nieustanne konflikty na tle religijnym. Katolicyzm zdobywał coraz większe rzesze wyznawców, w których dostrzegano zagrożenie dla ustalonego porządku i za swoją wiarę przyszło chrześcijanom często płacić własnym życiem. Taki los spotkał rodzinę Jonathana, który wychowywał się samotnie gdzieś na uboczu społeczeństwa. Wyrzutek bez rodziców, z piętnem obcej wiary. Przyjął nowe imię Mu-Myeong - co znaczy człowiek bez imienia, człowiek bez światła. Miał nie istnieć, funkcjonować trochę jako wiejski głupek, osoba od załatwiania brudnych spraw. Na jego drodze pojawił się jednak ktoś kto całkowicie odmienił jego przeznaczenie.
Min Ja Yeong właśnie przygotowywała się do małżeństwa. Jej pragnieniem było odbyć jeszcze jedną samotną podróż i przed złożeniem ślubów małżeńskich zobaczyć morze. Na swej drodze spotkała Mu-Myeong, który swą łodzią umożliwił jej pokonanie odległości dzielącą ją od morza. Dziewczyna spełniła swoje marzenie, a Mu-Myeong zostaje całkowicie nią oczarowany. Czuł że dzieli ich przepaść. On prosty człowiek a ona dumna arystokratka. Na nieszczęście młodego człowieka, szybko się dowiaduje że to nie jest zwykła młoda panna, ale narzeczona syna obecnie panującego cesarza. Ale w Mu-Myeong rodzi się pragnienie aby służyć i chronić swą miłość. Kiedy dziewczyna wychodzi za mąż zgłasza się do straży przybocznej młodej cesarzowej. Tylko jego odwaga i determinacja oraz gotowość postawienia na szali własnego życia pozwala mu dostąpić zaszczytu wcielenia do gwardii przybocznej.
Od tej pory jego istnienie będzie miało jeden cel- służenie młodej władczyni i chronienie jej życia. Będzie trwał przy jej boku, pomimo zniewag, pomimo cierpienia jakie wywołuje w nim świadomość że jest żoną innego. Cesarzowa Myeongseong, bo takie imię przybrała na czas swego panowania, rzeczywiście żyje w ciągłym zagrożeniu. Jej rodzina jak i ona sama są zwolennikami sojuszu z Rosją i przeciwstawiają się japońskiej dominacji w Korei. Cesarzowa pragnie by jej naród pozostał przy swoich tradycjach, by korzystał rozsądnie z zachodniej kultury. Jest silną kobietą która ma swoje zdanie także w kwestiach politycznych.To czyni z niej wroga dla zwolenników cesarza-ojca który całkowicie ulega japońskim wpływom i zależnościom.
A co z oddanym sługą, który ciągle trwa u jej boku, czy cesarzowa w ogóle go dostrzega? Oczywiście że tak, na tyle na ile pozwala jej pozycja, przyzwoitość i własne trzymane na uwięzi uczucia. To jedyny prawdziwy i oddany przyjaciel w świecie twardej gry politycznej. Jest jednak świadoma swych obowiązków jako cesarzowa i oddana swojemu powołaniu. Spętani sytuacją tak trwają obok siebie. On gotowy chronić ją za wszelką cenę, jej wystarcza świadomość że on jest gdzieś obok niej, że zawsze może na niego liczyć.
Skupiłam się na uczuciu tych dwojga, bo ono dominuje w tym filmie. Cała polityczna otoczka istnieje, to prawda, ale nie jest przytłaczająca w tym obrazie. To raczej tło do przedstawienie opowieści o trudnej miłości. Takiej prawdziwej, nie oczekującej nic w zamian. Z pewnością nie jest to jednak tylko romans, bo i zwolennicy spektakularnych scen walki, epickich batalii także znajdą coś dla siebie. Ponadto oglądamy cudowne kostiumy, jak zwykle w historycznych produkcjach plus przepiękne plenery. Widz otrzymał także lekcję historii Korei. Mu-Myeong jest postacią co prawda fikcyjną ale cesarzowa Myeongseong już nie. To dla koreańczyków symbol walki z dominacją japońską. Postać tragiczna ale nie zapomniana przez swój naród. I ten film to kolejny pomnik wystawiony tej władczyni.
The Sword With No Name odniósł sukces kinowy i niewątpliwie, to nie tylko temat ale także gra aktorska na niego się złożyły. Uważam że postać cesarzowej stworzona przez Soo-Ae jest niezwykle sugestywna. To kobieta pełna dumy i rezerwy a jednocześnie potrafiąca jednym spojrzeniem złamać serce. Myślę że to poetyckie w swym wyrazie zmierzenie się z legendą i podarowanie rodakom pięknego wizerunku cesarzowej. Bohaterska postać Mu-Myeong to z kolei złożony hołd wszystkim bezimiennym obrońcom ojczyzny.
Film bardzo mi się podobał, jego klimat oraz historia tego uczucia. Muszę jednak zauważyć, że nie ustrzeżono się przed nadmiernym patosem oraz zastosowaniem prostych zabiegów zwiększających dramatyzm całej sytuacji. Byłam atakowana przejmującymi scenami i to nie tylko na poziomie emocjonalnych ale także cierpienia prawie odczuwalnego fizycznie. Film ma problem również z płynnością prowadzenia fabuły, sceny jakby wyskakiwały znikąd i trwa dłuższą chwilę zanim widz orientuje się po co właściwie się w tym momencie znalazły. Byłabym niesprawiedliwa gdybym napisała że para głównych bohaterów jest płaska, ale troszeczkę za idealna, zmierzająca w stronę świętych i męczenników. Ja wiem że w propagandzie należy posługiwać się takimi zabiegami i to one robią największe wrażenie na "tłumach", ale jednak ja wolałabym więcej rys, bo byliby bardziej prawdziwi.
Odnalazłam "The Sword With No Name" po tej niezwykłej piosence, która ogromnie mnie poruszyła http://youtu.be/oHK1vF-w3dE i doskonale ilustracje emocje które towarzyszą oglądaniu tego przejmującego obrazu w klimatach historycznych. To nie jest z pewnością lekka rozrywka a kolejny film o pogmatwanych losach ludzkich. Polecam wszystkim tym którzy nie boją się zmierzyć z dramatycznymi zdarzeniami w azjatyckim wydaniu by obejrzeć piękną opowieść o miłości.
niedziela, 26 lutego 2012
czwartek, 23 lutego 2012
My Girlfriend Is A Gumiho
Trochę magii i legend? Proszę bardzo nic nie mam przeciwko, a jeśli jeszcze jest dodany romans plus humorystyczne oraz dramatyczne wydarzenia, to już pełnia szczęścia by się dobrze bawić. Może nie zawsze na pełnych obrotach przez 16 odcinków, ale to była wyjątkowo klimatyczna drama.
Cha Dae Woong (Lee Seung Ki) jest trochę zdziecinniałym 21- latkiem, rozpieszczonym przez bogatego dziadka, który spełnia wszystkie zachcianki swego jedynego, osieroconego przez rodziców wnuka. W przyszłości Dea Woong planuje karierę aktorską i uczęszcza do szkoły o odpowiednim profilu. Jednak czesne na edukacja zdarza mu się przepuszczać na inne rozrywki, wykorzystując dobroć dziadka który po chwilowych atakach złości zawsze ustępuje wnukowi. Po kolejnej sprzeczce rodzinnej, młody student musi przez chwilę zejść z oczu swojej rodzinie i niespodziewanie dla samego siebie ląduje na wsi. A właściwie los go wrzuca do pewnej zabytkowej i leżącej na uboczu świątyni. Tam znajduje się stare malowidło, które jest związane z legendą o lisie. Lis ten nazywa się Gumiho i służy Pani trzech bóstw. Ma on jednak magiczną moc przemiany w dziewczynę i wejścia do świata ludzi. Rudzielec to kapryśne i momentami nieznośne zwierzątko i z powodu wcześniejszych wybryków zamiany w człowieka, zostaje ukarany i uwięziony w malowidle na 500 lat. Gumiho nie poddaje się i poluje na jakiegoś głupca który go uwolni. Oczywiście tym zmanipulowanym człowiekiem okazuje się Dae Woong, który zastraszony przez Gumiho domalowuje na obrazie 9 brakujących lisich ogonów. Magia zaczęła działać i w naszym świecie pojawia się Gumiho pod postacią pięknej dziewczyny.
I od tej pory w życiu Woonga zaczyna się prawdziwe pandemium i nic już nie jest takie samo. Wystraszony chłopak szybko zrozumiał swój błąd, kogo uwolnił z tego zabytkowego więzienia. Istotę choć piękną to tylko przypominającą człowieka, posiadającą wiele cech zwierzęcych które są dodatkowo wzmocnione przez magiczne umiejętności. Dodatkowo Gumiho ratuje go z ciężkiej opresji przekazując mu część swojej mocy umieszczając w jego ciele swoje cenne łzy. I ta wieź w postaci łez gumiho spaja tę dwójkę niezwykle mocno. Tam gdzie chłopak, tam i musi być Gumiho aby pilnować swoich łez. Tak więc nie opuszcza naszego bohatera właściwie 24 godziny na dobę.Można sobie łatwo wyobrazić ile kłopotów sprawia zwierzę pod postacią człowieka.Jak bardzo dziwny i inny wydaje się świat w porównaniu z tym który widziała 500 lat wcześniej.To wszystko musi udźwignąć biedny chłopak, mocno przestraszony i wyjątkowo osaczony przez piękną lisicę. Ale ile zabawy dostarcza nam ta dwójka gdy świat ludzi i ten magiczny ścierają się ze sobą. Gumiho coraz bardziej jest zauroczona takim życiem i robi postanowienie, że uczyni wszystko by zostać człowiekiem i to przy boku chłopaka który ją uwolnił z 500-letniego więzienia.
Na horyzoncie pojawia się jeszcze ktoś, tajemnicza postać pod postacią Pana weterynarza, który zna sekret lisa. Chce zapolować na Gumiho, która ogromnie przypomina mu kogoś z przeszłości
Ta drama to prawdziwa huśtawka nastrojów. Huśtało mną od totalnej euforii i zachwytu nad pierwszymi 3-4 odcinkami, po wyciszenie w następnych odsłonach, po dramatyczne podkręcenie rozwoju akcji pod koniec serii. Te pierwsze odcinki były w moim wydaniu biciem pokłonów przed kunsztem sióstr Hong, które są ikonami dram koreańskich odpowiedzialnych między innymi za "You're beautiful" i The Greatest Love. Ten humor, to zawiązanie akcji, bohaterowie po prostu mistrzostwo koreańskich dram. O gdybyż tak było przez 16 odcinków, chyba bym pomnik zaczęła stawiać. Niestety tak nie było. Nie mogę napisać że się nudziłam ale gdzieś emocje po drodze zgubiłam, by je odnaleźć znowu w ostatnich odcinkach.
Postacie jak zwykle w przypadku tych Pań świetnie zarysowane. Nie mamy wątpliwości kto jest kto. Ale tą osobą która trzyma tę dramę, stała się jej osią, jest świetnie zagrana przez Shin Min Ah Gumiho. To ta aktorka buduje cały klimat i całą złożoność charakteru lisa ubranego w ciało człowieka. Jego walkę wewnętrzną pomiędzy tym co zna i może a tym czego pragnie. Jest słodka, jest groźna, przebiegła, prosto myśląca, prosto mówiąca, rozbrajająco szczera w swoich uczuciach. Nie dziwne ze Woong się z oparami ale jednak zakochuje w tej niesamowitej dziewczynie. Po pierwszych odcinkach niezdecydowania przekonałam się także do gry aktorskiej Lee Seung Ki. Myślę że bez zbytnich zachwytów mogę napisać że wywiązał się z zadania i tworzyli z Min Ah świetną parę na ekranie. Co do jego rywala pana weterynarza granego przez No Min Woo to przyznaje szczerze że świetnie wyglądał nie mogłam od niego oderwać oczu. Grał sztywno trochę i jakby obok ale ważne że był i to chyba mi wystarczało aby zawiesić na nim oko.
Byli jednak i oskarowi aktorzy. Co prawda postacie drugiego planu ale zdecydowanie przyznaje im nagrodę dla najlepszej pary. Yoon Yoo Sun grająca ciotkę Woonga i Sung Dong Il który wcielił się w postać sławnego reżysera. Tworzą niezapomnianą parę na liście cudownych związków damsko-męskich stworzonych przez siostry Hong. Oboje w średnim wieku, oboje z wieloma wadami, charakterystycznymi przywarami i cechami ale jakże do siebie pasujący. Jaka chemia, jaki humor, jaki ogień pomiędzy nimi. Te dwie scenarzystki z pewnością są mistrzyniami w rysowaniu postaci tego typu.
Powrócę na chwilę do legendy o lisie, który przybiera postać człowieka. Można więcej poczytać na ten temat w artykule Lisy w japońskiej kulturze To bardzo stare wierzenie obecne w legendach Dalekiego Wschodu. Pomimo tego że widziałam do tej pory niewiele filmów azjatyckich już się spotykałam z tą postacią np. w Snach Kurosawy. Dla Koreańczyków i Japończyków ten magiczny lis balansuje na granicy ciemnych mocy i czynienia zła oraz pomaganiu ludziom w trudnych sytuacjach. I dokładnie taka była Gumiho zawieszona gdzieś pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światem legend a ludzkim. Podobnie jak w mitach nasz lisek zstąpił na ziemię by usidlić jakiegoś mężczyznę który zechce zostać jej mężem. Ale tego liska miłość całkowicie odmieniła, podobnie jak rozpieszczonego Woonga.
Tę dramę warto zobaczyć nie tylko dla ewolucji bohaterów. To piękna opowieść o miłości, która potrafi przezwyciężyć wszystko i poruszyć niebo i ziemię by dwoje ludzi z różnych światów pokochało się. Jest magia, jest klimat, piękna muzyka szczególnie temat Fox Raine, zapadł mi w serce. Zresztą wszystkie ilustracje muzyczne świetnie podkreślają toczącą się akcję. My Girlfriend Is A Gumiho nie postawiłabym z pewnością wyżej niż Secret Garden toczący się także w czarodziejskim klimacie, pomimo tego cieszę się że ją obejrzałam dla tych cudownych chwil spędzonych z Gumiho i jej magią.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Jacob Sutton - LED Surfer
Jednak fotografowie kręcą najbardziej magiczne filmy :)
Jacob Sutton głównie zajmuje się fotografią modową ale wykonuje także świetne zdjęcia artystyczne. Obecnie robi karierę na świecie tym filmikiem.
http://www.jacobsutton.com
Ale i potrafi i inne święcące cuda ująć w kadrach
Jacob Sutton głównie zajmuje się fotografią modową ale wykonuje także świetne zdjęcia artystyczne. Obecnie robi karierę na świecie tym filmikiem.
http://www.jacobsutton.com
Ale i potrafi i inne święcące cuda ująć w kadrach
Swarovski Elements HD from Jacob Sutton on Vimeo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























